Menu

Drodzy bracia i siostry!
 
Na zakończenie Konstytucji dogmatycznej o Kościele Sobór Watykański II zostawił nam przepiękną medytację o Najświętszej Maryi Pannie. Przypomnę jedynie słowa, które odnoszą się do świętowanej dziś tajemnicy. Pierwsze z nich to: „Niepokalana Dziewica, zachowana jako wolna od wszelkiej skazy pierworodnej winy, dopełniwszy biegu ziemskiego życia z ciałem i duszą została wzięta do niebieskiej chwały i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego” (n. 59). Dalej, pod koniec są też inne: „Jak w niebie Matka Jezusowa doznaje już chwały co do ciała i duszy, będąc obrazem i początkiem Kościoła mającego osiągnąć pełnię w przyszłym wieku, tak tu na ziemi, dopóki nie nadejdzie dzień Pański (por. 2 P 3,10), przyświeca Ona pielgrzymującemu Ludowi Bożemu jako znak niezawodnej nadziei i pociechy” (n. 68). W świetle tej przepięknej ikony naszej Matki możemy rozważyć przesłanie zawarte w dopiero co usłyszanych czytaniach biblijnych. Możemy skoncentrować się na trzech słowach-kluczach: walka, zmartwychwstanie, nadzieja.
 
Fragment z Apokalipsy przedstawia wizję walki między niewiastą a smokiem. Postać niewiasty, reprezentującej Kościół jest z jednej strony chwalebna, triumfująca, a z drugiej mająca rodzić. Taki w istocie jest Kościół: o ile w niebie jest już złączony z chwałą swego Pana, to w historii nieustannie przeżywa próby i wyzwania wiążące się z konfliktem między Bogiem a złym, odwiecznym nieprzyjacielem. W tej walce, której muszą stawić czoła uczniowie Jezusa, Maryja nie zostawia ich samymi. Matka Chrystusa i Kościoła jest z nami zawsze. Także Maryja, w pewnym sensie, podziela tę podwójną kondycję. Oczywiście weszła Ona raz na zawsze do chwały nieba. Nie oznacza to jednak, że jest od nas daleko, że jest od nas oddzielona. Wręcz przeciwnie: Maryja nam towarzyszy, walczy wraz z nami, wspiera chrześcijan w walce z siłami zła. Modlitwa wraz z Maryją, zwłaszcza Różaniec, ma także ten wymiar „zmagania”, to znaczy walki, modlitwy, która wspiera w walce ze złym i jego wspólnikami.
 
Drugie czytanie mówi nam o zmartwychwstaniu. Apostoł Paweł, pisząc do Koryntian kładzie nacisk na fakt, że bycie chrześcijaninem oznacza wiarę to, iż Chrystus naprawdę zmartwychwstał. Cała nasza wiara ma swoją podstawę w tej zasadniczej prawdzie, która nie jest ideą, ale wydarzeniem. Także tajemnica Wniebowstąpienia Maryi z duszą i ciałem jest w pełni wpisana w Zmartwychwstanie Chrystusa. Człowieczeństwo Matki zostało „pociągnięte” przez Syna w Jego przejściu przez śmierć. Jezus wszedł raz na zawsze w życie wieczne z całym swoim człowieczeństwem, które przyjął od Maryi. W ten sposób Ona, Matka, która wiernie szła za Nim przez całe swe życie, szła za Nim z całego serca i weszła wraz z Nim do życia wiecznego, które nazywamy też niebem, rajem, domem Ojca.
 
Także Maryja zaznała męczeństwa krzyża: mękę swego Syna przeżywała aż do głębi duszy. Była z Nim w pełni zjednoczona w śmierci, i z tego względu otrzymała dar zmartwychwstania. Chrystus jest pierwszym ze zmartwychwstałych, a Maryja jest pierwszą z odkupionych, pierwszą z tych, „którzy należą do Chrystusa”.
 
Ewangelia podsuwa nam trzecie słowo: nadzieja. Nadzieja jest cnotą ludzi, którzy doświadczając konfliktu, codziennej walki między życiem a śmiercią, między dobrem a złem, wierzą w Zmartwychwstanie Chrystusa, w zwycięstwo Miłości. Magnificat jest kantykiem nadziei, jest kantykiem Ludu Bożego pielgrzymującego w dziejach. Jest to też kantyk wielu świętych. Niektórzy z nich są znani, inni, bardzo liczni – nieznani, ale doskonale znani Bogu: matki, ojcowie, katechiści, misjonarze, księża, siostry, młodzi, także dzieci, którzy stawiali czoła zmaganiom życiowym niosąc w sercu nadzieję maluczkich i pokornych. „Wielbi dusza moja Pana” – śpiewa także i dziś Kościół na całym świecie. Śpiew ten jest szczególnie gromki tam, gdzie Ciało Chrystusa cierpi dziś mękę. A Maryja tam jest, bliska tym wspólnotom i tym naszym braciom, podąża wraz z nimi, cierpi wraz z nimi i wraz z nimi śpiewa Magnificat nadziei.
 
Drodzy bracia i siostry! Także i my włączmy się z całego serca w ten kantyk cierpliwości i zwycięstwa, zmagań i radości, łączący Kościół triumfujący z pielgrzymującym, łączący ziemię z niebem, historię z wiecznością.
 
___________________________________________________
21. lipca 2013
 
Anioł Pański
 
Drodzy Bracia i Siostry!
 
Także ta niedziela kontynuuje czytanie dziesiątego rozdziału z Ewangelii  św. Łukasza. Dzisiejszy fragment to opowieść o Marcie i Marii. Kim są te dwie kobiety? Marta i Maria, siostry Łazarza, są to krewne mieszkające w Betanii i wiernie naśladujące Pana. Św. Łukasz opisuje je w następujący sposób: Maria, u stóp z Jezusa, «słuchała Jego słowo», gdy tymczasem Marta  krzątała się w wielu posługach (por. Łk 10, 39-40). Obie oferują przyjęcie Panu, będącemu w drodze, ale robią to na różny sposób. Maria usiadła u stóp Jezusa,  w zasłuchaniu, natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: ”Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (w.40). A Jezus jej odpowiedział: ”Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego”. Co chce powiedzieć Jezus? Co jest tą jedyną rzeczą, której potrzebujemy?
 
Najpierw, ważne jest, aby zrozumieć, że tu nie chodzi o  przeciwstawienie dwóch postaw:  słuchania słowa Pana, rozmyślania i konkretnej  służby  bliźniemu. Nie są to dwie postawy przeciwne, ale, przeciwnie, są to dwie zasadnicze postawy dla naszego chrześcijańskiego życia; aspekty, które nie muszą nigdy być oddzielone, ale muszą być przeżyte w głębokiej jedności i harmonii. Więc dlaczego Marta otrzymuje zarzut od Jezusa, nawet jeśli uczyniony łagodnie? Ponieważ uważała za rzecz najważniejszą tylko co czyniła, czyli zanadto była pochłonięta i zaniepokojona tym co robiła”. Chrześcijańskie działanie i miłość nie jest nigdy oderwana od podstawowego źródła naszej aktywności: słuchania Słów Pana, być – jak Maryja – przy stopach Jezusa, w postawie ucznia.
 
Również w naszym chrześcijańskim życiu, umiłowani bracia i siostry, modlitwa i działanie są zawsze głęboko zjednoczone. Modlitwa, która nie prowadzi do konkretnego działania względem ubogiego brata, chorego, potrzebującego pomocy, będącego w trudnościach jest modlitwą bezowocną i niekompletną. Ale w ten sam sposób, kiedy od działalności kościelnej oczekuje się tylko działania, zwraca się bardziej uwagę na działanie, na funkcje, na struktury, i zapomina się, że w centrum jest Chrystus. Kiedy nie dedykuje się czasu na rozmowę z Nim w modlitwie, ryzykuje się, że będziemy służyć sobie, a nie Bogu obecnemu w potrzebującym bliźnim.
 
Święty Benedykt określił sposób życia, którego uczył swoich braci dwoma słowami: ”ora ed labora”, „módl się i pracuj”. Z kontemplacji wypływa nasza przyjaźń z Panem Jezusem, która rodzi w nas zdolność by żyć i przekazywać Bożą miłość, miłosierdzie, czułość dla wszystkich.
Prośmy Dziewicę Maryję, Matkę zasłuchania i służby, by uczyła nas medytować w naszym sercu Słowa Jej Syna, modlić się z ufnością, byśmy mogli być zawsze bardziej uważni na konkretne potrzeby naszych braci.
 
 
Pozdrowienie po modlitwie „Anioł Pański”:
 
Pozdrawiam bardzo serdecznie wszystkich obecnych pielgrzymów, rodziny, parafie, stowarzyszenia, ruchy i grupy. W szczególności pozdrawiam wiernych, którzy przybyli z Florencji, z Foggia i Villa Castelli. A także ministrantów z rodzinami. Widzę napis: „dobrej podróży”. Dziękuję. Proszę was, abyście mi towarzyszyli duchowo i w modlitwie w czasie mojej pierwszej pielgrzymki apostolskiej, którą rozpoczynam jutro. Jak wiecie, udaję się do Rio de Janeiro z okazji 28. Światowego Dnia Młodzieży. Tam będzie tyle młodych, ze wszystkich stron świata. Myślę, że możemy to nazwać Tygodniem Młodych. To będzie tydzień poświęcony młodzieży. Ci wszyscy, którzy jadą do Rio chcą usłyszeć głos Jezusa, słuchać go, zapytać: Panie, co mam robić w życiu, jaka jest droga dla mnie? Także wy, którzy jesteście na placu św. Piotra jesteście powołani przez Pana. Powinniście odpowiedzieć sobie na pytanie: Panie, co ja powinien robić w swoim życiu?
 
Zawierzmy wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, tak umiłowanej i czczonej w Brazylii, te pytania, zadawane przez młodzież, i ten nowy etap wielkiej pielgrzymki przez świat. Życzę wam wszystkim dobrej niedzieli. Do zobaczenia!
 
______________________________________________________________
14. lipca 2013

Anioł Pański
 
 
Drodzy bracia i siostry!

Dzisiaj nasze niedzielne spotkanie na modlitwie „Anioł Pański” przeżywamy tutaj, w Castel Gandolfo. Pozdrawiam mieszkańców tego pięknego miasta! Chciałbym podziękować wam szczególnie za modlitwy i to samo czynię względem wszystkich pielgrzymów, którzy tak licznie tutaj przybyli.

Dzisiejsza Ewangelia z 10. rozdziału św. Łukasza to słynna przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Kim był ten człowiek? Był kimś nieznanym, schodzącym z Jerozolimy do Jerycha drogą, która przechodziła przez pustynię Judzką. Niedawno jakiś człowiek został na niej napadnięty przez zbójców, okradziony, pobity i porzucony na wpół martwy. Przed Samarytaninem przechodzili tamtędy kapłan i lewita, czyli dwie osoby związane z kultem w świątyni Pana. Obydwaj widzieli tego biedaka, ale przeszli obok, nie zatrzymując się. Natomiast Samarytanin, gdy go zobaczył, „wzruszył się głęboko” (Łk 10,33). Wzruszył się głęboko! Podszedł do niego, opatrzył mu rany, zalewając nieco „oliwą i winem”, po czym wsadził na swoje bydlę i zaprowadził do gospody i zapłacił za jego zakwaterowanie… Innymi słowy zaopiekował się nim: jest to przykład miłości bliźniego. Dlaczego jednak Jezus wybrał Samarytanina jako bohatera przypowieści? Ponieważ Żydzi pogardzali Samarytanami z powodu różnych tradycji religijnych. Jednakże Jezus ukazuje, że serce tego Samarytanina jest dobre i wielkoduszne i że – w przeciwieństwie do kapłana i lewity – wypełnia on wolę Boga, który bardziej chce miłosierdzia niż ofiary (por. Mk 12,33).
 
Człowiekiem, który żył w pełni tą Ewangelia o miłosiernym Samarytaninie jest wspominany dzisiaj święty: św. Kamil de Lellis, założyciel Zakonu Posługujących Chorym, patron chorych i pracowników służby zdrowia. Święty Kamil zmarł 14 lipca 1614 r. Właśnie dziś rozpoczyna się jubileusz czterechsetlecia jego śmierci, który zakończy się w przyszłym roku. Pozdrawiam serdecznie wszystkich duchowych synów i córki św. Kamila, żyjących jego charyzmatem miłości w codziennym kontakcie z chorymi. Bądźcie jak miłosierny Samarytanin! Także lekarzom, pielęgniarkom i tym, którzy pracują w szpitalach i domach opieki, życzę by byli ożywiani tym samym duchem. Zawierzamy tę intencję wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny.
 
Chcę powierzyć Matce Bożej jeszcze jedną intencję. Bardzo bliski jest już Światowy Dzień Młodzieży w Rio de Janeiro. Ja wyjadę za osiem dni, ale wielu młodych ludzi wyjedzie do Brazylii już wcześniej. Módlmy się więc w intencji tej wielkiej, rozpoczynającej się pielgrzymki, aby Matka Boża z Aparecidy, patronka Brazylii, kierowała krokami wszystkich młodych i otworzyła ich serca, aby przyjęli misję, jaką obdarzy ich Chrystus.
 
po modlitwie Anioł Pański
 
Łączę się w modlitwie z biskupami i wiernymi Kościoła w Ukrainie, zgromadzonymi w katedrze w Łucku na Mszy św. żałobnej z okazji 70. rocznicy masakry na Wołyniu. Akty te wywołane ideologią nacjonalistyczną w czasie II wojny światowej, spowodowały dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych i zadały ranę braterstwu dwóch narodów, polskiego i ukraińskiego. Wraz z pasterzami Kościoła na Ukrainie i w Polsce powierzam Bożemu miłosierdziu dusze tych ofiar, a dla obydwóch narodów proszę o łaskę głębokiego pojednania i pokojowej przyszłości w nadziei i szczerej współpracy na rzecz wspólnego budowania jednego Królestwa Bożego.
 
Łączę się w duchu z biskupami i wiernymi uczestniczącymi w tradycyjnej pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę w Częstochowie. Powierzam was życzliwej opiece Matki Bożej i z serca wam błogosławię.


______________________________________________________________
07. lipca 2013

Anioł Pański
 
 
Drodzy bracia i siostry!

Przede wszystkim chcę się z wami podzielić moją radością spotkania, – które miało miejsce wczoraj i dzisiaj-  szczególnej Pielgrzymki w Roku Wiary: seminarzystów, nowicjuszy i nowicjuszek. Proszę, módlcie się za nich, aby miłość Chrystusa coraz bardziej dojrzewała w ich życiu i aby stawali się prawdziwymi misjonarzami Królestwa Bożego.
 
Ewangelia dzisiejszej niedzieli (Łk 10:1-12.17-20) mówi nam właśnie o tym: że Jezus nie jest misjonarzem osamotnionym, nie chce pełnić swojej misji w pojedynkę, ale włącza w nią swoich uczniów. A dzisiaj widzimy, że oprócz Dwunastu Apostołów, powołuje następnych  siedemdziesięciu dwóch, i posyła ich do wiosek, po dwóch, aby głosili, że Królestwo Boże jest blisko. To jest bardzo piękne! Jezus nie chce działać w pojedynkę, On przyszedł na świat , aby przynieść mu miłość Boga i pragnie szerzyć tę miłość stylem wspólnotowym, stylem braterstwa. W tym celu zraz tworzy wspólnotę uczniów, która jest wspólnotą misyjną. Natychmiast przygotowuje ich do misji, by byli gotowi do drogi. Ale uwaga: Jego celem nie jest socjalizacja, towarzyskie spędzanie czasu razem. Nie, celem jest głoszenie Królestwa Bożego, i to jest bardzo naglące! Nie ma czasu by go marnować na pogawędkach,  nie trzeba czekać na zgodę wszystkich, trzeba iść i głosić. Wszystkim niesie się pokój Chrystusa, a jeśli go nie przyjmą, to należy iść spokojnie dalej. Chorym niesie się uzdrowienie, ponieważ Bóg chce uzdrowić człowieka od wszelkiego zła. Iluż misjonarzy już to robi! Na peryferiach świata czynią zasiew życia, zbawienia i pocieszenia. Jakie to piękne! Nie żyć dla siebie samego, dla siebie samej, ale żyć po to, by iść czynić dobro. Dzisiaj na Palcu  jest tak wielu młodych. Pomyślcie o tym, zapytajcie się, czy Jezus mnie wzywa do pójścia za Nim, do wyjścia z siebie, aby czynić dobro? Was młodych, was chłopców i was dziewczyny pytam: czy macie odwagę do tego, czy macie odwagę usłyszenia głosu Jezusa? To piękne być misjonarzem! Ah, jesteście wspaniali! To mi się podoba!
 
Siedemdziesięciu dwóch uczniów, których Jezus wysłał przed sobą, kim oni są? Kogo reprezentują? Jeżeli tych Dwunastu to Apostołowie, a zatem reprezentują także biskupów, ich następców, to siedemdziesiąt dwóch reprezentuje innych wyświęconych szafarzy, kapłanów i diakonów, ale w szerszym znaczeniu, możemy myśleć o innych posługach w Kościele, o katechetach i wiernych świeckich, którzy angażują się w misje parafialne, o tych, którzy pracują z chorymi, z różnymi formami nieszczęść i wyobcowania, ale zawsze jako misjonarze Ewangelii, dla Królestwa, które jest blisko. Wszyscy powinni być misjonarzami, wszyscy mogą usłyszeć to wezwanie Jezusa i pójścia naprzód i głosić Królestwo Boże! Ewangelia mówi, że tych siedemdziesięciu dwóch powróciło z misji pełni radości, ponieważ doświadczyli mocy imienia Chrystusa przeciwko złu. Jezus to potwierdza: tym uczniom On daje siłę, by mogli pokonać złego. Ale dodaje: “Jednak nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10:20). Nie możemy chlubić się tak, jakbyśmy my byli głównymi bohaterami: zasadniczy bohater jest tylko jeden, jest nim Pan. Bohaterem jest łaska Pana. On jest jedynym autorem tego wszystkiego! Głównym bohaterem jest Pan i Jego łaska. A naszą radością jest jedynie bycie Jego uczniami, Jego przyjaciółmi. Niech Matka Boża pomaga nam być dobrymi robotnikami Ewangelii.
Drodzy przyjaciele, radość! Nie lękajcie się bycia radosnymi. Nie lękajcie się radości. Tej radości, którą daje nam Pan, kiedy mu pozwalamy, aby wszedł w nasze życie i kiedy zaprasza nas do wyjścia na zewnątrz nas na peryferie życia i głosić Ewangelię. Nie lękajcie się radości. Radości i odwagi!
po modlitwie Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Jak wiecie, dwa dni temu opublikowana została Encyklika na temat wiary, zatytułowana Lumen fidei, “światło wiary”. Ojciec Święty Benedykt XVI z racji Roku Wiary rozpoczął tę Encyklikę, która była kontynuacją poprzednich o miłości i nadziei. Ja zebrałem całą tę piękną pracę i doprowadziłem ją do jego zakończenia. Z radością ofiaruję ją całemu Ludowi Bożemu, wszyscy bowiem, szczególnie dzisiaj, potrzebujemy, aby docierać do istoty wiary chrześcijańskiej, by ją pogłębiać, skonfrontować z aktualnymi problemami. Myślę jednak, że ta Encyklika, przynajmniej w niektórych swoich fragmentach, może być pożyteczna także dla tych, którzy poszukują Boga i sensu życia. Składam ją w ręce Maryi, doskonałej ikony wiary, aby mogła przynieść takie owoce, jakich oczekuje Pan Bóg.
Kieruję moje serdeczne pozdrowienie do was wszystkich drodzy wierni z Rzymu i pielgrzymi. Szczególnie pozdrawiam młodzież z diecezji rzymskiej, która przygotowuje się do wyjazdu do Rio de Janeiro na Światowy Dzień Młodzieży. Drodzy młodzi, ja również się przygotowuję. Pójdźmy razem na to wielkie święto wiary; niech Maryja nam towarzyszy.
 
Pozdrawiam siostry Rosminianki i Franciszkanki (Angeline), które przeżywają swoje Kapituły Generalne, odpowiedzialnych ze Wspólnoty Świętego Idziego, przybyłych z różnych części świata na kurs formacyjny. Wszystkim życzę szczęśliwej niedzieli i dobrego obiadu.

_____________________________________________________________
30. czerwca 2013
 
Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Ewangelia z dzisiejszej niedzieli (Łk 9,51-62) pokazuje bardzo ważny krok w życiu Chrystusa, w momencie gdy – jak pisze Łukasz – „Jezus postanowił udać się do Jerozolimy” (9,51). Jerozolima jest ostatecznym celem, gdzie Jezus podczas swojej ostatniej Paschy musi umrzeć i zmartwychwstać, aby w ten sposób wypełnić swoją zbawczą misję. Od tej chwili po tej „stanowczej decyzji” Jezus idzie prosto do celu i także ludziom, których spotyka i których zaprasza, aby za Nim szli, mówi wyraźnie, jakie są warunki pójścia za Nim: nieposiadanie stałego mieszkania, zdolność oderwania się od ludzkich przywiązań, nieuleganie tęsknocie za przeszłością. Lecz Jezus mówi także do swoich uczniów, którzy mają za zadanie poprzedzić Go w drodze do Jerozolimy i oznajmiać jego przejście, aby nie narzucali niczego, jeżeli nie spotkają się z gotowością przyjęcia Go, mają kontynuować drogę, iść dalej naprzód. Jezus nigdy nie narzuca niczego, Jezus jest pokorny, On zaprasza: jeśli chcesz, to chodź! I taka jest pokora Jezusa: On zawsze nas zaprasza, nie narzuca się! Wszystko to daje dużo do myślenia. Mówi nam na przykład o tym, jak ważne jest – także dla Jezusa – sumienie: słuchanie w swoim sercu głosu Ojca i pójście za nim. Jezus w swoim ziemskim życiu nie był, że tak powiem, „zdalnie sterowany”; był Słowem Wcielonym, Synem Bożym, który stał się człowiekiem, a w pewnym momencie powziął stanowczą decyzję, aby pójść do Jerozolimy po raz ostatni. Decyzja podjęta w Jego sumieniu, ale nie samotnie, lecz z Ojcem, w pełnej jedności z Nim! Zadecydował w posłuszeństwie Ojcu, w głębokim zasłuchaniu wewnętrznym w Jego wolę. I dlatego decyzja Jego była stanowcza, ponieważ podjęta razem z Ojcem. I w Ojcu Jezus znalazł siłę i światło na swojej drodze. I Jezus był wolny, w swojej decyzji był wolny! Jezus nas, chrześcijan, pragnie jako ludzi wolnych, tak jak On! Wolnych taką wolnością, która pochodzi z dialogu (rozmowy) z Ojcem, z tego dialogu z Nim. Jezus nie chce ani chrześcijan egoistów, którzy podążają za własnym „ja” i którzy nie rozmawiają z Bogiem; ani chrześcijan słabych, chrześcijan bez woli, chrześcijan zdalnie sterowanych, niezdolnych do kreatywności, którzy wciąż chcą tylko połączyć się z wolą drugiego; tacy nie są wolni. Jezus pragnie nas wolnych; a gdzie zdobywa się taką wolność? Zdobywa się ją w dialogu z Bogiem we własnym sumieniu. Jeśli chrześcijanin nie potrafi rozmawiać z Bogiem, nie potrafi słuchać Boga we własnym sumieniu, to nie jest wolny, nie jest wolny! Dlatego musimy nauczyć się bardziej słuchać naszego sumienia. Ale uwaga! To nie oznacza pójścia za własnym „ja”, robienia tego, co mnie interesuje, co mi wypada czy co mi się podoba… To nie jest to! Sumienie jest wewnętrzną przestrzenią słuchania prawdy, dobra, słuchania Boga; jest to wewnętrzna przestrzeń mojej relacji z Nim, [z Bogiem], który przemawia do mojego serca i pomaga mi rozeznać, zrozumieć drogę, którą muszę przejść, a kiedy już zostanie podjęta decyzja – [pomaga mi] iść dalej i pozostać wiernym.
 
Mieliśmy taki wspaniały przykład tego, czym jest relacja z Bogiem we własnym sumieniu; to przykład niedawny, wspaniały: Ojciec Święty Benedykt XVI dał nam wspaniały przykład postawy, kiedy Pan pozwolił mu zrozumieć na modlitwie, jaki krok powinien podjąć. Poszedł – z wielkim zmysłem rozeznania i odwagi – za głosem swojego sumienia, to znaczy zgodnie z wolą Boga, który mówił do jego serca. Ten przykład jest bardzo dobry dla każdego z nas, godny do naśladowania.
Matka Boża z wielką prostotą słuchała i rozważała głęboko w sercu Słowo Boże i to, co spotykało Jezusa. Szła za swoim Synem z wewnętrznym przekonaniem, z pewną nadzieją.
Niech Maryja pomoże nam stawać się coraz bardziej ludźmi sumienia, wolnymi w sumieniu, gdyż w sumieniu dokonuje się dialog z Bogiem, ludźmi zdolnymi do słuchania głosu Boga i stanowczego pójścia za Nim.
 
Pozdrowienie po modlitwie „Anioł Pański”:
 
Drodzy bracia i siostry! Dzisiaj we Włoszech obchodzi się Dzień Miłosierdzia Papieża. Pragnę podziękować księżom biskupom i wszystkim parafiom, szczególnie tym najbiedniejszym, za modlitwy i ofiary, które wspierają wiele inicjatyw duszpasterskich i charytatywnych Następcy św. Piotra w każdym zakątku świata. Dziękuję wszystkim! Kieruję serdeczne pozdrowienie do wszystkich obecnych tutaj pielgrzymów, a w sposób szczególny pozdrawiam licznych wiernych przybyłych z Niemiec. Pozdrawiam także pielgrzymów z Madrytu. Augsburga, Sonnino, Casarano, Lenola, Sambucetole i Montegranaro; grupę świeckich zakonu Dominikanów, Apostolskie Bractwo Bożego Miłosierdzia z Piazza Armerina, Przyjaciół Misji Najdroższej Krwi Chrystusa, l’UNITALSI z Ischia di Castro oraz dzieci z Latisany. Wszystkim życzę szczęśliwej niedzieli!
 
 
_______________________________________________________________________
26. czerwca 2013
 
 
Środowa Audiencja Generalna
 
 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry, 

 
Dzisiaj chciałbym krótko wspomnieć o kolejnym obrazie, który pomaga nam ukazać tajemnicę Kościoła: obrazie świątyni (por. Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium, 6.).
O czym każe nam myśleć słowo „świątynia”? Nasuwa nam ono na myśl budynek, budowlę. Myśl wielu osób biegnie szczególnie ku historii Ludu Izraela, opowiadanej w Starym Testamencie. W Jerozolimie wielka Świątynia Salomona była miejscem spotkania z Bogiem w modlitwie; w jej wnętrzu umieszczona była Arka Przymierza, znak obecności Boga pośród swego ludu; zaś w Arce znajdowały się tablice Prawa, manna i laska Aarona, przypominające, że Bóg był zawsze obecny w dziejach swego ludu, towarzyszył jego drodze, kierował jego krokami. Świątynia przypomina tę historię. Także i my, kiedy idziemy do świątyni powinniśmy pamiętać tę historię, moją historię, jak spotkał mnie Jezus, zmierzał wraz ze mną, jak Jezus mnie kocha i błogosławi.
 
To właśnie, co było zapowiedziane w starożytnej świątyni, jest wypełnione mocą Ducha Świętego obecnie w Kościele: Kościół jest „domem Bożym”, miejscem obecności Boga, w którym możemy znaleźć i spotkać Pana. Kościół jest świątynią, w której mieszka ożywiający go, kierujący nim i wpierający go Duch Święty. Jeśli zastanawiamy się, gdzie możemy spotkać Boga? Gdzie możemy wejść z Nim w komunię przez Chrystusa? Gdzie możemy znaleźć światło Ducha Świętego oświecające nasze życie? Odpowiedź brzmi: w Ludzie Bożym, między nami, będącymi Kościołem. Między nami spotkamy Jezusa, Ojca i Ducha Świętego.
 
Starożytna świątynia była zbudowana rękoma ludzi: chciano „zbudować Bogu dom”, aby mieć widzialny znak Jego obecności wśród ludu. Wraz z wcieleniem Syna Bożego wypełnione zostało proroctwo Natana do króla Dawida (por. 2 Sm 7,1-29): to nie król, to nie my „budujemy Bogu dom”, ale sam Bóg „buduje swój dom”, aby zamieszkać między nami, jak pisze święty Jan w prologu swojej Ewangelii (por. 1,14). Chrystus jest żywą świątynią Ojca i to sam Chrystus buduje swój „duchowy dom” – Kościół, uczyniony nie z kamieni materialnych, ale z „żywych kamieni”, którymi my jesteśmy. Apostoł Paweł mówi do chrześcijan w Efezie: jesteście „zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim [w Jezusie]zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (Ef 2,20-22). Jakież to piękne! Jesteśmy żywymi kamieniami Bożej budowli, głęboko zjednoczonymi z Chrystusem, który jest kamieniem węgielnym, będącym między nami. Cóż to pragnie powiedzieć – że my jesteśmy świątynią. Jesteśmy Kościołem, żywą świątynią i pomiędzy nami działa Duch Święty, pomaga nam wzrastać jako Kościół. Nie jesteśmy wyizolowani – jesteśmy Ludem Bożym – i jest on Kościołem Ludem Bożym.
 
To właśnie Duch Święty ze swymi darami zamierzył różnorodność. Jest to ważne, iż Duch Święty obecny pośród nas wytycza różnorodność, bogactwo Kościoła i jednoczy wszystko i wszystkich, aby stanowili duchową świątynię, w której nie składamy ofiar materialnych, ale samych siebie i nasze życie (por. 1 P 2, 4-5). Kościół nie jest splotem rzeczy i interesów, ale jest świątynią Ducha Świętego, świątynią w której działa Bóg, świątynią, w której każdy z nas wraz z darem chrztu jest żywym kamieniem. Mówi to nam, że nikt nie jest w Kościele bezużyteczny. Jeśliby przypadkiem ktoś pośród was rzekł drugiemu: idź do domu, nie jesteś potrzeby – nie jest to prawdą. Nikt w Kościele nie jest bezużyteczny! Każdy z nas jest potrzebny, by budować tę świątynię! Nikt nie jest drugorzędny! Jestem najważniejszy w Kościele – nie, wszyscy jesteśmy równi w oczach Bożych, wszyscy! wszyscy! Ktoś spośród was mógłby powiedzieć, ależ Ojcze Święty – nie jesteś z nami równy! Ależ tak, jestem jak każdy z was! Wszyscy jesteśmy równi! Jesteśmy braćmi! Nikt nie jest anonimowy: wszyscy tworzymy i budujemy Kościół. Zachęca to też nas jednak do refleksji nad tym, że jeśli brakuje cegły naszego życia chrześcijańskiego, to pięknu Kościoła czegoś brakuje. Niektórzy mówią – ja z Kościołem mam niewiele wspólnego, ale w tej pięknej świątyni brakuje cegły Twojego życia. Nikt nie może sobie pójść. Wszyscy musimy zanieść do Kościoła nasze życie, serce, naszą miłość, pracę, myśl – wszyscy razem.
 
Chciałbym więc, abyśmy zadali sobie pytanie: w jaki sposób przeżywamy nasze bycie Kościołem? Czy jesteśmy żywymi kamieniami, czy jesteśmy, że tak powiem, kamieniami utrudzonymi, znudzonymi, obojętnymi? Czy widzieliście jak brzydkim jest chrześcijanin słaby, znudzony, obojętny? Chrześcijanin powinien być żywy, radosny z powodu swej wiary, powinien żyć pięknem tworzenia Ludu Bożego, którym jest Kościół. Czy otwieramy się na działanie Ducha Świętego, aby być aktywną częścią w naszych wspólnotach, czy też zamykamy się w sobie, mówiąc: „mam tak wiele do zrobienia, to nie moje zadanie”? Nie zamykajmy się w sobie!
 
Niech Pan udzieli nam wszystkim swojej łaski, swojej mocy, abyśmy mogli być głęboko zjednoczeni z Chrystusem, kamieniem węgielnym, filarem, kamieniem na którym wspiera się nasze życie i całe życie Kościoła. Módlmy się, abyśmy ożywiani Jego Duchem, zawsze byli żywymi kamieniami Jego Kościoła. Dziękuję.
 
 
 
 
 
__________________________________________________________________
23. czerwca 2013
 
Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry!

W Ewangelii dzisiejszej niedzieli wybrzmiewa jedno z najbardziej dobitnych wypowiedzi Jezusa: “Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa (Łk 9,24). Mamy tutaj syntezę orędzia Chrystusa i jest ono wyrażone za pomocą bardzo przemawiającego paradoksu, który pozwala nam zrozumieć Jego sposób mówienia i prawie pozwala nam usłyszeć Jego głos… Ale co to znaczy “stracić życie z powodu Jezusa? To może dokonać się na dwa sposoby; wyznając wiarę lub w sposób nie bezpośredni, broniąc prawdy. Męczennicy są najlepszym przykładem “tracenia” życia dla Chrystusa. Podczas dwóch tysięcy lat powstał ogromny zastęp mężczyzn i kobiet, którzy poświęcili swoje życie, aby pozostać wiernymi Jezusowi Chrystusowi i Jego Ewangelii. Dzisiaj w wielu zakątkach ziemi jest bardzo wielu – więcej niż w pierwszych wiekach – wielu męczenników, którzy oddają swoje życie za Chrystusa, którzy wolą wybrać śmierć, byle nie wyrzec się Jezusa Chrystusa. Taki jest nasz Kościół. Dzisiaj mamy więcej męczenników aniżeli w pierwszych wiekach.
 
Ale istnieje też męczeństwo dnia powszedniego, które nie doprowadza do śmierci, ale również i ono jest “traceniem życia dla Chrystusa”, dokonujące się przez pełnienie z miłością własnych obowiązków zgodnie z Jezusową logiką, logiką daru, ofiary. Pomyślmy, ilu ojców i matek każdego dnia praktykuje swoją wiarę, konkretnie poświęcając swoje życie dla dobra rodziny. Pomyślmy o nich! Ilu kapłanów, braci zakonnych, sióstr wielkodusznie pełni swoją posługę dla Królestwa Bożego. Ilu młodych wyrzeka się własnych spraw dla poświęcenia się na rzecz dzieci, niesprawnych, ludzi starszych.. Oni też są męczennikami. Męczennikami powszedniego dnia. Męczennikami codzienności.
 
Następnie jest jeszcze wielu innych, chrześcijan i nie chrześcijan, którzy “tracą” swoje życie ze względu na prawdę. A Chrystus powiedział “Ja jestem Prawdą”; tak więc, kto służy prawdzie, służy Chrystusowi. Jedną z tych osób, która oddała życie za prawdę jest św. Jan Chrzciciel. Dokładnie jutro, 24 czerwca przypada jego wielkie święto, uroczystość jego narodzenia. Jan został wybrany przez Boga, aby przygotował drogę Jezusowi, i aby Go ukazał ludowi Izraela jako Mesjasza, Baranka Bożego, który gładzi grzech świata” (J, 1,29) Jan poświęcił całego siebie Bogu i jego Posłańcowi Jezusowi. Ale na koniec, co się z nim stało? Zginął on ze względu na prawdę, kiedy to wypomniał królowi Herodowi i Herodiadzie grzech cudzołóstwa. Ilu ludzi płaci najwyższą cenę, służąc prawdzie. Ilu prawych ludzi wybiera pójście pod prąd, byle nie sprzeciwić się głosowi sumienia, głosowi prawdy. Ludzie prawi, którzy nie boją się pójść pod prąd. A my nie powinniśmy się lękać. Pośród was jest wielu młodych. Do was młodych mówię: nie lękajcie się pójścia pod prąd, kiedy chcą nas pozbawić nadziei, kiedy proponują nam te wartości, które są antywartościami, wartości, które są jak zepsuty pokarm, który nam szkodzi; te wartości nam szkodzą. Powinniśmy pójść pod prąd! A wy młodzi bądźcie jako pierwsi; idźcie pod prąd i bądźcie dumni z pójścia właśnie pod prąd. Do przodu, bądźcie odważni i idźcie pod prąd. I bądźcie z tego dumni.
 
Drodzy przyjaciele! Przyjmijmy z radością te słowa Jezusa. Są one regułą życia proponowaną każdemu. A św. Jan Chrzciciel niech nam pomoże wcielać je w życiu. Na tej drodze uprzedza nas – jak zawsze – nasza Matka, Najświętsza Maryja Panna. Ona “straciła” swe dla Jezusa, aż po krzyż i otrzymała je w pełni, z całym blaskiem i pięknem Zmartwychwstania. Niech Maryja nas wspomaga, byśmy coraz bardziej naszą uczynili logikę Ewangelii.
 
 
Po modlitwie Anioł Pański:
Dobrze zapamiętajcie: nie bójcie się pójścia pod prąd! Bądźcie odważni. I tak, jak nie chcemy spożywać zepsutego pokarmu, tak nie bądźmy nosicielami tych wartości, które są antywartościami a które niszczą życie i odbierają nadzieję. Do przodu!
 
Was wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam: rodziny, wspólnoty parafialne, stowarzyszenia, szkoły. Pozdrawiam serdecznie uczniów z Liceum diecezjalnego z Vipàva ze Słowenii; polską wspólnotę z Ascoli Piceno; UNITALSI z Ischia di Castro; młodzież z Oratorium z z Urgnano; wiernych z Pordenone; siostry i pracowników szpitala “Miulli” z Acquaviva delle Fonti; grupę delegatów związków zawodowych z prowincji Veneto.
 
Życzę wszystkim szczęśliwej niedzieli. Módlcie się za mnie i smacznego obiadu!

radiomaryja.pl

_________________________________________________________________________
19. czerwca 2013
 
Środowa Audiencja Generalna
 

Drodzy bracia i siostry,

 

Dziś skupię się na innym wyrażeniu, poprzez które Sobór Watykański II wskazuje naturę Kościoła: to znaczy ciała; Sobór powiada, że Kościół jest Ciałem Chrystusa (por. Lumen gentium, 7).

 
Chciałbym wyjść od dobrze znanego tekstu z Dziejów Apostolskich: nawrócenia Szawła, jednego z największych ewangelizatorów, który później będzie nosił imię Paweł (por. Dz 9, 4-5). Szaweł był prześladowcą chrześcijan, ale kiedy przebywał drogę prowadzącą do Damaszku olśniła go nagle światłość z nieba, upadł na ziemię i usłyszał głos, który mówił: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”. Zapytał: „Kto jesteś, Panie?”, a ów głos odpowiedział: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (w. 3-5). To doświadczenie świętego Pawła mówi nam jak głębokie powinno być zjednoczenie między nami, chrześcijanami a samym Chrystusem. Kiedy Jezus wstąpił do nieba nie pozostawił nas sierotami, ale wraz z darem Ducha Świętego zjednoczenie z Nim stało się jeszcze bardziej intensywne. Sobór Watykański II stwierdza, że Jezus:  „Udzielając bowiem swego Ducha, ukształtował swoich braci wezwanych spośród wszystkich narodów jako swoje Mistyczne Ciało” (Konst. dogmatyczna „Lumen gentium”, 7 ).
 
Obraz ciała pomaga nam zrozumieć to głębokie powiązanie Kościół-Chrystus, jakie św. Paweł rozwinął zwłaszcza w Pierwszym Liście do Koryntian (por. rozdz. 12). Przede wszystkim ciało odwołuje nas do czegoś żywego. Kościół nie jest stowarzyszeniem charytatywnym, kulturalnym czy politycznym, ale jest żywym organizmem, który podąża i działa w dziejach. Ciało to ma Głowę, Jezusa, który je prowadzi, karmi i podtrzymuje. Chciałbym podkreślić ten punkt: jeśli oddziela się głowę od reszty ciała, cała osoba nie może przeżyć. Tak też jest i w Kościele: musimy pozostać połączeni coraz bardziej intensywnie z Jezusem. Ale nie tylko to: tak jak w ciele żeby ono żyło ważne jest aby przepływała energia życiowa, tak też musimy pozwolić, aby działał w nas Jezus, aby prowadziło nas Jego Słowo, aby karmiła nas, ożywiała Jego obecność eucharystyczna, aby Jego miłość dawała nam siłę do kochania bliźniego. I to zawsze! Drodzy bracia i siostry, pozostawajmy zjednoczeni z Jezusem, zaufajmy Jemu, ukierunkowujmy nasze życie według Ewangelii, posilając się codzienną modlitwą, słuchaniem Słowa Bożego, uczestnictwem w  sakramentach.
 
I tu przechodzę do drugiego aspektu Kościoła jako Ciała Chrystusa. Święty Paweł mówi, że podobnie jak członki ciała ludzkiego, choć są różne i liczne, to tworzą jedno ciało, tak też wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jednym Duchu, w jednym ciele (1 Kor 12,12-13). Tak więc w Kościele istnieje rozmaitość, różnorodność zadań i funkcji. Nie ma banalnej jednolitości, ale bogactwo darów rozdzielanych przez Ducha Świętego. Ale jest wspólnota i jedność: wszyscy są ze sobą powiązani jedni z drugimi i wszyscy współuczestniczą w tworzeniu jednego żywego ciała,   głęboko związanego z Chrystusem. Dobrze to zapamiętajmy: być częścią Kościoła oznacza być zjednoczonym z Chrystusem i otrzymać od Niego boskie życie, które pozwala nam żyć jako chrześcijanie, to znaczy trwać zjednoczonymi z papieżem i biskupami, będącymi narzędziami  jedności i komunii. Oznacza to także uczenie się przezwyciężania względów personalnych i podziałów, lepszego zrozumienia siebie nawzajem, harmonizowania różnorodności i bogactwa każdego. Jednym słowem większego umiłowania Boga i ludzi stojących obok nas, w rodzinie, parafii, stowarzyszeniach. Ciało i członki, aby żyć muszą być zjednoczone! Jedność jest ważniejsza od konfliktów. Jedność jest łaską, o którą musimy prosić Pana, aby nas uwolnił od pokus podziału, walk między nami i egoizmu. Jak wiele szkód wyrządzają Kościołowi podziały między chrześcijanami, partyjniactwo, małostkowe interesy.
 
Drodzy bracia i siostry, prosimy Boga: pomóż nam być członkami Ciała Kościoła zawsze głęboko zjednoczonymi z Chrystusem. Pomóż nam, abyśmy nie zadawali cierpień Ciału Kościoła naszymi konfliktami, naszymi podziałami, egoizmem. Pomóż nam być żywymi członkami powiązanymi jedne z drugimi jedyną siłą miłości, jaką Duch Święty rozlewa w naszych sercach (por. Rz 5,5).
 
 
_____________________________________________________________
16. czerwca 2013

Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry!

Na końcu tej Eucharystii poświęconej Ewangelii Życia, mam przyjemność przypomnieć, że wczoraj w Carpi został ogłoszony Błogosławionym Edward Focherini, mąż i ojciec siedmiorga dzieci, dziennikarz. Schwytany i uwięziony z powodu nienawiści do wiary katolickiej, zmarł w obozie koncentracyjnym w Hersbruck w 1944, w wieku 37 lat. Uratował on wielu Żydów od prześladowań nazistowskich. Wraz z Kościołem w Carpi, dziękujmy Bogu za tego świadka Ewangelii Życia!    Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy przybyli z Rzymu oraz z wielu stron Włoch i świata, szczególnie rodzinom i tym, którzy działają w bardziej bezpośredni sposób na rzecz promocji i ochrony życia.
 
Serdecznie pozdrawiam 150 członków ze Stowarzyszenia “Grávida” z Argentyny, zgromadzonych w mieście Pilar. Bardzo wam dziękuję za to, co czynicie. Odwagi i do przodu! I na koniec pozdrawiam wielu uczestników zlotu motocyklistów Harley-Davidson, a także Motoclub’u Policji Państwowej.
Zwróćmy się teraz do Maryi Panny, powierzając każde ludzkie życie, zwłaszcza najbardziej kruche, bezradne i zagrożone Jej macierzyńskiej opiece.

_________________________________________________________________
12. czerwca 2013
 
Środowa Audiencja Generalna
 

Drodzy bracia i siostry,

Dziś chciałbym się zatrzymać pokrótce nad innym z terminów, jakimi Sobór Watykański II określił Kościół: nad określeniem “Lud Boży” (por. Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium, 9; Katechizm Kościoła Katolickiego, 782). Czynię to, stawiając pewne pytania, nad którymi każdy będzie mógł się zastanowić.

1. Co znaczy być “Ludem Bożym”? Przede wszystkim oznacza to, że Bóg nie należy właściwie do jakiegokolwiek narodu. Ponieważ to On nas wzywa, zwołuje, zaprasza nas, byśmy stanowili część Jego ludu, a zaproszenie to jest skierowane do wszystkich, bez wyjątku, bo Boże miłosierdzie “pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni” (1 Tm 2, 4). Jezus nie mówi do Apostołów i do nas, abyśmy tworzyli jakąś zamkniętą grupę, jakąś elitę. Jezus mówi: idźcie i nauczajcie wszystkie narody (por. Mt 28, 19). Święty Paweł stwierdza, że w Ludzie Bożym, w Kościele, “nie ma już Żyda ani poganina (…) wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Gal 3, 28). Chciałbym powiedzieć również tym, którzy czują się oddaleni od Boga i Kościoła, bojaźliwym lub obojętnym, tym, którzy uważają, że nie mogą się już zmienić: Pan wzywa również Ciebie, abyś stał się członkiem Jego Ludu, a czyni to z wielkim szacunkiem i miłością!

 
2. Jak stajemy się członkami tego Ludu? Dzieje się to nie przez narodziny fizyczne, ale przez nowe narodziny. W Ewangelii Jezus mówi do Nikodema, że trzeba się narodzić z wysoka, z wody i Ducha, aby wejść do Królestwa Bożego (por. J 3, 3-5). Zostaliśmy wprowadzeni do tego Ludu przez chrzest, przez wiarę w Chrystusa, dar Boży, który ma być ożywiany i rozwijany przez całe nasze życie. Zadajmy sobie pytanie: jak rozwijam wiarę, którą otrzymałem na Chrzcie Świętym?
 
3. Co jest prawem Ludu Bożego? Jest to prawo miłości, miłości Boga i miłości bliźniego, zgodnie z nowym przykazaniem, jakie pozostawił nam Pan (por. J 13, 34). Chodzi jednak o miłość, która nie jest jałowym sentymentalizm bądź czymś nieokreślonym, ale która jest uznaniem Boga jako jedynego Pana życia i jednocześnie przyjęciem drugiej osoby jako prawdziwego brata, przezwyciężając podziały, rywalizacje, nieporozumienia, egoizmy. Te dwie sprawy podążają razem. Jakże wielką drogę musimy jeszcze przejść, aby konkretnie żyć tym nowym prawem, prawem działającego w nas Ducha Świętego, prawem miłosierdzia i miłości!
 
Gdy widzimy w dziennikach lub w telewizji tak wiele wojen między chrześcijanami, jak można to wszystko zrozumieć? W łonie ludu Bożego tyle wojen, i to w dzielnicach [miast], w miejscach pracy, tyle wojen z powodu nienawiści, zazdrości, nawet w rodzinie, jakże wiele wojen wewnętrznych! Powinniśmy prosić Pana, abyśmy dobrze rozumieli to prawo miłości – jak dobrze, jak pięknie jest kochać siebie nawzajem, jak prawdziwi bracia, jak to jest piękne! Już dziś zróbmy coś: mamy pewnie swoje sympatie i antypatie i być może wielu z nas jest rozgniewanych na kogoś innego. Powiedzmy Panu przynajmniej to: Panie, gniewam się na tego lub tę, modlę się za niego i za nią.
 
4. Jaką misję ma ten Lud? Jest nią niesienie w świat Bożej nadziei i zbawienia: bycie znakiem miłości Boga, który wzywa wszystkich do przyjaźni z Nim. Bycie zaczynem, który zakwasza całe ciasto, solą, która nadaje smak i zachowuje od zepsucia, światłem, które oświeca. Wystarczy otworzyć gazetę, by dostrzec wokół siebie obecność zła, dostrzec, że diabeł działa. Ale chciałbym powiedzieć donośnym głosem: Bóg jest silniejszy! Czy wierzycie w to, że Bóg jest silniejszy? Powiedzmy to głośno, wszyscy razem: Bóg jest silniejszy! [okrzyki] A wiecie, dlaczego Bóg jest silniejszy? Bo On jest Panem, jedynym Panem i jako jedyny Pan jest najsilniejszy! No dobrze…
 
I chciałbym dodać, że rzeczywistość, niekiedy mroczna, naznaczona złem, może się zmienić, jeśli my jako pierwsi wnosimy w nią światło Ewangelii, zwłaszcza swoim życiem. Jeśli na jakimś stadionie, mam na myśli tutaj w Rzymie Stadion Olimpijski albo stadion San Lorenzo w Buenos Aires, w ciemną noc ktoś zapali jedno światło, z trudem się je zauważy, ale jeśli pozostałych siedemdziesiąt tysięcy widzów zapali każdy swoje światło, stadion się rozjaśnia. Sprawmy, aby nasze życie było światłem Chrystusa. Wspólnie zaniesiemy światło Ewangelii do wszystkiego, co istnieje.
 
5. Jaki jest cel tego Ludu? Jego celem jest Królestwo Boże, zapoczątkowane na ziemi przez samego Boga i które powinno być rozszerzone aż do wypełnienia, kiedy objawi się Chrystus, życie nasze (por. Lumen gentium, 9). Celem jest więc pełna komunia z Panem, rodzina z Panem, wejście w Jego wewnętrzne życie Boże, gdzie będziemy żyli radością Jego miłości bez miary, tą pełną radością.
 
Drodzy bracia i siostry, bycie Kościołem, bycie Ludem Bożym, zgodnie z wielkim planem miłości Ojca oznacza bycie Bożym zaczynem pośród naszej ludzkości, oznacza głoszenie i wnoszenie zbawienia Boga w ten nasz świat, który często jest zagubiony, potrzebujący odpowiedzi, które dodawałyby otuchy, dawałyby nadzieję, dawałyby nową siłę w kroczeniu drogą. Niech Kościół będzie miejscem miłosierdzia i nadziei Boga, gdzie każdy będzie mógł się czuć przyjętym, kochanym, doświadczającym przebaczenia i zachęcanym do życia według dobrego życia Ewangelii. I ukazywać się jako ten, kto jest przyjęty, kochany, komu przebaczono i kogo zachęcono – Kościół ma być otwartymi drzwiami, aby wszyscy mogli [do niego] przyjść i my winniśmy wyjść przez te drzwi, aby głosić Ewangelię. Dziękuję bardzo.
 

vatican.va
_____________________________________________________________
09. czerwca 2013

Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry!
 
Miesiąc czerwiec jest tradycyjnie poświęcony Najświętszemu Sercu Jezusa, najwyższemu wyrazowi boskiej miłości. Właśnie w ostatni piątek obchodziliśmy uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa i to święto nadaje ton całemu miesiącowi. Pobożność ludowa ceni sobie bardzo symbole, a Serce Jezusa jest symbolem par excellence /najważniejszym/ miłosierdzia Bożego, lecz nie jest to wyimaginowany symbol, to symbol realny, który wyraża centrum, źródło, z którego wytrysnęło zbawienie dla całej ludzkości.
 
W Ewangeliach znajdujemy wiele odniesień do Serca Jezusa, na przykład we fragmencie, w którym Chrystus mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11, 28-29). Fundamentalna jest opowieść o śmierci Chrystusa według Jana. Ten ewangelista daje w istocie świadectwo o tym, co widział na Kalwarii. Kiedy Jezus był już martwy żołnierz przebił bok Jezusa włócznią i wyszła z rany krew i woda (por. J 19, 33-34). Jan rozpoznaje w tym pozornie przypadkowym znaku spełnienie proroctw: z serca Jezusa, Baranka zabitego na krzyżu, wypływa dla wszystkich ludzi przebaczenie i życie.
 
Ale miłosierdzie Jezusa nie jest tylko sentymentem, jest ono raczej siłą, która daje życie, która wskrzesza człowieka! Mówi nam o tym także Ewangelia dzisiejsza o wdowie z Nain (Łk 7, 11-17). Jezus ze swoimi uczniami przychodzi właśnie do Nain, wioski w Galilei, w chwili, kiedy trwa pogrzeb: wynoszą umarłego chłopca, jedynego syna wdowy. Wzrok Jezusa spoczął na płaczącej matce. Ewangelista Łukasz mówi: „Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz!” (w. 13). To współczucie jest miłością Boga dla człowieka, jest miłosierdziem, to jest postawa Boga w zetknięciu z ludzkim nieszczęściem, z naszą nędzą, naszym cierpieniem, naszą udręką. Biblijny termin „współczucie” przywołuje łono matki, matki, w istocie matka doświadcza szczególnej reakcji na ból dzieci. Tak kocha nas Bóg, mówi Pismo.
 
I jaki jest owoc tej miłości? Jest nim życie! Jezus powiedział wdowie z Nain: „Nie płacz”, a następnie zawołał zmarłego chłopca i obudził go jakby ze snu (por. ww. 13-15). Miłosierdzie Boga daje życie człowiekowi, wskrzesza go z martwych. Pan zawsze patrzy na nas z miłosierdziem, oczekuje na nas z miłosierdziem. Nie lękajmy się zbliżyć do Niego! On ma miłosierne serce! Jeśli pokazujemy Mu nasze wewnętrzne rany, nasze grzechy, On zawsze nam przebacza. Jest samym miłosierdziem!
 
Drodzy bracia i siostry, dzisiaj w Krakowie dwie siostry zakonne, Polki, zostaną ogłoszone błogosławionymi: Zofia Czeska Maciejowska, która w pierwszej połowie XVII wieku założyła Zgromadzenie Panien Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny i Małgorzata Łucja Szewczyk, która w XIX wieku założyła Zgromadzenie Córek Matki Bożej Bolesnej. Z Kościołem w Krakowie dziękujmy Panu!
 
Pozdrawiam serdecznie wszystkich pielgrzymów obecnych tutaj dzisiaj: grupy parafialne, rodziny, szkoły, stowarzyszenia, ruchy.
 
Pozdrawiam wiernych z Bombaju (Indie).
 
Pozdrawiam Ruch Miłości Rodzinnej z Rzymu, bractwa i wolontariuszy z Sanktuarium Mongiovino, w pobliżu Perugii, Młodzież franciszkańską z Umbrii, “Dom Miłosierdzia” w Lecce, wiernych prowincji Modena, których zachęcam do odbudowy, pozdrawiam także pielgrzymów z Ceprano. Pozdrawiam pielgrzymów z Ortona, gdzie czczone są doczesne szczątki apostoła Tomasza, który dokonał podróży “od Tomasza do Piotra “. Dziękuję!
 
Życzę wszystkim dobrej niedzieli!
 
radiomaryja.pl
_______________________________________________________
05. czerwca 2013
 
Środowa Audiencja Generalna
 
Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
 
Dziś chciałbym się zastanowić nad kwestią ochrony środowiska, jak miałem już to okazję uczynić przy różnych okazjach. Sugeruje to także dzisiejszy Światowy Dzień Środowiska promowany przez Organizację Narodów Zjednoczonych, który zdecydowanie przypomina o konieczności wyeliminowania marnotrawstwa i niszczenia żywności.
 
Kiedy mówimy o środowisku, o stworzeniu, moja myśl biegnie do pierwszych kart Biblii, do Księgi Rodzaju, gdzie mowa jest o tym, że Bóg umieścił mężczyznę i kobietę na ziemi, aby ją uprawiali i strzegli (por. 2,15). Rodzą się we mnie pytania: co to znaczy uprawiać i strzec ziemię? Czy rzeczywiście uprawiamy i strzeżemy rzeczywistość stworzoną? Czy też może ją wyzyskujemy i zaniedbujemy? Czasownik „uprawiać” przywołuje mi na myśl troskę z jaką rolnik podchodzi do swojej ziemi, aby przyniosła owoc i aby był on dzielony z innymi: jak wiele uwagi, pasji i poświęcenia! Uprawianie i strzeżenie rzeczywistości stworzonej jest wskazaniem danym przez Boga nie tylko u zarania dziejów, ale także każdemu z nas. Jest to część Jego planu. Oznacza to odpowiedzialne rozwijanie świata, przekształcanie go, aby był ogrodem, miejscem możliwym do zamieszkania dla wszystkich. A Benedykt XVI wielokrotnie przypominał, że to zadanie powierzone nam przez Boga Stwórcę wymaga pojęcia rytmu i logiki stworzenia. Natomiast często kieruje nami pycha panowania, posiadania, manipulowania, wyzysku. Nie „strzeżemy” rzeczywistości stworzonej, nie uważamy jej za bezinteresowny dar, o który trzeba się troszczyć. Tracimy postawę zadziwienia, kontemplacji, wsłuchania się w stworzenie. W ten sposób nie udaje się nam odczytać w nim tego, co Benedykt XVI nazywa „rytmem historii miłości Boga z człowiekiem”. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ myślimy i żyjemy w sposób horyzontalny, oddaliliśmy się od Boga, nie czytamy Jego znaków.
 
Jednakże „uprawianie i strzeżenie” obejmuje nie tylko relację między nami a środowiskiem, między człowiekiem a światem stworzonym, ale dotyczy także relacji międzyludzkich. Papieże mówili o „ekologii ludzkiej”, ściśle powiązanej z „ekologią środowiska”. Przeżywamy kryzys. Dostrzegamy to w środowisku, ale nade wszystko widzimy to w człowieku. Osoba ludzka jest zagrożona: dlatego pilnie potrzebna jest ekologia ludzka! A niebezpieczeństwo jest poważne, ponieważ przyczyna problemu nie jest powierzchowna, lecz głęboka: jest to nie tylko kwestia ekonomii, lecz także etyki i antropologii. Kościół podkreślał to wielokrotnie. A wielu mówi: tak, to słusznie, to prawda… ale system nadal działa tak jak dotychczas, bo dominują dynamizmy gospodarki i finansów bez etyki. Dzisiaj nie rządzi człowiek, lecz pieniądze. A Bóg, nasz ojciec powierzył zadanie strzeżenia ziemi, nie pieniądzom, ale nam, mężczyznom i kobietom. My mamy to zadanie! W ten sposób kobiety i mężczyźni są poświęcani bożkom zysku i konsumpcji: jest to „kultura odrzucania”. Jeśli psuje się komputer, to mamy do czynienia z tragedią, ale ubóstwo, potrzeby, dramaty wielu osób stają się ostatecznie normalnością. Jeśli pewnej zimowej nocy tutaj w pobliżu na Via Ottaviano umrze jakiś człowiek, to nie jest to wielką wiadomością. Jeśli w tak wielu miejscach świata są dzieci, które nie mają co jeść, to nie jest to wielką wiadomością, wydaje się to czymś normalnym. Tak być nie może! A takie rzeczy stają się normalnością. Natomiast spadek na giełdach niektórych miast o 10 punktów stanowi tragedię. Umierający- to nie jest wiadomość, ale spadek na giełdach o 10 punktów staje się tragedią. W ten sposób osoby zostają „odrzucone”, odrzucamy ludzi, tak jakby byli odpadami.
 
Ta „kultura odrzucania” ma skłonność do stawania się powszechną mentalnością, zarażającą wszystkich. Ludzkie życie, osoba, nie są już odczuwane jako wartości podstawowe, które należy respektować i chronić, zwłaszcza jeżeli jest ona słaba lub niepełnosprawna, jeśli nie jest jeszcze potrzebna – jak ten, kto ma się urodzić, albo nie jest już potrzebna – jak starzec. Ta kultura odrzucania uczyniła nas niewrażliwymi także na marnotrawienie i wyrzucanie żywności, co jest tym bardziej niedopuszczalne, kiedy niestety na całym świecie wiele osób i rodzin cierpi głód i niedożywienie. Niegdyś nasi dziadkowie bardzo uważali, żeby nie wyrzucać żadnego pokarmu, który pozostał. Konsumpcjonizm skłonił nas, byśmy się przyzwyczaili, że coś jest zbędne i do codziennego wyrzucania żywności, której czasami nie umiemy już nadać właściwej wartości, wykraczającej daleko poza czyste parametry ekonomiczne. Jednak dobrze zapamiętajmy, że wyrzucane jedzenie jest jakby skradzionym ze stołu ubogich, głodnych! Zachęcam wszystkich do zastanowienia się nad problemem utraty i marnowania żywności, aby znaleźć drogi i sposoby, które podejmując poważnie tę problematykę byłyby nośnikami solidarności i dzielenia się z najbardziej potrzebującymi.
 
Przed kilkoma dniami, w uroczystość Bożego Ciała czytaliśmy opis rozmnożenia chlebów: Jezus pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił tłumy. Zakończenie tego fragmentu jest ważne: „Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały” (Łk 9,17). Jezus prosi uczniów, aby nic się nie zmarnowało: żadnego wyrzucania! I jeszcze fakt dwunastu koszy: dlaczego dwanaście? Co to znaczy? Dwanaście to liczba plemion Izraela, symbolicznie reprezentuje cały lud. Mówi to nam, że kiedy żywność jest dzielona sprawiedliwie, solidarnie, nikt nie jest pozbawiony tego, co niezbędne, każda wspólnota może zaspokoić potrzeby najuboższych. Ekologia ludzka i ekologia środowiska idą ręka w rękę.
 
Chciałbym więc, abyśmy wszyscy podjęli poważny wysiłek, by szanować i chronić rzeczywistość stworzoną, byśmy dostrzegali każdą osobę, byśmy przeciwstawili się kulturze marnotrawienia i odrzucania, aby krzewić kulturę solidarności i spotkania. Dziękuję.
 
______________________________________________________________
02. czerwca 2013
 
 
Anioł Pański
 
Drodzy bracia i siostry,
 
W miniony czwartek obchodziliśmy uroczystość Bożego Ciała, która we Włoszech i innych krajach została przeniesiona na niedzielę. Jest to święto Eucharystii, sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa.
Ewangelia przedstawia nam opis cudu rozmnożenia chleba (Łk 9, 11-17). Chciałbym skupić się na jednym aspekcie, który zawsze mnie uderza i pobudza do przemyśleń. Znajdujemy się na brzegu Jeziora Galilejskiego i zbliża się wieczór. Jezus troszczy się o ludzi, którzy są przy Nim od tak wielu godzin: są ich tysiące i odczuwają głód. Co robić? Również uczniowie zastanawiają się nad tym problemem i mówią do Jezusa: “Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność”. Ale Jezus mówi: “Wy dajcie im jeść” (w. 13). Uczniowie są zaskoczeni i odpowiadają: “Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby”, jak gdyby chcieli powiedzieć: z trudem wystarczy dla nas.

Jezus dobrze wie, co robić, ale chce włączyć swoich uczniów, chce ich wychować. Zachowanie się uczniów jest podejściem ludzkim, szukającym rozwiązania najbardziej realistycznego, które nie stwarza zbyt wielu problemów: odpraw tłum, niech każdy radzi sobie jak może, zresztą już i tak wiele zrobiłeś: nauczałeś, uzdrawiałeś chorych…

Postawa Jezusa jest wyraźnie inna i dyktuje ją Jego zjednoczenie z Ojcem i współczucie dla ludzi, ale także chęć przekazania uczniom pewnego przesłania. W obliczu tych pięciu chlebów Jezus myśli: oto Opatrzność! Z tej niewielkiej ilości Bóg może wydobyć to, co jest potrzebne wszystkim. Jezus całkowicie ufa Ojcu niebieskiemu, wie, że dla Niego wszystko jest możliwe. Mówi więc uczniom, aby kazali ludziom usiąść w grupach po pięćdziesięciu – nie jest to przypadkowe: oznacza, że nie są już tłumem, ale stają się wspólnotami, karmionymi Bożym chlebem. Następnie bierze te chleby i ryby, wznosi oczy ku niebu, odmawia błogosławieństwo – jest tu wyraźne odniesienie do Eucharystii – a następnie rozdziela je i zaczyna dawać uczniom, a uczniowie je rozdzielają… a chleby i ryby się nie kończą! Oto cud: bardziej niż rozmnożenie oznacza to dzielenie się ożywiane wiarą i modlitwą. Wszyscy się najedli i pozostały ułomki: jest to znak Jezusa – chleba Bożego dla ludzkości.
Uczniowie zobaczyli, ale nie zrozumieli dobrze przesłania. Ogarnął ich, podobnie jak tłum, entuzjazm na widok tego, co się wydarzyło. Po raz kolejny kierowali się logiką ludzką, a nie Bożą, logiką służby, miłości i wiary. Uroczystość Bożego Ciała domaga się od nas nawrócenia na wiarę w Opatrzność, umiejętności dzielenia się tym małym, czym jesteśmy i co posiadamy, oraz do niezamykania się nigdy w sobie. Prośmy naszą Matkę Maryję, aby nam pomogła w tym nawróceniu, byśmy naprawdę podążali coraz bardziej za tym Jezusem, którego wielbimy w Eucharystii.

Po odmówieniu modlitwy maryjnej i udzieleniu wszystkim błogosławieństwa apostolskiego Ojciec Święty powiedział:

Drodzy bracia i siostry,

 Nieustannie żywy jest we mnie i naznaczony bólem niepokój z powodu ciągnącego się konfliktu, który od ponad dwóch lat trawi Syrię, i uderza przede wszystkim w bezbronną ludność, dążącą do pokoju, naznaczonego sprawiedliwością i wzajemnym zrozumieniem. Ta wojenna udręka pociąga za sobą tragiczne skutki: śmierć, zniszczenia, ogromne straty gospodarcze i dla środowiska naturalnego, a także plagę porwań ludzi. Ubolewając z powodu tych faktów, pragnę zapewnić o mojej modlitwie i solidarności z porwanymi i ich rodzinami. Odwołuję się do poczucia człowieczeństwa porywaczy, aby uwolnili ofiary.

Na świecie istnieje wiele sytuacji konfliktowych, ale jest też niemało znaków nadziei. Pragnę z całego serca poprzeć kroki podjęte ostatnio w wielu krajach Ameryki Łacińskiej na drodze pojednania i pokoju. Towarzyszmy im naszą modlitwą.

Dziś rano odprawiłem Mszę św. z kilkoma wojskowymi i w obecności rodziców niektórych żołnierzy poległych w czasie misji pokojowych, których celem jest wspieranie pojednania i pokoju w krajach, w których ciągle jeszcze leje się tak wiele krwi w wojnach, będących zawsze szaleństwem. “Wszystko się traci w wyniku wojny. Wszystko się zyskuje dzięki pokojowi”. Proszę o modlitwę za poległych, rannych i ich rodziny.

Odmówmy teraz w ciszy, w swych sercach, wszyscy razem, modlitwę za poległych, rannych i ich krewnych; w ciszy.

Pozdrawiam gorąco wszystkich obecnych dzisiaj pielgrzymów: rodziny, wiernych z wielu włoskich parafii i z innych krajów, stowarzyszenia i ruchy. Pozdrawiam wiernych przybyłych z Kanady, z Chorwacji oraz z Bośni i Hercegowiny, jak również grupę Małego Kottolenga z Genui, z Dzieła Księdza Orione.


Wszystkim życzę dobrej niedzieli!
 
 
__________________________________________________________________
29. maja 2013
 
 
Środowa Audiencja Generalna
 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

 

W minioną środę podkreśliłem głęboką więź między Duchem Świętym a Kościołem. Dziś chciałbym rozpocząć kilka katechez na temat tajemnicy Kościoła, tajemnicy, którą wszyscy przeżywamy i której jesteśmy częścią. Chciałbym to uczynić, posługując się wyrażeniami obecnymi w tekstach II Powszechnego Soboru Watykańskiego.

 

Dzisiaj pierwsze z nich: Kościół jako rodzina Boża.

 

W ostatnich miesiącach wielokrotnie odwoływałem się do przypowieści o synu marnotrawnym, czy też lepiej – o miłosiernym Ojcu (por. Łk 15, 11-32). Młodszy syn opuszcza dom ojczysty, trwoni wszystko i postanawia wrócić, bo zdaje sobie sprawę, że popełnił błąd, ale nie czuje się już godnym, aby być synem i myśli, że może zostać przyjęty ponownie jako sługa. Tymczasem ojciec wychodzi mu na spotkanie, obejmuje go, przywraca mu godność syna i urządza święto. Przypowieść ta, podobnie jak inne w Ewangelii, dobrze ukazuje plan Boga wobec ludzkości.

 
Jaki jest ów plan Boży? Chce On uczynić z nas wszystkich jedną rodzinę swoich dzieci, w której każdy odczuwa Jego bliskość i czuje się kochanym przez Niego, tak jak w przypowieści ewangelicznej, odczuwa ciepło bycia Rodziną Bożą. W tym wielkim planie znajduje swoje źródło Kościół, który nie jest jakąś organizacją zrodzoną z porozumienia kilku osób, ale – jak nam to wielokrotnie przypomniał papież Benedykt XVI – jest dziełem Boga, rodzi się właśnie z tego planu miłości, który stopniowo realizuje się w dziejach.
 
Kościół rodzi się z Bożego pragnienia powołania wszystkich ludzi do komunii z Nim, do swojej przyjaźni, co więcej – do udziału jako Jego dzieci w samym Jego boskim życiu. Samo słowo „Kościół”, z greckiego ekklesia, oznacza „zwołanie, zgromadzenie”: Bóg nas zwołuje, pobudza do porzucenia indywidualizmu, skłonności do zamykania się w samych sobie i wzywa nas, abyśmy byli częścią Jego rodziny. A powołanie to ma swoje źródło w samym stworzeniu. Bóg stworzył nas, abyśmy żyli w relacji głębokiej przyjaźni z Nim, a jeśli nawet grzech zerwał tę więź z Nim, z innymi i ze stworzeniem, Bóg nas nie porzucił. Cała historia zbawienia jest dziejami Boga poszukującego człowieka, obdarzającego go swoją miłością i przyjmującego go. Powołał Abrahama, aby był ojcem wielu narodów, wybrał naród Izraela, aby zawrzeć przymierze obejmujące wszystkie narody i posłał w pełni czasów swego Syna, aby Jego plan miłości i zbawienia wypełnił się w nowym i wiecznym przymierzu z całą ludzkością. Kiedy czytamy Ewangelie, widzimy, że Jezus gromadzi wokół siebie małą wspólnotę, która przyjmuje Jego słowo, idzie za Nim, dzieli Jego drogę, staje się Jego rodziną i z tą wspólnotą przygotowuje On i buduje swój Kościół.
 
Skąd więc rodzi się Kościół? Rodzi się z najwyższego aktu miłości Krzyża, z przebitego boku Jezusa, z którego wypływają krew i woda – symbole sakramentów Eucharystii i Chrztu. W rodzinie Bożej, w Kościele, siłą napędową jest miłość Boga, która ukonkretnia się w miłowaniu Jego i bliźnich, wszystkich, bez rozróżniania i miary. Kościół jest rodziną, w której się kocha i jest się kochanym.
Kiedy Kościół się ukazuje? Świętowaliśmy to wydarzenie półtora tygodnia temu; ukazuje się, gdy dar Ducha Świętego napełnia serca apostołów i pobudza ich, aby wyszli i rozpoczęli drogę głoszenia Ewangelii, szerzenia miłości Bożej.
 
Także dziś niekiedy ktoś mówi: „Chrystus tak, Kościół nie”, mówi: “Wierzę w Boga, ale nie w księży”. Ale to właśnie Kościół niesie nam Chrystusa i prowadzi nas do Boga; Kościół to wielka rodzina dzieci Bożych. Oczywiście ma również aspekty ludzkie. Ci, którzy go tworzą – pasterze i wierni mają wady, niedoskonałości, grzechy. Także papież je ma, ma ich wiele. Ale piękne jest to, że kiedy uświadamiamy sobie, iż jesteśmy grzeszni, odnajdujemy Boże miłosierdzie. Bóg zawsze przebacza. Nigdy o tym nie zapominajcie. Bóg zawsze przebacza i przyjmuje nas w swojej miłości przebaczenia i miłosierdzia. Niektórzy mówią – i to jest piękne – że grzech to obraza dla Boga, ale to także sposobność do ukorzenia się i zrozumienia, że jest coś piękniejszego: Boże miłosierdzie. Pomyślmy o tym.
 
Zadajmy sobie dziś pytanie: jak bardzo kocham Kościół? Czy modlę się za niego? Czy czuję się częścią rodziny Kościoła? Co robię, aby był on wspólnotą, w której każdy czuje się gościnnie przyjęty i zrozumiany, w której odczuwa miłosierdzie i miłość Boga odnawiającego życie? Wiara jest darem i aktem, który dotyka nas osobiście, ale Bóg wzywa nas do przeżywania naszej wiary wspólnie jako rodzina i jako Kościół.
 
Prośmy Pana, w sposób szczególny w Roku Wiary, aby nasze wspólnoty, aby cały Kościół stawały się coraz bardziej prawdziwymi rodzinami, które żyją i niosą miłość Boga. Dziękuję!
 
radiomaryja.pl
_______________________________________________________________________
26. maja 2013
 
Anioł Pański z Ojcem Świętym
 

Drodzy bracia i siostry! Dzień dobry!

 

Dziś rano odbyłem moją pierwszą wizytę w parafii diecezji rzymskiej. Dziękuję Panu i proszę was o modlitwę w intencji mojej posługi pasterskiej w tym Kościele Rzymskim, którego misją jest przewodniczenie w powszechnej miłości.

 

Dziś jest Niedziela Trójcy Przenajświętszej. Światło czasu wielkanocnego i Zesłania Ducha Świętego każdego roku odnawia w nas radość i zdumienie wiary: poznajemy, że Bóg nie jest czymś nieokreślonym, jakimś bogiem-sprayem, że jest Bogiem konkretnym, nie jest czymś abstrakcyjnym, lecz Bóg ma imię: „Bóg jest miłością”. Nie jest to miłość uczuciowa, emocjonalna, ale miłość Ojca, który jest u początku każdego życia, miłość Syna, który umiera na krzyżu i zmartwychwstaje, miłość Ducha, który odnawia człowieka i świat. Jakże to dobrze pomyśleć, że Bóg jest miłością, bo uczy nas miłowania, dawania siebie innym, tak jak Jezus dał siebie nam i nieustanie z nami podąża po drodze życia!

 

Trójca Przenajświętsza nie jest wytworem ludzkiego rozumowania: jest obliczem, którym sam Bóg się objawił, nie z wysokości katedry, ale krocząc razem z ludzkością. To właśnie Jezus objawił nam Ojca i obiecał nam Ducha Świętego. Bóg kroczył z nami w dziejach ludu Izraela a Jezus kroczy z nami zawsze, obiecał nam Ducha Świętego, „ogień” nauczający nas tego wszystkiego, czego nie wiemy. Jest on w naszym wnętrzu, prowadzi nas. Daje nam dobre pomysły i natchnienia.

Dzisiaj chwalimy Boga nie z powodu jakiejś szczególnej tajemnicy, ale dla niego samego, „dla jego niezmiernej chwały”, jak mówi hymn liturgiczny. Chwalimy go i dziękujemy mu, ponieważ on jest Miłością, i ponieważ wzywa nas do wejścia w objęcie jego komunii, którą jest życie wieczne.

 
Powierzmy nasze uwielbienie w ręce Dziewicy Maryi. Ona, najpokorniejsza ze wszystkich stworzeń, dzięki Chrystusowi osiągnęła już cel ziemskiej pielgrzymki: przebywa już w chwale Trójcy Przenajświętszej. Dlatego Maryja, nasza Matka lśni dla nas jako znak pewnej nadziei i pociechy. Jest Matką naszej nadziei w naszej drodze. Jest też Matką naszego pocieszenia i towarzyszy nam w drodze.
 
Teraz módlmy się do naszej Matki, która towarzyszy nam w drodze: Anioł Pański…
 
 
[Po modlitwie:] Drodzy bracia i siostry!
 
Wczoraj, w Palermo, został ogłoszony błogosławionym ks. Józef Puglisi, kapłan i męczennik, który został zabity przez mafię w 1993 roku. Ks. Puglisi był wzorowym kapłanem, który poświęcił się szczególnie duszpasterstwu młodzieży. Wychowując dzieci zgodnie z Ewangelią wyrywał je ze świata zorganizowanej przestępczości i dlatego ten świat przestępczości usiłował go pokonać zabijając go. W rzeczywistości jednak to on zwyciężył wraz z Chrystusem Zmartwychwstałym. Myślę o tak wielu cierpieniach kobiet i mężczyzn, a także i dzieci wykorzystywanych przez wiele różnych mafii, zmuszających ich do zniewalającej pracy, w tym prostytucji, z tak wieloma presjami społecznymi. Za tym wyzyskiem, zniewoleniem kryją się mafie. Módlmy się do Boga, aby nawrócił serca tych ludzi. Nie mogą czynić z naszych braci niewolników. Musimy modlić się do Pana! Prośmy Pana, aby ci mafiosi nawrócili się do Boga. I wychwalajmy Boga za jaśniejące świadectwo ks. Józefa Puglisiego i doceńmy jego przykład!
 
Pozdrawiam serdecznie wszystkich obecnych pielgrzymów, rodziny, grupy parafialne przybyłe z Włoch, Hiszpanii, Francji i wielu innych krajów. Pozdrawiam w szczególności Krajowe Stowarzyszenie św. Pawła Oratoriów i Kręgów Młodzieżowych, powstałe przed 50 laty w służbie młodzieży. Drodzy przyjaciele, św. Filip Nereusz, którego dziś wspominamy i bł. Józef Puglisi niech wspierają wasze zaangażowanie. Pozdrawiam obecną tutaj grupę katolików chińskich, którzy zebrali się w Rzymie, aby się modlić za Kościół w Chinach, przywołując wstawiennictwa Maryi Wspomożycielki Wiernych.
 
Kieruję swą myśl ku osobom promującym Dzień Ulgi w Cierpieniu, na rzecz chorych, którzy przeżywają końcową fazę swej ziemskiej wędrówki, a także włoskie Stowarzyszenie Sklerozy Multipleks. Dziękuję za zaangażowanie! Pozdrawiam Krajowe Stowarzyszenie „Arma di Cavaleria” oraz wiernych z Fiumicello, niedaleko Padwy.
 
Wszystkim życzę dobrej niedzieli i smacznego obiadu!

 
radiomaryja.pl
__________________________________________________________________________
22. maja 2013
 
 
PAPA FRANCESCO

UDIENZA GENERALE
 
 
Drodzy bracia i siostry, Dzień dobry!
 
W Credo, natychmiast po wyznaniu wiary w Ducha Świętego, mówimy: “Wierzę w jeden, Święty, powszechny i apostolski Kościół”. Istnieje głębokie powiązanie pomiędzy tymi dwoma rzeczywistościami wiary: to Duch Święty, w istocie daje życie Kościołowi, kieruje jego krokami. Bez obecności i nieustannego działania Ducha Świętego, Kościół nie mógłby żyć i nie mógłby realizować zadania, jakie jemu powierzył zmartwychwstały Jezus – aby iść i nauczać wszystkie narody (por. Mt 28,18). Ewangelizacja jest misją Kościoła, nie tylko niektórych, ale moją, twoją, naszą misją. Apostoł Paweł wołał: “Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!” (1 Kor 9, 16). Każdy musi być głosicielem Ewangelii, zwłaszcza poprzez swoje życie! Paweł VI podkreślał, że: “Obowiązek ewangelizacji należy uważać za łaskę i właściwe powołanie Kościoła; wyraża on najprawdziwszą jego właściwość. Kościół jest dla ewangelizacji” (Adhortacja apost. Evangelii nuntiandi, 14).
 
Kto jest prawdziwą przyczyną ewangelizacji w naszym życiu i w Kościele? Paweł VI pisał wyraźnie: “Jak w początkach Kościoła, tak i dzisiaj On [Duch Święty] działa w każdym głosicielu Ewangelii, jeśli tylko poddaje się Jego kierownictwu. On podsuwa mu słowa, jakie tylko On jeden może poddać, a równocześnie usposabia serca słuchaczy, aby otwarli się na przyjęcie Ewangelii i na głoszone Królestwo” (tamże, 75). Tak więc dla ewangelizacji konieczne jest otwarcie się po raz kolejny na perspektywę Ducha Bożego, nie obawiając się, czego od nas zażąda i dokąd nas doprowadzi. Powierzmy się Jemu! On nas uzdolni do przeżywania i świadczenia naszej wiary i oświeci serca tych, których spotykamy. To właśnie było doświadczeniem Pięćdziesiątnicy: apostołów zgromadzonych wraz z Maryją w Wieczerniku „Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2,3-4). Duch Święty, zstępując na apostołów, sprawia, że wychodzą z pomieszczenia, w którym byli zamknięci z powodu lęku, sprawia, że wychodzą ze swoich ograniczeń i przekształca ich w głosicieli i świadków „wielkich dzieł Bożych” (w. 11). To przekształcenie, dokonane przez Ducha Świętego odzwierciedla się w tłumie przybyłym na to miejsce, pochodzącym „ze wszystkich narodów pod słońcem” (w. 5), gdyż każdy słyszał słowa apostołów, tak jakby były wypowiedziane w jego własnym języku (w. 6).
 
Oto pierwszy ważny skutek działania Ducha Świętego, który prowadzi i ożywia głoszenie Ewangelii: jedność, komunia. Według biblijnej opowieści przy budowie wieży Babel rozpoczęło się rozproszenie narodów i pomieszanie języków – owoc gestu buty i pychy człowieka, który chciał zbudować, jedynie o własnych siłach, bez Boga „miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba” (Rdz 11,4). W dniu Pięćdziesiątnicy te podziały zostały przezwyciężone. Nie ma już pychy wobec Boga, ani też zamknięcia jedni na drugich, lecz jest otwarcie na Boga, jest wyjście, aby głosić Jego Słowo: nowy język, język miłości, którą Duch Święty rozlewa w naszych sercach (por. Rz 5,5). Jest to język, który wszyscy mogą zrozumieć i który będąc przyjętym, może się wyrażać w każdym życiu i w każdej kulturze. Język Ducha Świętego, język Ewangelii i język komunii, który zachęca do przezwyciężenia wszelkiej obojętności, podziałów i konfliktów. Powinniśmy wszyscy zadać sobie pytanie: jak daję się prowadzić Duchowi Świętemu, aby moje świadectwo wiary było świadectwem jedności i komunii? Czy niosę słowo pojednania i miłości, jakim jest Ewangelia w środowiska, w których żyję? Czasami wydaje się, że powtarza się dziś to, co stało się przy budowie wieży Babel: podziały, niezdolność do wzajemnego zrozumienia, rywalizacja, zazdrość, egoizm. Niesienie Ewangelii oznacza głoszenie i życie jako pierwsi pojednaniem, przebaczeniem, pokojem, jednością, miłością, którą nam daje Duch Święty. Pamiętajmy o słowach Jezusa: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35). Co czynię z moim życiem? Czy wokół siebie tworzę jedność, czy też nieustannie dzielę, poprzez plotki, krytyki, nienawiść? Co czynię? Pomyślmy o tym!
 
Drugi element: w dzień Pięćdziesiątnicy, Piotr napełniony Duchem Świętym stanął „razem z Jedenastoma” i „donośnym głosem”, „otwarcie” (w. 29) głosił dobrą nowinę Jezusa, który oddał swoje życie dla naszego zbawienia, i którego Bóg wskrzesił z martwych. Oto inny skutek działania Ducha Świętego: odwaga, odwaga głoszenia nowości Ewangelii Jezusa wszystkim, otwarcie (parresía), donośnym głosem, w każdym czasie i w każdym miejscu. Ma to dziś także miejsce w odniesieniu do Kościoła i każdego z nas: z ognia Pięćdziesiątnicy, z działania Ducha Świętego, zawsze wyzwalają się nowe energie misji, nowe drogi na których trzeba głosić orędzie zbawienia, nowe męstwo do ewangelizowania. Nigdy nie zamykajmy się na to działanie! Żyjmy Ewangelią z pokorą i odwagą! Zaświadczajmy o nowości, nadziei, radości, jaką Pan wnosi w życie. Odczujemy w nas „słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania” (Paweł VI, Adhortacja apost. Evangelii nuntiandi, 80). Bo ewangelizacja, głoszenie Jezusa daje nam radość, natomiast egoizm przynosi nam zgorzknienie, smutek, niesie pesymizm. Przeciwnie – ewangelizacja daje nam optymizm.
 
Wspomnę jedynie o trzecim elemencie, który jest jednak szczególnie ważny: nowej ewangelizacji. Kościół ewangelizujący zawsze musi wychodzić od modlitwy, od prośby, jak apostołowie w Wieczerniku, o ogień Ducha Świętego. Tylko intensywna i wierna relacja z Bogiem pozwala na wyjście z naszych ograniczeń i głoszenie otwarcie Ewangelii. Bez modlitwy nasze działania stają się puste, a nasze głoszenie pozbawione jest ducha, nie jest ożywiane Duchem Świętym.
 
Drodzy przyjaciele, jak powiedział Benedykt XVI: dziś Kościół „czuje szczególnie powiew Ducha Świętego, który nam pomaga, ukazuje właściwą drogę, i tak, z nowym entuzjazmem, podążamy i dziękujemy Panu” (Słowa do Zgromadzenia Zwyczajnego Synodu Biskupów, 27 października 2012). Odnawiajmy każdego dnia zaufanie do działania Ducha Świętego, ufność, że On w nas działa, On jest w nas, daje nam żarliwość apostolską, daje nam pokój, daje nam radość! Odnawiajmy tę ufność, dajmy się Jemu prowadzić, bądźmy ludźmi modlitwy, dającymi świadectwo Ewangelii z odwagą, stając się w naszym świecie narzędziami Bożej jedności i komunii. Dziękuję!
 
radiomaryja.pl
 
_____________________________________________________________________________
19. maja 2013 r.
 
Homilia papieża Franciszka
Uroczystość Zesłania Ducha Świętego
 
 
Drodzy bracia i siostry,
 
Dzisiaj rozważamy i przeżywamy w liturgii na nowo Zesłanie Ducha Świętego na Kościół, dokonane przez  Chrystusa zmartwychwstałego. Jest to wydarzenie łaski, które napełniło Wieczernik w Jerozolimie, aby rozprzestrzenić się na cały świat.
 
Cóż takiego się wydarzyło owego dnia, tak od nas odległego, a zarazem bliskiego, aby dotrzeć do głębi naszych serc? Odpowiedź daje nam św. Łukasz w wysłuchanym przez nas fragmencie z Dziejów Apostolskich (2,1-11). Ewangelista prowadzi nas z powrotem do Jerozolimy, do sali na górze domu, w którym zgromadzeni byli apostołowie. Pierwszym elementem, który przyciąga naszą uwagę jest szum, który nagle daje się słyszeć z nieba, „jakby uderzenie gwałtownego wiatru” i napełnia dom. Następnie „języki jakby z ognia”, które się rozdzieliły, i spoczęły na każdym z apostołów. Szum i płonące ognie są wyraźnymi i konkretnymi znakami, poruszającymi apostołów nie tylko zewnętrznie, ale także w ich głębi: na myśli i w sercu.  Konsekwencją jest to, że „wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym”, który uwalnia swój niepohamowany dynamizm, z zaskakującymi skutkami: „zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. Otwiera się więc przed nami całkowicie nieoczekiwany obraz: gromadzi się wielki tłum i pełen jest zdumienia, ponieważ słyszeli każdy, jak apostołowie przemawiali w jego własnym języku. Wszyscy doświadczają czegoś nowego, czego nie było nigdy wcześniej:  „każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty”. O czym mówią apostołowie? O wielkich dziełach Bożych.
 
W świetle tego fragmentu Dziejów Apostolskich chciałbym zastanowić się  nad trzema słowami związanymi z działaniem  Ducha Świętego: nowość, harmonia, misja.
 
1. Nowość zawsze napełnia nas po trosze lękiem, bo czujemy się bardziej bezpieczni, jeśli mamy wszystko pod kontrolą, jeśli to my budujemy, programujemy, planujemy nasze życie według naszych schematów, naszych zabezpieczeń, naszych gustów. Dzieje się tak również w odniesieniu do Boga. Często idziemy na Nim, przyjmujemy Go, ale tylko do pewnego punktu. Trudno nam powierzyć się Jemu z pełną ufnością, godząc się, aby Duch Święty był Tym, który ożywia, prowadzi nasze życie we wszystkich wyborach; obawiamy się, że Bóg będzie nam kazał przemierzać nowe drogi, że każe nam wyjść z naszych perspektyw często ograniczonych, zamkniętych, egoistycznych, aby otworzyć nam nowe horyzonty. Ale w całej historii zbawienia, kiedy Bóg się objawia, przynosi nowość, przemienia i prosi, ażeby całkowicie Jemu ufać: Noe buduje arkę wyśmiewany przez wszystkich i ocala siebie; Abraham opuszcza swoją ziemię, mając jedynie w ręku obietnicę; Mojżesz stawia czoło potędze faraona i prowadzi Lud do wolności; apostołowie zastraszeni i zamknięci w Wieczerniku – wychodzą odważnie, aby głosić Ewangelię. Nie jest to nowość dla nowości, poszukiwanie tego, co nowe, aby przezwyciężyć nudę, jak to często się dzieje w naszych czasach. Nowość jaką wnosi Bóg do naszego życia jest tym, co naprawdę nas realizuje, to, co nam daje prawdziwą radość, prawdziwą pogodę ducha, gdyż Bóg nas miłuje i pragnie jedynie naszego dobra. Zadajmy sobie pytanie: czy jesteśmy otwarci na „Boże niespodzianki”? A może lękliwie zamykamy się na nowość Ducha Świętego? Czy jesteśmy odważni, aby wyruszyć na nowe drogi, jakie ofiarowuje nam nowość Boga, czy też może się bronimy, zamknięci w przemijających strukturach, które utraciły zdolność do gościnności.
 
2. Druga myśl: Duch Święty, pozornie zdaje się tworzyć nieład w Kościele, ponieważ przynosi różnorodność charyzmatów, darów. Jednakże to wszystko pod Jego działaniem jest wielkim bogactwem, gdyż Duch Święty jest Duchem jedności, która nie oznacza jednolitości, ale wszystko prowadzi do harmonii. W Kościele harmonię sprawia Duch Święty. Jeden z Ojców Kościoła użył wyrażenia, które bardzo mi się podoba: Duch Święty „Ipse harmonia est”. Tylko On może wzbudzić różnorodność, pluralizm, wielość a jednocześnie sprawiać jedność. Także tutaj, kiedy my chcemy dokonywać różnorodności i zamykamy się w naszych partykularyzmach, w naszych ekskluzywizmach, wnosimy podział. I kiedy to my chcemy czynić jedność według naszych ludzkich planów, to w końcu przynosimy jednolitość, homologizację. Jeżeli natomiast dajemy się prowadzić Duchowi Świętemu, to bogactwo, odmienność, różnorodność nigdy nie stają się konfliktem, ponieważ On nas pobudza do przeżywania odmienności w komunii Kościoła. Wspólne podążanie w Kościele, pod przewodnictwem pasterzy, posiadających szczególny charyzmat i posługę, jest znakiem działania Ducha Świętego. Kościelność jest podstawową cechą dla każdego chrześcijanina, dla każdej wspólnoty, dla każdego ruchu. To Kościół niesie mi Chrystusa i prowadzi mnie do Chrystusa. Drogi paralelne są niebezpieczne. Kiedy pozwalamy sobie wykroczyć poza (proagon) naukę Kościoła i wspólnotę kościelną, i nie trwamy w nich, nie jesteśmy zjednoczeni z Bogiem Jezusa Chrystusa (por. 2 J 1,9). Zapytajmy się więc: czy jestem otwarty na harmonię Ducha Świętego, przezwyciężając wszelki  ekskluzywizm? Czy daję się Jemu prowadzić żyjąc w Kościele i z Kościołem?
 
3. Ostatni punkt. Teologowie starożytni powiadali: dusza jest rodzajem żaglowca, Duch Święty jest wiatrem, który dmie w żagiel, aby żaglowiec mógł płynąć, a pchnięcia i tchnienia wiatru to dary  Ducha Świętego. Bez Jego bodźca, bez Jego łaski nie idziemy naprzód. Duch Święty pozwala nam wejść w tajemnicę Boga żywego i ratuje nas przed niebezpieczeństwem Kościoła gnostyckiego i  autoreferencyjnego, zamkniętego w samym sobie. Pobudza nas, by otworzyć bramy i wyjść, aby     głosić i świadczyć o dobrym życiu Ewangelii, przekazywać radość wiary, spotkania z Chrystusem. Duch Święty jest duszą misji. To, co wydarzyło się w Jerozolimie przed niemal dwoma tysiącami lat, nie jest faktem od nas odległym, jest faktem, który do nas dociera, który staje się żywym doświadczeniem w każdym z nas. Pięćdziesiątnica Jerozolimskiego Wieczernika jest początkiem, początkiem, który trwa dalej. Duch Święty jest w najpełniejszym tego słowa znaczeniu darem   zmartwychwstałego Chrystusa dla swoich apostołów, ale chce On, aby dotarł ten dar do wszystkich.   Jezus, jak słyszeliśmy w Ewangelii, mówi: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze” (J 14,16). Jest to Paraklet, „Pocieszyciel” dający męstwo do przemierzania dróg świata niosąc Ewangelię! Duch Święty pozwala nam zobaczyć perspektywę i popycha nas na egzystencjalne krańce, aby głosić życie Jezusa Chrystusa. Zadajmy sobie pytanie, czy mamy skłonność do zamykania się w sobie, w naszej grupie, lub czy pozwalamy, aby Duch Święty otwierał nas na misję.
 
Dzisiejsza liturgia jest wielką modlitwą, jaką Kościół wraz z Jezusem wznosi do Ojca, aby ponowił Zesłanie Ducha Świętego. Każdy z nas, każda grupa, każdy ruch w harmonii Kościoła zwraca się do Ojca, aby prosić o ten dar. Także dzisiaj, podobnie jak w dniu swoich narodzin Kościół wraz z Maryją, woła: „Veni Sancte Spiritus! – Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień Twojej miłości”. Amen.
 
 
Radio Watykańskie
 
_____________________________________________________________________________
15. maja 2013 r.
 

PAPA FRANCESCO

UDIENZA GENERALE

 

Drodzy bracia i siostry,
 
Dzisiaj chciałbym się zatrzymać przy temacie działania Ducha Świętego w prowadzeniu Kościoła i każdego z nas do Prawdy. Sam Jezus mówi apostołom: Duch Święty „doprowadzi was do całej prawdy” (J 16,13), gdyż On sam jest „Duchem Prawdy” (por. J 14,17; 15,26; 16,13).
 
Żyjemy w czasach, w których panuje raczej sceptyczne nastawienie do prawdy. Benedykt XVI wielokrotnie mówił o relatywizmie, to znaczy tendencji, która uznaje, że nie ma nic definitywnego, i sugeruje myślenie, że prawda pochodzi z pewnego uzgodnienia między ludźmi lub z tego, co my chcemy (uznać za prawdę). Rodzą się pytania: czy Prawda istnieje naprawdę? Czym jest Prawda? Czy możemy ją poznać? Czy możemy ją znaleźć? W tym momencie przychodzi mi na myśl pytanie rzymskiego prokuratora Poncjusza Piłata, kiedy Jezus wyjawia mu głęboki sens swojej misji: „Cóż to jest prawda?” (J 18,37.38). Piłat nie jest w stanie zrozumieć, że Prawda stoi przed nim, nie potrafi dostrzec w Jezusie oblicza prawdy, które jest obliczem Boga. A przecież Jezus jest właśnie tą Prawdą, która w pełni czasów „stała się ciałem” (J 1,1.14), przyszła pośród nas, abyśmy ją mogli poznać. Prawdy się nie da pojąć, jak jakąś rzecz, prawdę można spotkać. Nie jest to posiadanie, lecz spotkanie z pewną Osobą.
 
Kto sprawia, że możemy rozpoznać, iż Jezus jest Słowem prawdy, Synem Jednorodzonym Boga Ojca? Święty Paweł naucza, że „nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: «Panem jest Jezus»” (1 Kor 12,3). To właśnie Duch Święty, dar Chrystusa Zmartwychwstałego, sprawia, że rozpoznajemy Prawdę. Jezus określa go mianem Parakleta (Pocieszyciela), to znaczy „tego, który przychodzi nam z pomocą”, który jest u naszego boku, aby nas wspierać w tej drodze poznania. A podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapewnia uczniów, że Duch Święty nauczy ich wszystkiego, przypominając im Jego słowa (por J 14,26).
 
Jakie jest zatem działanie Ducha Świętego w naszym życiu i w życiu Kościoła, aby nas doprowadzić do Prawdy? Przede wszystkim przypomina i wypisuje w sercach ludzi wierzących słowa, które wypowiedział Jezus i właśnie poprzez takie słowa prawo Boże – jak głosili prorocy Starego Testamentu – wypisywane jest w naszym sercu, staje się w nas kryterium oceny w podejmowaniu wyborów i przewodnikiem w codziennych działaniach, staje się zasadą życia. Wypełnia się wielkie proroctwo Ezechiela: „oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza… Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali”(36,25-27). Rzeczywiście, to z naszego wnętrza rodzą się nasze działania: to serce musi się nawrócić do Boga, a Duch Święty je przemienia, jeśli się na Niego otwieramy.
 
Ponadto Duch Święty – jak obiecuje Jezus – prowadzi nas do „całej prawdy” (J 16,13). Prowadzi nas nie tylko na spotkanie z Jezusem, pełnią Prawdy, ale wprowadza nas do wnętrza Prawdy, to znaczy sprawia, że możemy wejść w coraz głębszą komunię z samym Jezusem, dając nam rozumienie spraw Bożych. Nie możemy tego osiągnąć naszymi siłami. Jeśli Bóg nas nie oświeci wewnętrznie, nasze bycie chrześcijanami będzie powierzchowne.
 
Tradycja Kościoła mówi nam, że Duch Prawdy działa w naszym sercu, rozbudzając ów „zmysł wiary” (sensus fidei) poprzez który, jak stwierdza II Sobór Watykański, Lud Boży pod przewodnictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego niezachwianie trwa przy wierze raz przekazanej świętym; wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu (por. Konstytucja dogmatyczna „Lumen gentium”, 12). Spróbujmy zadać sobie pytanie: czy jestem otwarty na działanie Ducha Świętego, czy proszę Go, aby obdarzył mnie światłem, uczynił mnie bardziej wrażliwym na sprawy Boga? To jest modlitwa, jaką winniśmy zanosić każdego dnia: “Spraw Duchu Święty, aby moje serce było otwarte na Słowo Boże, na dobro, na Boże piękno”. Chciałbym was wszystkich zapytać: ilu z was codziennie modli się do Ducha Świętego? Niewielu, a my winniśmy spełnić pragnienie Jezusa i modlić się przez wszystkie dni do Ducha Świętego, aby otworzył nasze serce na Jezusa.
 
Pomyślmy o Maryi, która „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,19.51). Przyjęcie słów i prawd wiary, aby stały się życiem, dokonuje się i wzrasta pod działaniem Ducha Świętego. W tym sensie trzeba nauczyć się od Maryi przeżywania na nowo swojego „tak”, swojej całkowitej dyspozycyjności na przyjęcie Syna Bożego w swoim życiu, które od tej chwili jest przemienione. Przez Ducha Świętego zamieszkują w nas Ojciec i Syn: żyjemy w Bogu i z Boga. Czy jednak nasze życie jest prawdziwie ożywiane przez Boga? Ile spraw przedkładam nad Boga?
 
Drodzy bracia i siostry! Powinniśmy dać się ogarnąć światłem Ducha Świętego, aby On wprowadził nas w Prawdę Boga, który jest jedynym Panem naszego życia. W obecnym Roku Wiary zapytajmy siebie, czy uczyniliśmy konkretnie jakiś krok, aby bardziej poznać Chrystusa i prawdy wiary, czytając i rozważając Pismo Święte, studiując Katechizm, przystępując wytrwale do sakramentów. Pytajmy się jednocześnie, jakie kroki podejmujemy, aby wiara kierowała całym naszym życiem. Nie można być chrześcijaninem tylko „na chwilę”, w pewnych momentach, okolicznościach, pewnych wyborach. Nie można w ten sposób być chrześcijaninem. Chrześcijanami jesteśmy zawsze! Całkowicie. Prawda Chrystusa, którą uczy nas i obdarza nas Duch Święty, obejmuje na zawsze i w pełni nasze codzienne życie. Przyzywajmy Go częściej, aby nas prowadził drogą uczniów Chrystusa. Wzywajmy Go przez wszystkie dni. Proponuję wam, abyśmy wzywali każdego dnia Ducha Świętego; w ten sposób Duch Święty zbliży nas do Jezusa Chrystusa.
 
 
Streszczenie po francusku:
 
Duch Święty prowadzi Kościół, podobnie jak każdego z nas, w poszukiwaniu Prawdy. Prawda nie jest jakąś rzeczą do uchwycenia, ale konkretną osobą do spotkania: osobą samego Jezusa Chrystusa. Jedynie spotykając Jezusa, możemy poznać Prawdę. Duch Święty jest zatem Parakletem, tj. tym, „który przychodzi nam z pomocą”by dać nam przeżyć to spotkanie i powiedzieć: „Jezus jest Panem”. W jaki sposób to czyni? Duch Święty przypomina nam słowa Jezusa i wpisuje w nasze serca prawo Ewangelii, które staje się przewodnikiem naszego życia, punktem odniesienia w naszych wyborach i postępowaniu. Co więcej, poprzez Ducha Świętego Ojciec i Syn przychodzą, by w nas zamieszkać, dzięki czemu nabywamy autentycznego „zmysłu wiary”. Duch Święty umożliwia nam – bez popełniania błędów – przylgnięcie do wiary przekazywanej i nauczanej przez Magisterium Kościoła i pozwala nam żyć jej pełnią. Na wzór Maryi Dziewicy, która tak doskonale potrafiła otworzyć swoje serce i przyjąć Życie, trzeba, abyśmy dali ogarnąć się Jego światłu, tak aby wiara w Chrystusa umarłego i zmartwychwstałego kierowała odtąd całym naszym życiem.
 
Witam serdecznie drogich pielgrzymów języka francuskiego, pochodzących z Belgii, Francji i Luksemburga. Pozdrawiam szczególnie studentów, uczniów kolegiów i liceów. Pozwólmy się ogarnąć światłu Ducha Świętego, aby nas doprowadził do prawdy Bożej, który stanie się w ten sposób jedynym Panem naszego życia. W obecnym Roku Wiary zachęcam was do umacniania się w wierze poprzez konkretne środki. Zapraszam was jednocześnie do częstego wzywania Ducha Świętego, by pomógł wam lepiej poznać Chrystusa, abyście się stali Jego prawdziwymi uczniami. Nie lękajcie się ewangelizować tam, gdzie żyjecie.
 
 
Streszczenie po angielsku:
 
Drodzy bracia i siostry: W naszej katechezie o Credo prowadziliśmy rozważania o osobie i dziele Ducha Świętego, którego Jezus nazywa „Duchem Prawdy” (por. J 16,13). W czasach tak sceptycznych wobec prawdy, wierzymy nie tylko w to, że prawda istnieje, ale także w to, iż opiera się ona na wierze w Jezusa Chrystusa, wcielonego Syna Bożego. Duch Święty prowadzi nas do Jezusa, prowadzi On cały Kościół ku pełni prawdy. Jako „Pocieszyciel”, Pomocnik zesłany przez zmartwychwstałego Pana, przypomina nam słowa Chrystusa i przekonuje o ich zbawczej prawdzie. Jako źródło naszego nowego życia w Chrystusie, budzi On w naszych sercach nadprzyrodzony „zmysł wiary”, który pozwala nam trzymać się mocno Słowa Bożego, dochodzić do głębszego zrozumienia jego znaczenia i stosować je w codziennym życiu. Zadajmy sobie pytanie: czy ja naprawdę jestem otwarty, jak Maryja Panna, na moc Ducha Świętego? Także teraz, wraz z Ojcem i Synem, Duch mieszka w naszych sercach. Prośmy Go, aby prowadził nas do całej prawdy i pomagał wzrastać w przyjaźni z Chrystusem poprzez codzienną modlitwę, czytanie Pisma Świętego i celebrację sakramentów.
 
Serdecznie pozdrawiam licznych pielgrzymów języka angielskiego obecnych na dzisiejszej audiencji, szczególnie przybyłych z Anglii, Szkocji, Australii, Indii, Wietnamu, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Gdy Kościół przygotowuje się do celebrowania Zesłania Ducha Świętego w dniu Zielonych Świąt, życzę, by jego dary mądrości, radości i pokoju towarzyszyły wam i waszym rodzinom na drodze wiernego kroczenia za Chrystusem. Niech Bóg was błogosławi!
 
 
Streszczenie po niemiecku:
 
Umiłowani bracia i siostry, w dniu dzisiejszym pragniemy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób Duch Święty działa w Kościele i w nas. Jezus obiecuje uczniom, iż Duch Święty „doprowadzi ich do całej Prawdy.” (J 16,13) Benedykt XVI wiele razy przestrzegał przed relatywizmem, który zakłada, iż nie ma nic pewnego, prawda jest jedynie produktem porozumienia bądź wytworem własnej woli. Już Piłat pytał Jezusa „cóż to jest prawda?”. Nie uznawał prawdy, choć stał przed nim Jezus, Prawda wcielona. Syn Boży dla nas „stał się Ciałem” (J 1,14), mieszkał pomiędzy nami, abyśmy mogli rozpoznać osobową Prawdę. Takiego poznania udziela nam Duch Święty On, oświecając oraz ożywiając nas wewnętrznie, prowadzi nas „w” Prawdzie oraz „ku” Prawdzie. W jaki sposób może zabłysnąć w nas światło Ducha Świętego? Podam trzy konkretne podpowiedzi: czytajmy Pismo św., studiujmy katechizm oraz przystępujmy często do sakramentów świętych. Wszystko to zaś niech będzie otoczone modlitwą. W ten sposób otwieramy Duchowi Świętemu nasze serce, a On czyni z nas autentycznych chrześcijan oraz wiernych uczniów Jezusa.
 
Kieruję serdeczne pozdrowienia do pielgrzymów języka niemieckiego, w szczególności do nowo ochrzczonych dorosłych z diecezji Magdeburg. Przez dziewięć dni, które poprzedzają Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, wspominamy Apostołów i Maryję, Matkę Pana, którzy prosili o Ducha Świętego. Także my chcemy jednoczyć się w tych dniach z Maryją i całym Kościołem, by wypraszać ten cenny dar pocieszenia i męstwa dla naszej wiary. Niech Bóg was błogosławi!
 
 
Streszczenie po hiszpańsku:
 
Drodzy bracia i siostry! Dziś, zbliżając się do uroczystości Pięćdziesiątnicy, pragnąłbym mówić o Duchu Świętym, który prowadzi Kościół i każdego z nas do pełni Prawdy. W obecnym czasie naznaczonym relatywizmem konieczne jest, byśmy tak jak Piłat stawiali pytanie: „Cóż to jest Prawda?”. Prawda pisana wielką literą nie jest ideą, jaką sobie tworzymy czy na jaką się zgadzamy, ale jest osobą, z jaką się spotykamy. Chrystus jest Prawdą, która stała się Ciałem. I Duch Święty sprawia, że przyjmujemy Go i wyznajemy jako Pana. Duch Święty przypomina nam słowa Jezusa i zapisuje je w naszych sercach. On jest prawem zapisanym w naszym wnętrzu, tam gdzie podejmujemy nasze decyzje. Poza tym Duch Święty prowadzi nasz rozum do pełni Prawdy. On jest tym, który u wierzących rozbudza pragnienie wiary, tworząc coraz głębszą komunię z Chrystusem. Poprzez Ducha Świętego, Ojciec i Syn zamieszkują w nas.
 
W tym Roku Wiary szczególnie przyzywajmy obecności Ducha Świętego, by nas prowadził i wspierał na drodze uczniów [Chrystusa].
 
Pozdrawiam serdecznie pielgrzymów języka hiszpańskiego w szczególności pochodzących z Hiszpanii, Meksyku, Hondurasu, Paragwaju, Argentyny i innych krajów latynoamerykańskich. Prośmy Dziewicę Maryję, by uczyniła nas otwartymi na działanie Ducha Świętego, abyśmy tak jak Ona z pełną dyspozycyjnością odpowiedzieli „tak” na Boże plany w naszym życiu. Dziękuję bardzo!
 
 
Streszczenie po portugalsku:
 
Drodzy bracia i siostry! Duch Święty prowadzi Kościół i każdego z nas do Prawdy. W epoce takiej jak nasza, w której panuje relatywizm, ważne jest pamiętać, że Duch Święty jest tym, który pozwala nam spotkać Prawdę. Mieć spotkanie z Prawdą, która stała się Ciałem: Jezusem Chrystusem. W rzeczywistości działanie Boskiego Parakleta polega na przypominaniu i wyciskaniu w sercach wiernych słów Jezusa, sprawiając, że te staną się fundamentem i drogowskazem chrześcijańskiego życia. We wnętrzu nas samych rodzą się nasze działania; w sercu, które powinno nawrócić się do Boga, i Duch Święty przemieni je, jeśli my otworzymy się na Jego działanie. W trwającym Roku Wiary jesteśmy zaproszeni do tego, byśmy podążając za przykładem posłuszeństwa Najświętszej Maryi Panny, pozwolili napełnić się światłem Ducha Świętego, poddając się Jego działaniu, starając się bardziej poznać Chrystusa i prawdy wiary poprzez medytację Pisma Świętego, studiowanie katechizmu i częstsze uczestnictwo w sakramentach.
 
Drodzy pielgrzymi języka portugalskiego, a w szczególności grupy z Brazylii: witam was serdecznie. W waszym przygotowaniu do uroczystości Zesłania Ducha Świętego proście częściej Ducha Świętego, aby On prowadził was drogą uczniów Jezusa, od których oczekuje się, by byli chrześcijanami we wszystkich okolicznościach i wyborach życiowych. Niech Bóg was błogosławi!
 
 
Pozdrowienie wiernych języka arabskiego:
 
Drodzy bracia i siostry języka arabskiego, pozwólmy się ogarnąć światłu Ducha Świętego, aby nas doprowadził do Prawdy Boga, jedynego Pana naszego życia. W trwającym Roku Wiary chrześcijański lud jest wezwany, aby pogłębił znajomość Chrystusa i prawd wiary, szczególnie poprzez rozważanie Pisma Świętego i korzystanie z sakramentów. Pamiętajcie, że nie można być chrześcijanami „chwilowo” (na jakiś czas), w niektórych okolicznościach, w niektórych wyborach; trzeba być chrześcijaninem w każdej chwili! Wszystkim udzielam błogosławieństwa apostolskiego.
 
 
Streszczenie po polsku:
 
Drodzy bracia i siostry! W dzisiejszej katechezie Ojciec Święty przypomniał o mocy i działaniu Ducha Świętego, który prowadzi Kościół i każdego z nas do Prawdy. Żyjemy w czasach relatywizmu. Słyszymy, że nie ma nic definitywnego. Wielu ludzi jak Poncjusz Piłat pyta dzisiaj: „Cóż to jest prawda?”, nie potrafi dostrzec w Jezusie oblicza prawdy, które jest obliczem Boga, nie potrafi zrozumieć, że Prawdą jest sam Chrystus. To Duch Święty budzi w sercach „zmysł wiary”, sprawia, że w Jezusie rozpoznajemy Prawdę, wyznajemy, że „On jest Panem”, wchodzimy w coraz głębszą komunię z Nim, żyjemy na co dzień prawem Ewangelii, które staje się dla nas kryterium oceny podejmowanych wyborów, zasadą życia, wezwaniem do nawrócenia. Uczmy się od Maryi, Bożej Matki, całkowitego zawierzenia woli Boga i mocy Ducha Świętego. Przez Niego zamieszkują w nas Bóg Ojciec i Syn; żyjemy w Bogu i w jedności z Nim. Zapytajmy w Roku Wiary samych siebie, czy Bóg jest w moim życiu najważniejszy i co robię, by kierować się wiarą w wypełnianiu moich codziennych zadań. Prośmy Ducha Świętego, by prowadził nas drogą wiernych uczniów Chrystusa.
 
Ojciec Święty:
Witam serdecznie polskich pielgrzymów. Pozdrawiam członków Stowarzyszenia „Civitas Christiana” ze Szczecina, organizatorów wielotysięcznego Marszu dla Życia, który od wielu lat odbywa się w tym mieście. Niech ta inicjatywa przypomina wszystkim o potrzebie szacunku dla życia ludzkiego i jego obrony od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Błagajmy Ducha Świętego, by ludzkie serca przenikała Prawda, która wyzwala, i Miłość Boża, która czyni nas zdolnymi, by być świadkami Ewangelii. Z serca wszystkim błogosławię.
 
 
Ojciec Święty do wiernych języka włoskiego:
 
Kieruję serdeczne słowa powitania do licznych pielgrzymów języka włoskiego. Z serca pozdrawiam wspólnoty parafialne z ich kapłanami, stowarzyszenia, grupy i pielgrzymów indywidualnych. W szczególności pozdrawiam wiernych z diecezji Arezzo-Cortona-San Sepolcro, Chieti-Vasto, Pitigliano-Sovana-Orbetello wraz z ich pasterzami i zachęcam do bycia wyraźnymi znakami miłości Bożej i narzędziami pokoju w każdym środowisku, także w tym trudniejszym.
 
Szczególne słowa kieruję do biskupów, kapłanów i wiernych przybyłych z Sardynii: drodzy przyjaciele, dziękuję wam za waszą obecność i z serca powierzam was i wasze wspólnoty macierzyńskiemu wstawiennictwu Najświętszej Dziewicy, którą czcicie pod wezwaniem “Madonna di Bonaria”. W tym kontekście chciałbym ogłosić, że pragnę odwiedzić sanktuarium w Cagliari – prawie już pewne, że będzie to miało miejsce we wrześniu – gdyż między miastem Buenos Aires a Cagliari istnieje więź braterstwa na bazie starej historii. Właśnie w chwili założenia miasta Buenos Aires, jego założyciel chciał nazwać je miastem “Trójcy Przenajświętszej”, ale marynarze, którzy go przywieźli pochodzili z Sardynii i chcieli, aby nazywało się miastem “Matki Bożej od Dobrego Powietrza” [z wł. Madonna di Bonaria ]. Między nimi doszło do dyskusji, która zakończyła się ostatecznie kompromisem i w ten sposób nazwa miasta stała się bardzo długa: “Miasto Trójcy Przenajświętszej i port Matki Bożej od Dobrego Powietrza”. Z długiej nazwy pozostały tylko dwa ostatnie słowa: Bonaria. Buenos Aires (dobre powietrze), na pamiątkę waszej ikony Madonna di Bonaria.
 
Serdecznie pozdrawiam wszystkich studentów, a szczególnie uczniów licznych szkół katolickich. Szkoła katolicka stanowi cenną rzeczywistość dla całej społeczności przede wszystkim poprzez posługę wychowawczą, którą spełnia we współpracy z rodzinami. Dobrze, aby jej rola została uznana we właściwy sposób.
 
Na koniec pozdrawiam ludzi młodych, chorych i nowożeńców. W obecnym miesiącu maju, drodzy młodzi, starajcie się naśladować dziewczynę z Nazaretu, Maryję. Ona zaprasza was do bycia prostymi, czystymi w sercu i do wnoszenia promieni pogody tam, gdzie jest smutek i samotność. Wam, drodzy chorzy, życzę, abyście z pomocą Maryi przeżywali waszą sytuację w ufnym powierzeniu się naszemu Panu. A wy, drodzy nowożeńcy, starajcie się zawsze znajdować radość i wsparcie we wzajemnej wierności.
 
radiomaryja.pl
____________________________________________________________________________
12. maja 2013 r.
 
 
Homilia papieża Franciszka
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
 
 
Drodzy bracia i siostry!
 
         W tę siódmą  niedzielę okresu wielkanocnego zgromadziliśmy się z radością, aby obchodzić święto świętości. Dziękujemy Bogu, który sprawił, że zabłysła Jego chwała, chwała Miłości nad męczennikami z Otranto, Matką Laurą Montoya i Matką Marią Guadalupe García Zavala. Pozdrawiam was wszystkich, którzy przybyliście na to święto – z Włoch, Kolumbii, Meksyku i z innych krajów. Dziękuję wam za przybycie!
 
          W tej chwili pragniemy spojrzeć na nowych świętych w świetle usłyszanego Słowa Bożego, Słowa, które nas zachęciło do wierności Chrystusowi, aż do śmierci. Przypomniało nam ono pilność i piękno niesienia Chrystusa i Jego Ewangelii wszystkim. Mówiło nam o świadectwie miłosierdzia, bez którego nawet męczeństwo i misja tracą swój chrześcijański smak.
 
           Dzieje Apostolskie opowiadając nam o pierwszym męczenniku, diakonie Szczepanie, podkreślają, że był on „pełen Ducha Świętego” (6,5; 7,55). Co to znaczy? Oznacza to, że był on pełen Bożej Miłości, że cała jego osoba, jego życie było ożywiane Duchem Chrystusa zmartwychwstałego, do tego stopnia, że podążał on w całkowitej wierności za Jezusem, aż do daru z siebie.
 
          Dzisiaj Kościół proponuje, abyśmy oddawali cześć rzeszy męczenników, którzy zostali powołani razem do najwyższego świadectwa Ewangelii w roku 1480. Około 800 osób, które ocalały z oblężenia i najazdu na Otranto ze strony Ottomanów i zostały ścięte w pobliżu tego miasta. Odmówiły zaparcia się swojej wiary i zmarły wyznając wiarę w Chrystusa zmartwychwstałego. Gdzie znajdowały siłę, aby wytrwać w wierności? Właśnie w wierze, która pozwala spoglądać poza ograniczenia naszego ludzkiego spojrzenia, poza granicę życia doczesnego, pozwala kontemplować „niebo otwarte” – jak mówi święty Szczepan – oraz Chrystusa stojącego po prawicy Ojca. Drodzy przyjaciele, zachowujmy otrzymaną wiarę, odnówmy naszą wierność Panu, także pośród przeszkód i nieporozumień. Bóg nigdy nie odmówi nam mocy i pogody ducha.
 
            Oddając cześć męczennikom z Otranto, prośmy Boga, aby wspierał tak wielu chrześcijan, którzy nadal doznają przemocy i obdarzył ich męstwem wierności oraz, aby umieli dobrem odpowiadać na zło.
 
            Drugą myśl możemy wydobyć ze słów Jezusa usłyszanych w Ewangelii: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno” (J 17, 20-21). Święta  Laura Montoya była narzędziem ewangelizacji najpierw jako nauczycielka a następnie jako duchowa matka ludów pierwotnych, którym wszczepiła nadzieję, przyjmując ich z miłością, której nauczyła się od Boga i prowadząc ich do Niego ze skutecznością pedagogiczną, szanującą ich kulturę, której się nie przeciwstawiała. W swym dziele ewangelizacyjnym Matka Lura uczyniła siebie prawdziwie wszystkim dla wszystkich, zgodnie ze słowami św. Pawła ( por. 1 Kor 9,22). Także i dziś jej córki duchowe żyją i niosą Ewangelię w miejscach najbardziej ukrytych i potrzebujących pomocy, jako swego rodzaju awangarda Kościoła.
 
        Ta pierwsza święta urodzona na pięknej ziemi kolumbijskiej uczy nas wielkoduszności wobec Boga, byśmy nie przeżywali wiary samotnie – tak, jak byłoby możliwe przeżywianie wiary w sposób wyizolowany – ale aby ją przekazywać, aby nieść radość Ewangelii słowami i świadectwem życia w każde środowisko w którym się znajdujemy. Uczy nas dostrzegania oblicza Jezusa odzwierciedlonego w bliźnim, przezwyciężania obojętności i indywidualizmu, przyjmując wszystkich bez uprzedzeń ani też przymusu, z miłością, dając im to, co w nas najlepsze, a nade wszystko dzieląc z nimi to co mamy najcenniejszego: Chrystusa i Jego Ewangelię.
 
         Wreszcie trzecia myśl. W dzisiejszej Ewangelii Jezus modli się do Ojca następującymi słowami:  „Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17, 26). Wierność męczenników aż do śmierci i głoszenie Ewangelii wszystkim mają swoje zakorzenienie w miłości Boga wylanej w nasze serca za pośrednictwem Ducha Świętego (por. Rz 5,5) i w świadectwie jakie powinniśmy dać tej miłości w naszym codziennym życiu. Dobrze to wiedziała święta Maria Guadalupe García Zavala. Rezygnując z wygodnego życia, aby pójść za wezwaniem Jezusa, uczyła umiłowania ubóstwa, aby bardziej kochać ubogich i chorych. Matka Lupita pochylała się na podłodze szpitala przed chorymi i opuszczonymi, aby posługiwać im z czułością i współczuciem. Także i dziś jej duchowe córki starają się odzwierciedlać miłość Boga w dziełach miłosierdzia, nie szczędząc poświęceń i z łagodnością, apostolską wytrwałością (hypomenê) i męstwem stawiają czoła wszelkim przeszkodom.
 
           Ta nowa meksykańska święta zachęca nas, abyśmy miłowali, tak jak umiłował nas Jezus, a to oznacza nie zamykanie się w sobie, w swoich problemach, swoich pomysłach, swoich zainteresowaniach, ale wyjście i wyruszenie na spotkanie tych, którzy potrzebują uwagi, zrozumienia, pomocy, aby im nieść serdeczną bliskość miłości Boga, poprzez gesty wrażliwości i szczerej miłości.
 
            Wierność Chrystusowi i jego Ewangelii, aby Go głosić słowem i życiem, świadcząc miłość Boga naszą miłością, naszym miłosierdziem wobec wszystkich: ich świetliste wzory i nauką dają nam  ogłoszeni dziś święci. Jednocześnie wzbudzają oni pytania dotyczące naszego życia chrześcijańskiego: Jak ja jestem wierny Chrystusowi? Czy jestem zdolny, by „ukazać”moją wiarę z szacunkiem, ale także męstwem? Czy jestem wrażliwy na innych, czy zdaję sobie sprawę, kto potrzebuje pomocy, czy we wszystkich dostrzegam braci i siostry, których należy miłować? Prośmy przez wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny i nowych świętych, aby Pan napełnił nasze życie radością swojej miłości.
 
radio vaticana
 
 _____________________________________________________________________
08. maja 2013 r.
 
PAPA FRANCESCO
UDIENZA GENERALE
 
 
Drodzy Bracia i Siostry,
 
          Okres Wielkanocny, który z radością przeżywamy, prowadzeni przez liturgię Kościoła, jest w najwyższym tego słowa znaczeniu czasem Ducha Świętego, udzielonego „bez miary” (J 3,34) przez Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Ten czas łaski kończy się świętem Zesłania Ducha Świętego, w którym Kościół przeżywa na nowo zesłanie Ducha na Maryję i apostołów zebranych na modlitwie w Wieczerniku. Ale kim jest Duch Święty? W Credo z wiarą wyznajemy: „wierzę w Ducha Świętego, który jest Panem i daje życie”. Pierwsza prawda, którą wyznajemy w Credo to ta, że Duch Święty jest Panem (Kyrios). Oznacza to, że jest On prawdziwym Bogiem, tak jak Ojciec i Syn, jest adresatem aktu adoracji i uwielbienia z naszej strony, które kierujemy ku Ojcu i Synowi. Duch Święty jest więc trzecią Osobą Trójcy Świętej, jest wielkim darem Chrystusa Zmartwychwstałego, który otwiera nasz umysł i serce na wiarę w Jezusa jako Syna posłanego przez Ojca i prowadzi nas do przyjaźni i komunii z Bogiem. Ale chciałbym zatrzymać się przede wszystkim na tym fakcie, że Duch Święty jest niewyczerpanym źródłem życia Bożego w nas. Człowiek w każdym czasie i miejscu pragnie życia pełnego i pięknego, sprawiedliwego i dobrego, życia, które nie jest zagrożone przez śmierć, ale może dojrzewać i wzrastać aż do swej pełni. Człowiek jest jak wędrowiec, który przechodząc przez życiowe pustynie pragnie wody żywej, tryskającej i świeżej, która jest w stanie zaspokoić głębokie pragnienie światła, miłości, piękna i pokoju.
 
           Wszyscy odczuwamy to pragnienie! I Jezus daje nam tę wodę żywą: jest to Duch Święty, który pochodzi od Ojca i którego Jezus wlewa w nasze serca. “Przyszedłem, aby miały życie i miały je w obfitości” mówi nam Jezus (J 10, 10). Jezus obiecuje Samarytance, że da jej “wody żywej” w obfitości i na zawsze, dla wszystkich tych, którzy uznają w Nim za Syna posłanego przez Ojca, aby nas zbawić (por. J 4,5 do 26, 3, 17). Jezus przyszedł, aby dać wodę żywą, którą jest Duch Święty, aby nasze życie było prowadzone przez Boga, ożywiane przez Boga, karmione przez Boga. Kiedy mówimy, że chrześcijanin jest człowiekiem duchowym, mamy na myśli to, że chrześcijanin to człowiek, który myśli i działa zgodnie z Bogiem, zgodnie z Duchem Świętym (tak jak chce Bóg). Czy my myślimy zgodnie z Bogiem? Działamy zgodnie z Bogiem? Czy też pozwalamy się prowadzić przez tak wiele innych rzeczy, które nie są Bogiem? W tym momencie możemy zadać sobie pytanie: dlaczego woda /żywa/ może całkowicie ugasić nasze pragnienie? Wiemy, że woda jest niezbędna do życia, bez wody umieramy, gasi ona pragnienie, obmywa, czyni ziemię urodzajną. W Liście do Rzymian znajdujemy to wyrażenie: “miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany” (5,5). Woda żywa, Duch Święty, to dar Zmartwychwstałego, który zamieszkuje w nas, oczyszcza, oświeca, odnawia i przemienia, ponieważ czyni nas uczestnikami życia samego Boga, który jest Miłością. Dlatego Apostoł Paweł mówi, że życie chrześcijanina jest ożywiane przez Ducha i przez Jego owoce, którymi są “miłość: radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (Gal 5, 22-23). Duch Święty czyni nas jednością jako “dzieci w Synu Jednorodzonym”. W innym fragmencie listu do Rzymian, o który wspominaliśmy wielokrotnie, Paweł streszcza to w tych słowach: “wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. … otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: “Abba, Ojcze!” Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale. (8, 14-17).
       
          Jest to pierwszy cenny dar, który Duch Święty wnosi w nasze serca: życie samego Boga, życie prawdziwych dzieci, relacja zaufania, wolności i ufności w miłość i miłosierdzie Boże, którego owocem jest nowe spojrzenie na innych, bliskich i dalekich, postrzeganych zawsze jako braci i siostry w Jezusie, których trzeba szanować i kochać. Duch Święty uczy nas patrzeć oczyma Chrystusa, przeżywać życie jak Chrystus, rozumieć życie tak, jak rozumiał je Chrystus. Dlatego woda żywa, którą jest Duch Święty nasyca nasze życie – ponieważ mówi nam, że jesteśmy kochani przez Boga, jako dzieci, że możemy kochać Boga jako Jego dzieci i że dzięki Jego łasce możemy żyć jak dzieci Boże, jak Jezus. Słuchajmy Ducha Świętego, który mówi nam: Bóg cię kocha, miłuje ciebie. Czy kochamy prawdziwie Boga i innych tak jak Jezus?
 
 
do pielgrzymów polskich:
 
Drodzy bracia i siostry,
 
           W Credo wyznajemy: „Wierzę w Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela”. Duch Święty jest Panem, to znaczy, że jest On naprawdę Bogiem, tak jak nim są Ojciec i Syn. Duch Święty jest trzecią Osobą Trójcy Świętej, Jest wielkim darem Zmartwychwstałego Chrystusa, który otwiera nasze umysły i serca na wiarę w Jezusa jako Syna posłanego przez Ojca i prowadzącym nas do przyjaźni, do komunii z Bogiem. Jest niewyczerpanym źródłem życia Bożego w nas. Zamieszkuje w nas, oczyszcza nas, oświeca, odnawia, przemienia i czyni nas uczestnikami życia samego Boga, który jest miłością. Dlatego Apostoł Paweł mówi, że życie chrześcijanina jest ożywiane przez Ducha Świętego i przez jego owoce, którymi są „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Gal 5, 22-23). Duch Święty uczy nas spoglądać oczyma Chrystusa, przeżywać życie tak, jak przeżywał je Chrystus, pojmować je tak, jak je pojmował Chrystus. Duch przekonuje nas, że jesteśmy kochani przez Boga, jako Jego dzieci, że możemy kochać Boga jako Jego dzieci, i że za Jego łaską możemy żyć jako dzieci Boże w Chrystusie.
 
Ojciec Święty:
 
             Witam polskich pielgrzymów. Drodzy bracia i siostry, dziś Kościół w Polsce przeżywa uroczystość św. Stanisława Biskupa i Męczennika, patrona Krakowa i wszystkich Polaków. Jego troska o człowieka i o zachowanie ładu moralnego w życiu społecznym niech będzie dla was przykładem i natchnieniem w działaniu dla dobra rodaków i ojczyzny, a jego opieka i wstawiennictwo niech stale wam towarzyszą i będą źródłem łaski. Umocnieni Duchem Świętym trwajcie w wierze i miłości! Niech Bóg wam błogosławi!
 
_______________________________________________________________________
05. maja 2013 r.
 

REGINA COELI


Ojciec Święty Franciszek

 

         W tym czasie głębokiej komunii w Chrystusie czujemy, że żywa jest pośród nas także duchowa obecność Maryi Dziewicy. Obecność macierzyńska, bliska, szczególnie dla was, którzy należycie do Bractwa. Miłość do Matki Bożej jest jedną z cech charakterystycznych pobożności ludowej, która wymaga docenienia i dobrego ukierunkowania. W związku z tym zapraszam do refleksji nad ostatnim rozdziałem konstytucji Soboru Watykańskiego II o Kościele, Lumen gentium, który mówi właśnie o Maryi w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Powiedziane tam jest, że Maryja „kroczyła naprzód w pielgrzymce wiary” (nr 58). Drodzy przyjaciele, w Roku Wiary pozostawiam wam tę ikonę Maryi pielgrzymującej, która podąża za Synem Jezusem i uprzedza nas wszystkich na drodze wiary.
 
         Dzisiaj Kościoły wschodnie, które kierują się kalendarzem juliańskim, obchodzą święta Wielkanocy. Chciałbym przesłać tym naszym braciom i siostrom specjalne pozdrowienie, jednocząc się z całego serca z nimi w głoszeniu radosnej nowiny: Chrystus zmartwychwstał! Zgromadzeni na modlitwie wokół Maryi, prośmy Boga o dar Ducha Świętego, Pocieszyciela, aby pocieszał i dodawał otuchy wszystkim chrześcijanom, zwłaszcza tym, którzy obchodzą Paschę pośród trudnych doświadczeń i cierpień, i aby prowadził drogą pojednania i pokoju.
 
          Wczoraj w Brazylii została ogłoszona Błogosławioną Franciszka de Paula de Jesus, zwana “Nha Chica”. Jej proste życie było całkowicie poświęcone Bogu i miłości bliźniego, tak, że nazywano ją “matką ubogich”. Łączę się z Kościołem w Brazylii w radości z tej jaśniejącej uczennicy Pana.
 
           Pozdrawiam serdecznie wszystkie obecne Bractwa, które przybyły z wielu krajów. Dziękuję za wasze świadectwo wiary! Pozdrawiam również grupy parafialne i rodziny, a także wielką gamę różnych zespołów i stowarzyszeń Strzelców z Niemiec.
 
           Szczególne pozdrowienie kieruję dziś do stowarzyszenia “Meter” w Dniu poświęconemu dzieciom ofiar przemocy. Z tej okazji kieruję słowo pozdrowień do tych wszystkich, którzy ucierpieli i cierpią z powodu nadużyć. Pragnę zapewnić ich, że są obecni w moich modlitwach, ale chciałbym też powiedzieć dobitnie, że wszyscy musimy zaangażować się z przejrzystością i odwagą, aby każda osoba, a zwłaszcza dzieci, które należą do najbardziej narażonych, była zawsze chroniona i broniona. Pragnę również dodać otuchy pacjentom z nadciśnieniem płucnym i ich rodzin.
 
 
radiomaryja.pl
_______________________________________________________________________________
05. maja 2013 r.
 
Homilia Ojca Świętego wygłoszona podczas Mszy św. dla członków Bractw
 

Drodzy bracia i siostry!

 

        Cieszę się, że w trakcie Roku Wiary mogę sprawować tę Eucharystię poświęconą szczególnie bractwom. Są one w Kościele instytucją tradycyjną, która w ostatnich czasach zaznała odnowy i ponownego odkrycia. Wszystkich was serdecznie pozdrawiam, a zwłaszcza bractwa przybyłe z różnych części świata! Dziękuję za waszą obecność i za wasze świadectwo!

 

          W Ewangelii usłyszeliśmy fragment z mów pożegnalnych Pana Jezusa, które św. Jan umieścił w kontekście Ostatniej Wieczerzy. Jezus powierza apostołom, zanim ich opuści, swoje ostatnie myśli, jako testament duchowy. Dzisiejszy tekst podkreśla fakt, że wiara chrześcijańska jest cała skoncentrowana na relacji z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Ten, kto kocha Pana Jezusa przyjmuje w sobie Jego i Ojca, a dzięki Duchowi Świętemu przyjmuje Ewangelię w swoim sercu i w swoim życiu. Tutaj jest nam wskazane centrum, z którego wszystko musi wychodzić i do którego wszystko musi prowadzić: miłować Boga, być uczniem Chrystusa żyjąc Ewangelią. Benedykt XVI zwracając się do was użył tego słowa: ewangeliczność. Drodzy członkowie bractw! Pobożność ludowa, której jesteście ważnym przejawem, jest skarbem, jaki posiada Kościół, a który biskupi Ameryki Łacińskiej określili w znamienny sposób: jako duchowość, jako mistykę, będącą „przestrzenią spotkania z Jezusem Chrystusem”. Zawsze czerpcie z Chrystusa, który jest źródłem niewyczerpanym, umacniajcie waszą wiarę, dbając o formację duchową, modlitwę osobistą i wspólnotową, o liturgię. Przez wieki bractwa były miejscem, gdzie wykuwała się świętość tak wielu ludzi, którzy żyli z prostotą intensywną relacją z Panem. Stanowczo zmierzajcie do świętości. Nie zadowalajcie się przeciętnym życiem chrześcijańskim, lecz wasza przynależność niech będzie bodźcem przede wszystkim dla was, aby bardziej kochać Jezusa Chrystusa.

 

            Także wysłuchany przez nas fragment z Dziejów Apostolskich mówi nam o tym, co istotne. W rodzącym się Kościele od razu trzeba było rozpoznawać to, co jest istotne dla bycia chrześcijaninem, aby iść za Chrystusem, i to, co nie jest. Apostołowie i starsi zebrali się w tej sprawie na ważnym spotkaniu w Jerozolimie, na pierwszym „soborze” poświęconym tej kwestii, z powodu problemów jakie zrodziły się po tym, kiedy Ewangelia była głoszona poganom, nie-żydom. Stało się to opatrznościową okazją, aby lepiej zrozumieć co jest istotne, to znaczy wierzyć w Jezusa Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał za nasze grzechy i miłować się wzajemnie, tak jak On nas umiłował. Zauważcie jednak, że trudności zostały przezwyciężone nie na zewnątrz, lecz w obrębie Kościoła.  I tutaj właśnie jest drugi element, który chciałbym wam przypomnieć, jak uczynił to Benedykt XVI – to znaczy eklezjalność. Pobożność ludowa jest drogą, która prowadzi do tego, co istotne, jeśli jest przeżywana w Kościele w głębokiej komunii z waszymi pasterzami. Drodzy bracia i siostry: Kościół was kocha! Bądźcie aktywną obecnością w jego wspólnocie jako żywe komórki, jako kamienie żyjące. Biskupi Ameryki Łacińskiej napisali, że pobożność ludowa, której jesteście wyrazem, jest „pełnoprawnym sposobem przeżywania wiary, sposobem poczucia się częścią Kościoła”  (Dokument z Aparecidy, 264). Kochajcie Kościół! Dajcie się jemu prowadzić! W parafiach, diecezjach bądźcie prawdziwymi płucami wiary i życia chrześcijańskiego. Na tym placu widzę wielką różnorodność kolorów i znaków. Taki jest Kościół: jest wielkim bogactwem i różnorodnością wyrażeń, gdzie wszystko sprowadzone jest do jedności, do spotkania z Chrystusem.

 

           Chciałbym dodać trzecie słowo, które powinno was charakteryzować: misyjność. Macie misję szczególną i ważną, jaką jest podtrzymywanie żywej relacji między wiarą a kulturą narodu, do którego należycie, a czynicie to poprzez pobożność ludową. Kiedy niesiecie na przykład z wielką czcią i umiłowaniem Pana krzyż w procesji, nie dopełniacie jedynie jakiegoś aktu zewnętrznego. Wskazujecie na centralny charakter Paschalnego Misterium Pana, Jego męki, śmierci i zmartwychwstania, przez które nas odkupił, i wskazujcie samym sobie jako pierwszym a także wspólnocie, że trzeba iść za Chrystusem podążając praktyczną drogą życia, aby nas przemienił. Podobnie, kiedy okazujecie głębokie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, wskazujecie najwznioślejszą realizację życia chrześcijańskiego, Tę, która ze względu na swoją wiarą i posłuszeństwo woli Bożej, a także ze względu na rozważanie Słowa Bożego i działań Jezusa jest doskonałą uczennicą Pana (por. Lumen Gentium, 53). Tę wiarę, rodzącą się ze słuchania Słowa Bożego, wy ukazujecie w formach angażujących zmysły, uczucia, symbole różnych kultur …Czyniąc w ten sposób pomagacie w przekazaniu jej ludziom, zwłaszcza osobom prostym, tym których Jezus nazywa w Ewangelii „maluczkimi”. Rzeczywiście „wspólne pielgrzymowanie do sanktuariów i uczestnictwo w innych przejawach pobożności ludowej, zabierając ze sobą również dzieci i angażując inne osoby, jest samo w sobie działaniem ewangelizacyjnym” (Dokument z Aparecidy, 264). Także i wy bądźcie prawdziwymi ewangelizatorami! Niech wasze inicjatywy będą „pomostami”, drogami prowadzącymi do Chrystusa, aby z Nim iść. W tym duchu bądźcie też zawsze wrażliwi na miłosierdzie. Każdy chrześcijanin i każda wspólnota jest na tyle misyjna, na ile niesie i żyje Ewangelią i świadczy o miłości Boga wobec wszystkich, zwłaszcza tych, którzy  znajdują się w trudnej sytuacji. Bądźcie misjonarzami miłości i czułości Boga!

 
        Ewangeliczność, eklezjalność, misyjność. Prośmy Pana, aby zawsze ukierunkowywał naszą myśl i serce ku Niemu, jako żywe kamienie Kościoła, aby wszystkie nasze działania, całe nasze życie chrześcijańskie było jaśniejącym świadectwem Jego miłosierdzia i Jego miłości. W ten sposób będziemy podążać ku celowi naszej doczesnej pielgrzymki, do Jeruzalem niebieskiego. Tam nie ma żadnej świątyni: sam Bóg i Baranek są Jego świątynią, a światło Słońca i Księżyca ustępują miejsca chwale Najwyższego. Niech tak się stanie.
 
 
radiomaryja.pl
_______________________________________________________
01. maja 2013 r.
 

Audiencja generalna

 

Katecheza Ojca Świętego Franciszka

 
 

Drodzy bracia i siostry, Dzień dobry!

 

          Dzisiaj, 1 maja, obchodzimy wspomnienie świętego Józefa robotnika i rozpoczynamy miesiąc tradycyjnie poświęcony Matce Bożej. W naszym dzisiejszym spotkaniu chciałabym więc się skupić na tych dwóch postaciach, tak ważnych w życiu Jezusa, Kościoła i w naszym życiu, mówiąc pokrótce najpierw o pracy, a następnie o kontemplacji Jezusa.

 

          1. W Ewangelii świętego Mateusza, w jednym z wydarzeń, kiedy Jezus powraca do swojego rodzinnego Nazaretu i przemawia w synagodze, podkreślono zdumienie jego rodaków z powodu jego mądrości oraz pytanie, jakie sobie stawiają: „Czyż nie jest On synem cieśli?” (13,55). Jezus wkracza w nasze dzieje, przychodzi między nas, rodząc się z Maryi mocą Bożą, ale z obecnością świętego Józefa, ojca legalnego, który się nim opiekuje i uczy go również swego zawodu. Jezus rodzi się i żyje w rodzinie, w Świętej Rodzinie, ucząc się od św. Józefa zawodu cieśli, w warsztacie w Nazarecie, dzieląc z nim zaangażowanie, trud, satysfakcję, a także trudności każdego dnia.

 

           Przypomina to nam o godności i znaczeniu pracy. Księga Rodzaju mówi, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę powierzając im zadanie napełnienia ziemi i czynienia jej sobie poddaną. Nie oznacza to jej rabunkowej eksploatacji, ale pielęgnowanie i strzeżenie jej, dbanie o nią swoją własną pracą (por. Rdz 1, 28; 2, 15). Praca jest częścią planu miłości Boga. Jesteśmy powołani do pielęgnowania i strzeżenia wszystkich dóbr stworzenia i w ten sposób uczestniczymy w dziele stworzenia! Praca jest kluczowym elementem godności osoby. By posłużyć się obrazem, praca „namaszcza” nas godnością, napełnia nas godnością; czyni nas podobnymi do Boga, który pracował i pracuje, nieustannie działa (por. J 5,17). Pozwala ona utrzymać siebie, swoją rodzinę, przyczynić się do rozwoju naszej ojczyzny. W tym momencie myślę o trudnościach, na jakie napotyka dziś w różnych krajach świat pracy i przedsiębiorczości. Myślę o ludziach nie tylko młodych, pozbawionych pracy, bardzo często z powodu pewnej ekonomiczno-materialistycznej koncepcji społeczeństwa, dążącej do egoistycznego zysku, poza kryteriami sprawiedliwości społecznej. Pragnę skierować do wszystkich apel o solidarność, a do osób odpowiedzialnych za sprawy publiczne zachętę, by podjęli wszelkie możliwe wysiłki na rzecz pobudzenia na nowo zatrudnienia. Oznacza to troskę o godność osoby. Nade wszystko jednak chciałbym powiedzieć, by nie tracić nadziei. Także św. Józef miał trudne chwile, ale nigdy nie stracił ufności i umiał je przezwyciężyć, będąc pewnym, że Bóg nas nie opuszcza. Chciałbym się też zwrócić szczególnie do was dzieci i młodzieży: przykładajcie się do waszych codziennych obowiązków, do nauki, pracy, relacji przyjaźni, do pomocy innym ludziom. Wasza przyszłość zależy również od tego, jak potraficie przeżyć te cenne lata życia. Nie lękajcie się wysiłku, poświęcenia i nie patrzcie z lękiem w przyszłość. Podtrzymujcie żywą nadzieję: zawsze jest światło na horyzoncie.

 

            Jeszcze jedno słowo o innej szczególnej sytuacji pracy, która budzi mój niepokój: chodzi mi o to, co możemy określić jako „pracę niewolniczą”, pracę zniewalającą. Jak wiele osób na całym świecie jest ofiarami tego typu zniewolenia, gdzie osoba służy pracy, podczas gdy to praca powinna służyć osobom, aby miały godność. Wzywam braci i siostry w wierze i wszystkich ludzi dobrej woli do podjęcia zdecydowanej działań wymierzonych w handel ludźmi, w czym mieści się „praca niewolnicza”.

 

            2. Przechodzę do drugiej myśli: w ciszy codziennego działania, św. Józef wraz z Maryją mają jedno jedyne wspólne centrum uwagi: Jezusa. Towarzyszą oni i strzegą, z zaangażowaniem i czułością, rozwojowi Syna Bożego, który dla nas stał się człowiekiem, rozważając wszystko to, co się wydarzyło. W Ewangelii św. Łukasz podkreśla dwukrotnie postawę Maryi, a jest ona również postawą św. Józefa: „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (2,19. 51). Aby słuchać Pana, musimy nauczyć się kontemplować Go, dostrzec Jego nieustanną obecność w naszym życiu. Trzeba się zatrzymać, aby z Nim rozmawiać, wraz z modlitwą dać mu miejsce. Każdy z nas, także wy, tak licznie dziś obecni, dziewczęta i chłopcy oraz młodzi, powinien postawić sobie pytanie: jakie miejsce daję Bogu? Czy zatrzymuję się na rozmowę z Nim? Od pierwszych chwil, kiedy byliśmy mali, nasi rodzice przyzwyczajali nas do rozpoczynania i kończenia dnia modlitwą, aby nauczyć nas odczuwania, że towarzyszą nam przyjaźń i miłość Boga. Pamiętajmy więcej o Panu w naszym codziennym życiu!

 

          W rozpoczynającym się miesiącu – maju, chciałbym też przypomnieć o znaczeniu i pięknie modlitwy różańcowej. Odmawiając Zdrowaś Maryjo jesteśmy prowadzeni do kontemplacji tajemnic Jezusa, czyli do refleksji o centralnych wydarzeniach Jego życia, aby tak jak dla Maryi i świętego Józefa, był On centrum naszych myśli, naszej uwagi i naszego działania. Pięknie by było, gdyby zwłaszcza w maju, wspólnie odmawiano Święty Różaniec lub jakąś modlitwę do Jezusa i Maryi Panny w rodzinie, z przyjaciółmi, w parafii! Wspólna modlitwa jest cennym momentem, aby jeszcze bardziej umocnić życie rodzinne, przyjaźń! Uczmy się więcej modlić w rodzinie i jako rodzina!

 

            Drodzy bracia i siostry, prośmy św. Józefa i Maryję Pannę, aby nas nauczyli wierności naszym codziennym obowiązkom, przeżywania naszej wiary w działaniu każdego dnia i dawania więcej miejsca Panu w naszym życiu, zatrzymania się, aby kontemplować Jego oblicze. Dziękuję!

 
 
_____________________________________________________________________
28. kwietnia 2013
 

HOMILIA OJCA ŚWIĘTEGO
 

Drodzy bracia i siostry! Drodzy kandydaci bierzmowania!

Chciałbym wam zaproponować do rozważenia trzy proste i krótkie myśli.

         1. W drugim czytaniu usłyszeliśmy piękne widzenie św. Jana: niebo nowe i ziemia nowa, a dalej Miasto Święte zstępujące od Boga. Wszystko jest nowe, przekształcone w dobro, piękno, w prawdę: nie ma już więcej płaczu, żałoby … Jest to działanie Ducha Świętego: przynosi On nam Bożą nowość. Przychodzi do nas i sprawia, że wszystko staje się nowe, zmienia nas. A wizja św. Jana przypomina nam, że wszyscy jesteśmy w drodze do niebieskiej Jerozolimy, ostatecznej nowości dla nas i wszystkiego, co istnieje, szczęśliwego dnia, w którym będziemy mogli oglądać oblicze Pana, będziemy mogli być z Nim na zawsze, w Jego  miłości.

          Jak widzicie nowość Boga nie jest podobna do nowości doczesnych, które wszystkie są prowizoryczne, mijają i nieustannie szuka się ich coraz bardziej. Nowość, jaką Bóg obdarza nasze życie jest ostateczna, dotyczy nie tylko przyszłości, kiedy będziemy wraz z Nim, ale także dzisiaj: Bóg czyni wszystko nowym, Duch Święty przemienia nas naprawdę chce przemieniać świat w którym żyjemy, także poprzez nas. Otwórzmy mu drzwi, dajmy się Jemu prowadzić, pozwólmy, aby nieustanne działanie Boga uczynniło nas nowymi ludźmi, ożywianymi Bożą miłością, którą daje nam Duch Święty! Jakże było by to piękne, gdyby każdy z was, mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj w szkole, w domu, w pracy prowadzony przez Boga, uczyniłem gest miłości wobec kolegi, rodziców czy osoby starszej!

 

           2. Druga myśl: w pierwszym czytaniu Paweł i Barnaba stwierdzają, że “przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego” (Dz 14, 22). Droga Kościoła, a także nasza osobista droga chrześcijan nie zawsze jest łatwa, napotyka na trudności, uciski. Naśladowanie Pana, pozwolenie, aby Jego Duch przekształcał nasze strefy cienia, nasze zachowania, niezgodne z wolą Bożą i obmył nasze grzechy, to droga, która napotyka wiele przeszkód, poza nami, w świecie, w którym żyjemy, często nas nie rozumiejącym, a także w naszym wnętrzu, w naszym sercu. Ale trudności, uciski są częścią drogi, aby dotrzeć do chwały Bożej, tak jak miało to miejsce w przypadku Jezusa, który został uwielbiony na krzyżu. Napotkamy je zawsze w życiu!

 

           3. I tu dochodzę do ostatniego punktu. Jest to wezwanie, które kieruję do was, mających otrzymać bierzmowanie i do wszystkich: trwajcie na drodze wiary z mocną nadzieją w Panu. Na tym polega tajemnica naszej drogi! On daje nam odwagę, by iść pod prąd. Nie ma takich trudności, ucisków, nieporozumień, które mogłyby nas przerażać, jeśli trwamy zjednoczeni z Bogiem, tak jak latorośle są złączone z winnym krzewem, jeśli nie utracimy przyjaźni z Nim, jeśli dajemy Jemu coraz więcej miejsca w naszym życiu. Powinno to mieć miejsce także, wręcz nade wszystko, jeśli czujemy się biedni, słabi, grzeszni, ponieważ Bóg daje siłę naszej słabości, bogactwo naszemu ubóstwu, nawrócenie grzechowi. Ufajmy w Boże działanie! Z Nim możemy czynić wielkie rzeczy. Sprawi On, że odczujemy radość, iż jesteśmy Jego uczniami, Jego świadkami.

            Nowość Boga, ucisk w życiu, mocni w Panu. Drodzy przyjaciele, otwórzmy na oścież drzwi naszego życia na nowość Boga, którą daje nam Duch Święty, aby nas przekształciła, uczyniła  nas silnymi w uciskach, umocniła naszą więź z Panem, nasze mocne trwanie w Nim: to będzie prawdziwa radość! Amen.

 
______________________________________________________________________________
24. kwietnia 2013
 
Audiencja generalna 

Katecheza Ojca Świętego Franciszka
 

Drodzy bracia i siostry, Dzień dobry!

         W Credo wyznajemy, że Jezus “powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych”. Dzieje ludzkości rozpoczynają się wraz ze stworzeniem mężczyzny i kobiety na Boży obraz i podobieństwo, a kończą się wraz z Sądem Ostatecznym Chrystusa. Często zapominamy o tych dwóch biegunach historii, a przede wszystkim wiara w powtórne przyjście Chrystusa i w Sąd Ostateczny nie jest niekiedy zbyt wyraźna i mocna w sercach chrześcijan. Jezus, podczas życia publicznego często mówił o swoim ostatecznym przyjściu. Dzisiaj chciałbym się zastanowić się nad trzema tekstami ewangelicznymi, które nam pomagają wejść w tę tajemnicę: o dziesięciu pannach, o talentach i o Sądzie Ostatecznym. Wszystkie trzy są częścią mowy Jezusa o końcu czasów w Ewangelii według świętego Mateusza.

         Przede wszystkim należy pamiętać, że wraz z Wniebowstąpieniem Syn Boży zaniósł do Ojca nasze człowieczeństwo, które przyjął i chce przyciągnąć wszystkich do siebie, wezwać cały świat, aby był przyjęty w otwarte ramiona Boga, aby końcu dziejów wszystko, co istnieje zostało przekazane Ojcu. Jest jednakże ten “czas pośredni”, między pierwszym a ostatnim przyjściem Chrystusa. To właśnie jest czas, który przeżywamy. W tym kontekście mieści się przypowieść o dziesięciu pannach (por. Mt 25, 1-13). Chodzi o dziesięć dziewcząt oczekujących na przybycie Oblubieńca, który jednak się spóźnia, a one zasypiają. Kiedy nieoczekiwanie rozległo się wołanie, że Oblubieniec przybywa, wszystkie przygotowują się na Jego przyjęcie. Kiedy jednak pięć z nich, roztropnych ma oliwę, żeby zaopatrzyć swe lampy, to inne, głupie mają lampy zgaszone, bo nie mają oliwy. Kiedy poszły ją kupić nadszedł Oblubieniec, a panny głupie znalazły zamknięte drzwi prowadzące na ucztę weselną. Pukają natarczywie, ale jest już zbyt późno. Oblubieniec odpowiada: “nie znam was”. Oblubieńcem jest Pan, a czas oczekiwania na Jego przyjście jest czasem, który daje On nam wszystkim miłosiernie i cierpliwie, przed swoim ostatecznym przyjściem, czas czuwania. Jest to czas kiedy musimy podtrzymywać ogień w lampach wiary, nadziei i miłości, w którym trzeba mieć serce otwarte na dobro, piękno i prawdę. Czas, kiedy trzeba żyć według Boga, bo nie znamy dnia ani godziny powrotu Chrystusa. Wymaga się od nas, byśmy byli przygotowani na spotkanie, na to piękne spotkanie z Jezusem, co oznacza umiejętność dostrzeżenia znaków Jego obecności, podtrzymanie żywotności naszej wiary, przez modlitwę, sakramenty, być czuwającymi, aby nie zasnąć, aby nie zapomnieć o Bogu. Życie śpiących chrześcijan jest smutne. Chrześcijanin powinien być bowiem szczęśliwy, przeżywając Jezusową radość, a nie pogrążać się we śnie.

          Druga przypowieść, o talentach, każe nam zastanowić się nad związkiem między tym, jak wykorzystujemy dary otrzymane od Boga a Jego powrotem, kiedy postawi nam pytanie jak ich używaliśmy (por. Mt 25, 14-30). Dobrze znamy tę przypowieść: przed wyruszeniem w podróż pan przekazuje każdemu ze sług kilka talentów, aby były dobrze wykorzystane podczas jego nieobecności. Pierwszemu z nich przekazał pięć talentów, drugiemu dwa a trzeciemu jeden. W okresie nieobecności dwaj pierwsi słudzy pomnożyli swoje talenty – starożytne monety, natomiast trzeci wolał zakopać swój talent i przekazać go właścicielowi w stanie nienaruszonym. Po swym powrocie, pan osądził ich działania: pochwalił dwóch pierwszych, natomiast trzeciego wyrzucił w ciemności, bo lękając się ukrył swój talent, zamykając się w sobie. Chrześcijanin, który zamyka się w sobie, który ukrywa to wszystko, czym obdarzył go Pan, nie jest chrześcijaninem. Nie dziękuje Bogu za wszystko, co od Niego otrzymał. To nam mówi, że oczekiwanie na powrót Pana jest czasem działania. Żyjemy w czasie działania, czasie, w którym należy sprawić, by zaowocowały dary Boże, nie dla nas samych, lecz dla Niego, dla Kościoła, dla innych. Jest czasem, w którym trzeba zawsze się starać, by wzrastało dobro w świecie. A zwłaszcza dzisiaj, w tym czasie kryzysu, jest ważne, by nie zamykać się w sobie, zakopując swoje talenty, swoje bogactwa duchowe, intelektualne, materialne, to wszystko, czym obdarzył nas Pan, ale otworzyć się, być solidarnymi, zwracać uwagę na bliźniego. Na placu św. Piotra , jak zauważyłem, jest dziś wielu młodych. Czy to prawda? Jest was wielu? Gdzie jesteście? …Pytam was, będących na początku drogi życiowej: Czy myśleliście o talentach, jakimi obdarzył was Pan? Czy myśleliście, jak możecie służyć nimi innym? Nie zakopujcie talentów! Postawcie na wielkie ideały, te ideały, które poszerzają serce, te ideały służby, które uczynią wasze talenty płodnymi. Życie nie jest dane nam, po to, abyśmy je zazdrośnie chowali dla siebie samych, ale abyśmy je dawali. Drodzy młodzi, miejcie wielkiego ducha! Nie lękajcie się marzyć o rzeczach wielkich!

         Wreszcie słowo o fragmencie mówiącym o Sądzie Ostatecznym, w którym opisane jest drugie przyjście Pana, kiedy będzie On sądził wszystkie istoty ludzkie, żywych i umarłych (por. Mt 25,31-46). Ewangelista posługuje się obrazem pasterza, oddzielającego owce od kozłów. Po prawej stronie postawieni są ci, którzy działali zgodnie z wolą Boga, przychodząc z pomocą bliźnim głodnym, spragnionym, obcym, nagim, chorym, uwięzionym. Wspomniałem o cudzoziemcach. Myślę o tak wielu cudzoziemcach, obecnych tutaj, na terenie diecezji rzymskiej. Co dla nich czynimy? Natomiast po lewej stronie postawni są ci, którzy nie pospieszyli bliźniemu z pomocą. Mówi to nam, że będziemy sądzeni przez Boga z miłości, z tego jak miłowaliśmy Go obecnego w naszych braciach, zwłaszcza najsłabszych i potrzebujących. Oczywiście musimy zawsze pamiętać, że jesteśmy usprawiedliwieni, zbawieni przez łaskę, ze względu na akt bezinteresownej miłości Boga, która zawsze nas uprzedza. Sami nic nie możemy uczynić. Wiara jest nade wszystko darem, który otrzymaliśmy. Ale łaska Boża, aby przyniosła owoce, wymaga zawsze naszej otwartości na Niego, naszej wolnej i konkretnej odpowiedzi. Chrystus przychodzi, aby nam przynieść miłosierdzie zbawiającego Boga. Jesteśmy wezwani, aby powierzyć się Jemu, aby odpowiedzieć na dar Jego miłości poprzez dobre życie, na które składają się działania ożywiane wiarą i miłosierdziem.

          Drodzy bracia i siostry! Niech spoglądanie na Sąd Ostateczny nigdy nie napawa nas lękiem. Niech nas raczej pobudza do lepszego życia chwilą obecną. Bóg z miłosierdziem daje nam ten czas, abyśmy każdego dnia uczyli się rozpoznawać Go w ubogich i maluczkich, abyśmy zabiegali o dobro i czuwali na modlitwie i miłosierdziu. Oby Pan, u kresu naszego życia i historii mógł nas uznać za sługi dobre i wierne. Dziękuję.
vatican.va
___________________________________________________________________________________
21. kwietnia 2013

REGINA COELI
Ojciec Święty Franciszek
 

Drodzy bracia i siostry!

        Czwarta Niedziela Okresu Wielkanocnego odznacza się tym, że co roku czytana jest w tym dniu Ewangelia o Dobrym Pasterzu – z dziesiątego rozdziału Św. Jana. Dzisiejszy fragment Ewangelii przytacza następujące słowa Jezusa: “Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (10,27-30). W tych czterech wersetach zawarte jest całe przesłanie Jezusa, zawarte jest jądro Jego Ewangelii: On wzywa nas do uczestnictwa w swojej relacji z Ojcem i na tym polega życie wieczne.

           Jezus pragnie ustanowić ze swymi przyjaciółmi relację, która byłaby odbiciem tej relacji, jaką On sam ma z Ojcem: relację wzajemnego uczestnictwa w pełnej ufności, w wewnętrznej komunii. Aby wyrazić ten głęboki zamysł, tę relację przyjaźni, Jezus używa obrazu pasterza w odniesieniu do jego owiec: on woła je a one rozpoznają jego głos, odpowiadają na jego wezwanie i idą za nim. Przepiękna jest ta przypowieść! Wymowne jest misterium głosu: już od łona naszej matki uczymy się rozpoznawać jej głos i głos ojca; z tonacji głosu odczytujemy miłość lub niechęć,  gorące uczucie lub oziębłość. Głos Jezusa jest wyjątkowy! Jeśli nauczymy się go odróżniać, On poprowadzi nas drogą życia, drogą, która wiedzie ponad otchłanią śmierci.

           Ale Jezus w pewnym momencie mówi, odnosząc się do swoich owiec: “Mój Ojciec, który mi je dał…” (J 10,29). To jest bardzo ważne, to głęboka tajemnica, nie łatwa do zrozumienia: jeśli czuję się pociągany przez Jezusa, jeśli Jego głos rozgrzewa moje serce, dzieje się to dzięki łasce Boga Ojca, który zasiał w moim wnętrzu pragnienie miłości, prawdy, życia, piękna… a Jezus jest tym wszystkim w całej pełni! To pozwala nam zrozumieć misterium powołania, zwłaszcza powołań do szczególnej konsekracji. Czasem Jezus powołuje nas, wzywa do pójścia za Nim, ale bywa, że nie zdajemy sobie sprawy, że to On, dokładnie tak, jak przydarzyło się to młodemu Samuelowi. Dzisiaj na tym Placu jest wielu młodych ludzi. Chciałbym was zapytać: czy nie słyszeliście czasem głosu Pana przemawiającego poprzez jakieś pragnienie, niepokój, który zapraszał was do pójścia za Nim w bliższy sposób? Czy mieliście chęć zostać apostołami Jezusa? Młodość trzeba poświęcać na realizację wielkich ideałów. Zapytaj się Jezusa czego żąda od ciebie i bądź odważny!  Za i przed każdym powołaniem do kapłaństwa i życia konsekrowanego, stoi zawsze czyjaś mocna i intensywna modlitwa: babci, dziadka, matki, ojca, wspólnoty…  Oto dlaczego Jezus powiedział: “Proście pana żniwa – to znaczy Boga Ojca – aby posłał robotników na swoje żniwo” (Mt 9,38). Powołania rodzą się na modlitwie i z modlitwy; i tylko dzięki modlitwie mogą wytrwać i przynieść owoc. Chciałbym to podkreślić dzisiaj, gdy przeżywamy “Światowy Dzień Modlitw o powołania”. Módlmy się zwłaszcza za nowych kapłanów Diecezji Rzymskiej, których miałem szczęście wyświęcić dzisiejszego poranka. I wzywajmy wstawiennictwa Maryi, która jest Niewiastą, mówiącą “Tak”. Ona uczyła się rozpoznawać głos Jezusa, odkąd nosiła Go w swoim łonie. Niech Maryja pomoże nam rozpoznawać ciągle lepiej głos Jezusa i iść za Nim, abyśmy kroczyli drogą życia!

APEL

         Z wielką uwagą śledzę wydarzenia, które mają miejsce w Wenezueli. Towarzyszę im moim zaniepokojeniem, intensywną modlitwą i z nadzieją, że znajdą się właściwe i pokojowe środki dla przezwyciężenia tej poważnej sytuacji, jaką ten kraj przeżywa. Zapraszam umiłowany naród Wenezueli, a szczególnie odpowiedzialne instytucje i polityków, do stanowczego odrzucenia jakiejkolwiek przemocy i do podjęcia dialogu opartego na prawdzie, na wzajemnym poszanowaniu, na poszukiwaniu dobra wspólnego i na miłości do Narodu. Proszę wierzących o modlitwę i o działania na rzecz pojednania i pokoju. Zjednoczmy się na modlitwie pełnej nadziei za naród Wenezueli, oddając go w ręce Matki Bożej z Coromoto.

         Pamięcią ogarniam tych wszystkich, którzy dotknięci zostali trzęsieniem ziemi w rejonie południowo wschodniej części Chin Kontynentalnych. Módlmy się za ofiary i za wszystkich, którzy cierpią z powodu tego silnego trzęsienia ziemi.

         Dzisiaj po południu w Sondrio zostanie ogłoszony Błogosławionym ksiądz Nicolo’ Rusca, kapłan z Valtelliny żyjący na przełomie 16-go i 17-go wieku. Był on wieloletnim proboszczem w Sondrio i został zamordowany  w czasie walk polityczno-religijnych, które nękały wówczas Europę. Uwielbiajmy Pana za jego świadectwo życia.

          Serdecznie pozdrawiam wszystkich pielgrzymów przybyłych z różnych krajów: rodziny, liczne grupy parafialne, stowarzyszenia, bierzmowanych, szkoły. W szczególności pozdrawiam liczną grupę młodzieży przybyłą z Wenecji; katechetów z diecezji Gubbio na czele z ich biskupem; wspólnotę Seminaryjną z Lecce z ministrantami z diecezji, (przedstawicieli Lions Club z Włoch).

         W tym Światowym Dniu modlitw o powołania kapłańskie, który narodził się 50 lat temu z inicjatywy Ojca Świętego Pawła VI zapraszam wszystkich do szczególnej modlitwy, aby Pan posłał licznych robotników na swoje żniwo. Święty Hannibal Maria di Francia, apostoł modlitwy o powołania przypomina nam o tym ważnym zadaniu. 

          Wszystkim życzę dobrej niedzieli.
 
radiomaryja.pl

__________________________________________________________________________________
17. kwietnia 2013 r.
 
Audiencja generalna
Katecheza Ojca Świętego Franciszka
 
 
Drodzy Bracia i Siostry, dzień dobry!

          W Credo znajdujemy stwierdzenie, że Jezus «wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca». Szczytowym momentem ziemskiego życia Jezusa  jest wniebowstąpienie, kiedy przechodzi On z tego świata do Ojca i zostaje wywyższony po Jego prawicy. Jakie jest znaczenie tego wydarzenia? Jakie są jego konsekwencje dla naszego życia? Co to znaczy kontemplować Jezusa, który siedzi po prawicy Ojca? Niech  naszym przewodnikiem będzie tu  ewangelista Łukasz.

             Zacznijmy od chwili, w której Jezus postanawia odbyć swoją ostatnią pielgrzymkę do Jerozolimy. Św. Łukasz pisze: «Gdy dopełniały się dni Jego wzięcia [z tego świata], postanowił udać się do Jeruzalem» (9, 51). Podczas gdy «wstępuje» do Świętego Miasta, gdzie dokona się Jego «wyjście» z tego życia, Jezus widzi już cel, niebo, lecz wie dobrze, że droga, którą wróci do chwały Ojca, prowadzi przez krzyż, przez posłuszeństwo Bożemu zamysłowi miłości do ludzi. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że «wywyższenie na krzyżu oznacza i zapowiada wywyższenie Wniebowstąpienia» (n. 662). Również dla nas w naszym życiu chrześcijańskim musi być jasne, że wejście do chwały Boga wymaga codziennej wierności Jego woli, również wtedy, kiedy oznacza to konieczność ofiary, niekiedy wymaga zmiany naszych planów. Konkretnie wniebowstąpienie Jezusa dokonało się na Górze Oliwnej, blisko miejsca, gdzie udał się na modlitwę przed męką, by trwać w głębokiej jedności z Ojcem; jeszcze raz widzimy, że modlitwa daje nam łaskę, pozwalającą żyć w wierności wobec Bożego zamysłu.

             Na końcu swojej Ewangelii św. Łukasz opowiada o wydarzeniu wniebowstąpienia w sposób bardzo zwięzły. Jezus wyprowadził uczniów «ku Betanii i podniósłszy ręce, błogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jeruzalem, gdzie stale przebywali w świątyni, (…) błogosławiąc Boga» (24, 50-53); tak mówi św. Łukasz. Chciałbym zwrócić uwagę na dwa elementy tego opowiadania. Przede wszystkim podczas wniebowstąpienia Jezus czyni kapłański gest błogosławieństwa, i z pewnością uczniowie wyrażają swoją wiarę oddając pokłon, klękają z pochyloną głową. To jest pierwsza ważna rzecz: Jezus jest jedynym i odwiecznym Kapłanem, który przez swoją mękę przeszedł przez śmierć i grób, zmartwychwstał i wstąpił do nieba; jest u Boga Ojca, gdzie zawsze wstawia się za nami (por. Hbr 9, 24). Jak twierdzi św. Jan w swoim Pierwszym Liście, On jest naszym rzecznikiem: jak pięknie to usłyszeć! Kiedy człowiek zostaje wezwany do sądu lub wytacza komuś sprawę, pierwszą rzeczą, jaką robi, jest szukanie adwokata, który będzie go bronił. My mamy adwokata, który broni nas zawsze, broni nas przed podstępami diabła, broni nas przed nami samymi, przed naszymi grzechami! Drodzy bracia i siostry, mamy tego adwokata: nie bójmy się zwracać do Niego i prosić o przebaczenie, prosić o błogosławieństwo, prosić o miłosierdzie! On przebacza nam zawsze, jest naszym adwokatem: zawsze nas broni! Nie zapominajcie o tym! Wstąpienie Jezusa do nieba pozwala nam zatem poznać tę rzeczywistość, tak bardzo pocieszającą na naszej drodze: w Chrystusie, prawdziwym Bogu i prawdziwym człowieku, nasze człowieczeństwo zostało zaniesione przed oblicze Boga; On nam otworzył przejście; On jest jak lider grupy wspinaczkowej, który już dotarł na górę i przyciąga nas do siebie, by nas zaprowadzić do Boga. Jeśli powierzamy Jemu nasze życie, jeśli pozwalamy, by On nas prowadził, jesteśmy spokojni, że znajdujemy się w pewnych rękach, w rękach naszego Zbawiciela, naszego adwokata.

             Drugi element: św. Łukasz opowiada, że apostołowie, którzy widzieli, jak Jezus wstępował do nieba, wrócili potem do Jerozolimy «z wielką radością». Wydaje się nam to nieco dziwne. Na ogół, kiedy rozstajemy się z naszymi krewnymi, z przyjaciółmi, odjeżdżającymi na zawsze, a zwłaszcza w momencie  śmierci, rodzi to w nas naturalny smutek, bo nie będziemy widzieli więcej ich twarzy, nie będziemy słyszeli ich głosu, nie będziemy cieszyli się ich miłością, ich obecnością. Ewangelista natomiast podkreśla głęboką radość apostołów. Jak to możliwe? Jest tak właśnie dlatego, że dzięki spojrzeniu wiary rozumieją oni, że choć Jezus zniknął im z oczu, to pozostaje z nimi na zawsze, nie opuszcza ich i w chwale Ojca wspiera ich, prowadzi i wstawia się za nimi.
Św. Łukasz opowiada o  wniebowstąpieniu również na początku Dziejów Apostolskich, by podkreślić, że wydarzenie to jest jak ogniwo łańcucha, które łączy i spaja ziemskie życie Jezusa z życiem Kościoła. Tutaj św. Łukasz wspomina również o obłoku, który zabrał Jezusa sprzed oczu uczniów, wpatrujących się w Niego, jak wstępował do Boga (por. Dz 1, 9-10). Pojawia się wtedy dwóch mężczyzn w białych szatach, którzy mówią im, by nie stali nieruchomo, zapatrzeni w niebo, lecz umacniali swoje życie i świadectwo pewnością, że Jezus wróci w taki sam sposób, w jaki widzieli Go wstępującego do nieba (por. Dz 1, 10-11). Jest to właśnie wezwanie do kontemplacji królestwa Chrystusa, by czerpać z Niego siłę do głoszenia Ewangelii i dawania o niej świadectwa w codziennym życiu: kontemplować i działać, ora et labora – uczy św. Benedykt; jedno i drugie jest potrzebne w naszym życiu chrześcijan.

              Drodzy bracia i siostry, wniebowstąpienie nie wskazuje na nieobecność Jezusa, lecz mówi nam, że On żyje pośród nas w nowy sposób; nie jest już w konkretnym miejscu na ziemi, jak był przed wniebowstąpieniem; teraz jest w królestwie Boga, obecny w każdej przestrzeni i czasie, bliski każdego z nas. W naszym życiu nigdy nie jesteśmy sami: mamy tego adwokata, który na nas czeka, broni  nas. Nigdy nie jesteśmy sami: Pan ukrzyżowany i zmartwychwstały  prowadzi nas; jest z nami wielu braci i sióstr, którzy w ciszy i w ukryciu, w swoim życiu rodzinnym i zawodowym, pośród problemów i trudności, radości i nadziei na co dzień żyją wiarą i razem z nami niosą światu królestwo miłości Boga, w Chrystusie Jezusie zmartwychwstałym, który wstąpił do nieba, jest naszym obrońcą. Dziękuję.

vatican.va
_____________________________________________________________________________
 
14. kwietnia 2013 r.
 
HOMILIA OJCA ŚWIĘTEGO

III Niedziela Wielkanocna -  14 aprile 2013
Bazylika św. Pawła za Murami

 
Drodzy Bracia i Siostry!

         Z radością sprawuję z wami Eucharystię w tej bazylice. Witam archiprezbitera kard.  Jamesa Harveya i dziękuję mu za skierowane do mnie słowa. Witam także różne instytucje, związane z tą bazyliką i im dziękuję, oraz was wszystkich. Znajdujemy się przy grobie św. Pawła, pokornego i wielkiego apostoła Pana, który głosił Go słowem, zaświadczył o Nim swym męczeństwem i czcił Go całym sercem. Właśnie te trzy czasowniki chciałbym rozważyć w świetle Słowa Bożego, którego wysłuchaliśmy: głosić, świadczyć, czcić.

         1. W pierwszym czytaniu uderza siła Piotra i innych apostołów. Na polecenie, aby milczeć, aby nie nauczać więcej w imię Jezusa, aby zaprzestać głoszenia Jego orędzia, jasno odpowiadają: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Nie powstrzymuje ich nawet chłosta, obelgi, uwięzienie. Piotr i apostołowie głoszą mężnie, otwarcie to, co zostało im przekazane – Ewangelię Jezusa. A my? Czy potrafimy nieść Słowo Boże w środowiska, w których żyjemy? Czy umiemy mówić o Chrystusie, o tym, czym jest On dla nas, w rodzinie, osobom, z którymi mamy do czynienia w naszym codziennym życiu? Wiara rodzi się ze słuchania, a umacnia się przez głoszenie.

          2. Pójdźmy jednak krok dalej: na przepowiadanie Piotra i apostołów składają się nie tylko słowa, lecz także wierność Chrystusowi wpływa na ich życie, które ulega zmianie, zyskuje nowe ukierunkowanie, i to właśnie przez swoje życie składają oni świadectwo o wierze i przepowiadaniu Chrystusa. W Ewangelii Jezus trzykrotnie prosi Piotra, aby pasł Jego owczarnię, i to pasł ją z Jego miłością, i przepowiada mu: „Gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21, 18). Są to słowa skierowane przede wszystkim do nas, pasterzy: nie można paść Bożej owczarni, jeśli nie godzimy się, by wola Boża poprowadziła nas także tam, gdzie nie chcielibyśmy iść, jeśli nie jesteśmy gotowi do dawania świadectwa o Chrystusie poprzez dar z siebie, bez zastrzeżeń, bez wyrachowania, czasem nawet za cenę własnego życia. Ale odnosi się to do wszystkich: Ewangelię trzeba głosić i dawać o niej świadectwo. Każdy powinien postawić sobie pytanie: Jak ja moją wiarą świadczę o Chrystusie? Czy mam odwagę Piotra i innych apostołów, aby myśleć, wybierać i żyć po chrześcijańsku, będąc posłusznym Bogu? Oczywiście świadectwo wiary ma wiele form, podobnie jak w wielkim fresku jest różnorodność barw i odcieni, ale wszystkie są ważne, nawet te, które nie dominują. W wielkim planie Bożym każdy szczegół jest ważny, także twoje czy moje niepozorne i pokorne świadectwo, także to ukryte, kogoś, kto z prostotą żyje swoją wiarą w codziennych  relacjach rodzinnych, pracy, przyjaźni. Są święci dnia powszedniego, „święci ukryci”, swego rodzaju „średnia klasa świętości”, jak mówił pewien francuski pisarz, ta „średnia klasa świętości”, do której wszyscy możemy należeć. Ale w różnych częściach świata są też ludzie cierpiący z powodu Ewangelii, podobnie jak Piotr i apostołowie; są ludzie, którzy oddają swoje życie, aby dochować wierności Chrystusowi, dając świadectwo za cenę krwi. Dobrze to wszyscy zapamiętajmy: nie można głosić Ewangelii Jezusa, nie dając konkretnego świadectwa życia. Ten, kto nas słucha i na nas patrzy, powinien móc odczytać w naszych działaniach to, co słyszy z naszych ust, i wielbić Boga! Przychodzi mi teraz na myśl rada, jakiej św. Franciszek z Asyżu udzielał swoim braciom: głoście Ewangelię, jeśli trzeba, również słowami. Głosić życiem, świadectwem. Brak spójności u wiernych i pasterzy między tym, co mówią, a tym, co czynią, między słowami a sposobem życia podważa wiarygodność Kościoła.

         3. Ale to wszystko jest możliwe tylko wtedy, jeśli uznajemy Jezusa Chrystusa, gdyż to On nas powołał i zaprosił, byśmy szli Jego drogą – wybrał nas. Głoszenie i dawanie świadectwa jest możliwe tylko wówczas, gdy jesteśmy blisko Niego, właśnie tak, jak w dzisiejszym fragmencie Ewangelii są przy zmartwychwstałym Jezusie Piotr, Jan i inni uczniowie. Jest to codzienna bliskość z Nim, i oni dobrze wiedzą, kim On jest, znają Go. Ewangelista podkreśla, że „żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: «Kto Ty jesteś?», bo wiedzieli, że to jest Pan” (J 21, 12). Jest to dla nas ważna sprawa: trwać w intensywnej relacji z Jezusem, w głębokim dialogu i życiu, aby Go uznać za „Pana”. Wielbić Go! Usłyszany przez nas fragment z Apokalipsy mówi o adoracji: miriady aniołów, wszystkie stworzenia, istoty żyjące, starcy upadli i oddali pokłon przed tronem Boga i Baranka zabitego, którym jest Chrystus, któremu należy się błogosławieństwo i cześć, i chwała (por. Ap 5, 11-14). Chciałbym, abyśmy wszyscy postawili sobie pytanie: czy ty, czy ja czcimy Pana? Zwracamy się do Boga tylko, aby prosić, dziękować, czy też idziemy do Niego także, aby Go adorować? Cóż zatem oznacza adorować Boga? Oznacza to uczyć się przebywania z Nim, zatrzymywania się, aby z Nim porozmawiać, czując, że Jego obecność jest najprawdziwsza, najlepsza, najważniejsza ze wszystkich. Każdy z nas ma w swoim życiu – w sposób świadomy, a może czasem nie zdając sobie z tego sprawy – dobrze określony porządek rzeczy, które uważa za bardziej lub mniej ważne. Adorować Pana oznacza przyznać Mu miejsce, które Mu się należy. Adorować Pana oznacza  wyznawać, wierzyć – jednak nie tylko samymi słowami – że tylko On naprawdę kieruje naszym życiem. Adorować Pana oznacza, że wobec Niego jesteśmy przekonani, że jest On jedynym Bogiem, Bogiem naszego życia, Bogiem naszej historii.

           Ma to konsekwencje w naszym życiu: wyzbycie się tak wielu małych i wielkich bożków, które mamy i do których się uciekamy, u których szukamy naszego bezpieczeństwa i w których często je pokładamy. Są to bożki, które często dobrze ukrywamy. Może to być ambicja, karierowiczostwo, pragnienie sukcesu, stawianie siebie w centrum, skłonność do dominowania nad innymi, roszczenie, by być wyłącznymi panami naszego życia, jakiś grzech, do którego jesteśmy przywiązani, i wiele innych. Dziś wieczorem chciałbym, aby w sercu każdego z nas zabrzmiało pytanie i abyśmy na nie szczerze  odpowiedzieli: czy pomyślałem, co jest ukrytym bożkiem w moim życiu, który przeszkadza mi w adorowaniu Pana? Adorować to znaczy wyzbyć się naszych bożków, także tych najbardziej ukrytych, i wybrać Pana jako centrum, jako główną drogę naszego życia.   

           Drodzy bracia i siostry, Pan każdego dnia wzywa nas, byśmy szli za Nim odważnie i wiernie. Obdarzył nas wielkim darem, wybierając nas na swoich uczniów. Zachęca nas, byśmy Go z radością głosili jako Zmartwychwstałego, a chce, abyśmy to czynili słowem i świadectwem naszego życia, w codzienności. Pan jest jeden, jest jedynym Bogiem naszego życia i wzywa nas, byśmy wyzbyli się licznych bożków i czcili tylko Jego. Głosić, świadczyć, czcić. Niech Najświętsza Maryja Panna i apostoł Paweł pomagają nam w tej drodze i niech wstawiają się za nami. Niech się tak stanie!

 
 
vatican.va
____________________________________________________________________________________
PAPA FRANCESCO

UDIENZA GENERALE

Piazza San Pietro
Mercoledì, 10 aprile 2013

 

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!
 

          W poprzedniej Katechezie skupiliśmy się na wydarzeniu Zmartwychwstania Jezusa, w którym kobiety odegrały szczególną rolę.
 

           Dzisiaj chciałbym zatrzymać się na jego znaczeniu zbawczym. Co oznacza Zmartwychwstanie dla naszego życia? Dlaczego bez niego próżna jest nasza wiara?
 

          Nasza wiara opiera się na śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa, tak jak dom opiera się na fundamencie: jeśli rozpada się fundament, wali się cały dom. Na krzyżu Jezus ofiarował siebie samego biorąc na siebie nasze grzechy i schodząc do otchłani śmierci, a w Zmartwychwstaniu zwyciężył i usunął je, i otworzył nam drogę abyśmy narodzili się do nowego życia. Święty Piotr wyraził to syntetycznie na początku swojego Listu, który wysłuchaliśmy: 
 

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. (1P 1, 3-4)
 

           Apostoł mówi nam, że Zmartwychwstanie Jezusa przyniosło coś zupełnie nowego: zostaliśmy wyzwoleni z niewoli grzechu i staliśmy się dziećmi Bożymi, zostaliśmy zrodzeni do nowego życia.

Kiedy to w nas dokonuje się?
 

W Sakramencie Chrztu!
 

          W czasach starożytnych, Chrzest otrzymywało się zwykle przez zanurzenie. Ten, kto chciał przyjąć chrzest schodził do dużego basenu – Baptysterium, pozostawiając swoje szaty, a Biskup lub Prezbiter trzy razy wylewał wodę na jego głowę, chrzcząc go w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Następnie ochrzczony wychodził z wody i zakładał nową szatę, która była biała: oznaczała ona, że narodził się do nowego życia, zanurzając się w Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa. Stał się synem Boga. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: 
 

Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» (Rz 8, 15). 
 

        Duch Święty realizuje w nas tę nową kondycję dzieci Bożych. I to jest największy dar, jaki otrzymujemy z Tajemnicy paschalnej Jezusa. I Bóg obchodzi się z nami jak z dziećmi, rozumie nas, przebacza nam, obejmuje nas, kocha nawet wtedy, gdy popełniamy błędy. Już w Starym Testamencie, Prorok Izajasz stwierdził, że jeśli nawet matka zapomniałaby o swoim dziecku, to Bóg nigdy o nas nie zapomina, w żadnej chwili (por 49, 15).

          Ta synowska relacja z Bogiem nie jest jak skarb, który przechowujemy gdzieś w kącie naszego życia, lecz powinna wzrastać, powinna każdego dnia być karmiona słuchaniem Słowa Bożego, modlitwą i uczestniczeniem w sakramentach, zwłaszcza w sakramencie Pokuty i Eucharystii, i miłości

           My możemy żyć jako dzieci! To jest nasza godność. Postępować jak prawdziwe dzieci Boga! A to oznacza, że każdego dnia powinniśmy pozwolić Chrystusowi przemieniać nas i upodabniać do Niego, to znaczy starać się żyć jak chrześcijanie, starć się naśladować Go, nawet gdy dostrzegamy nasze ograniczenia i słabości.  Pokusa, aby pozostawić Boga na uboczu, a w centrum postawić siebie samych, zawsze stoi w progu, a doświadczenie grzechu rani nasze chrześcijańskie życie, nasze bycie dziećmi Boga. Dlatego potrzebujemy odwagi wiary, nie pozwalając, aby kierowała nami mentalność która mówi nam: Bóg nie jest potrzebny, nie jest dla mnie ważny”.

Jest zupełnie odwrotnie: tylko wtedy, kiedy postępujemy jak dzieci Boga, nie zniechęcając się naszymi upadkami, czując się przez Niego kochani, nasze życie staje się nowym życiem, ożywianym przez radość i pogodę ducha.

Bóg jest naszą siłą! Bóg jest naszą nadzieją!

Drodzy bracia i siostry!

         To my musimy jako pierwsi mieć mocną nadzieję i my musimy być znakami jasnymi i wyraźnymi, jaśniejącymi dla wszystkich. Zmartwychwstały Pan jest nadzieją, która nie zawodzi (Rz 5, 5). Ileż to razy w naszym życiu rozwiewają się nasze nadzieje, ile razy nie realizują się oczekiwania, jakie nosimy w sercu!  Nadzieja chrześcijan, nasza nadzieja jest mocna, pewna, trwała na tej ziemi, gdzie Bóg nas powołał i po której idziemy; nasza nadzieja jest otwarta na wieczność, ponieważ opiera się na Bogu, który zawsze jest wierny.

            Bycie zmartwychwstałymi z Chrystusem przez Chrzest, przez dar wiary, przez dziedzictwo niezniszczalne, uzdalnia nas do szukania bardziej spraw Bożych, do myślenia bardziej o Bogu, do większej modlitwy.
 

             Być chrześcijaninem to nie tylko przestrzegać przykazań, ale to znaczy być w Chrystusie, myśleć jak On, działać jak On, kochać jak On; pozwolić Mu wziąć w posiadanie nasze życie i zmienić je, przekształcić, uwolnić od ciemności zła i grzechu.

Drodzy bracia i siostry, tym, którzy domagają się od was uzasadnienia waszej nadziei wskazujcie na Chrystusa Zmartwychwstałego (1 P 3, 15)
 
            Wskazujmy na Niego głosząc Słowo, ale przede wszystkim naszym życiem ludzi zmartwychwstałych.  Ukazujmy radość z bycia dziećmi Boga, wolność jaką mamy żyjąc w Chrystusie, który jest prawdziwą wolnością, od niewoli zła, grzechu i śmierci!

Patrzmy w kierunku Ojczyzny niebieskiej, będziemy mieć wtedy nowe światło i siłę, także wśród codziennych obowiązków i trudów. To jest bezcenna służba, jaką możemy dać temu światu, który często nie potrafi już podnieść oczu w górę, do Boga.
 
Po polsku:
           Serdecznie pozdrawiam uczestniczących w tej audiencji Polaków. Przedwczoraj obchodziliśmy uroczystość Zwiastowania Pańskiego, pamiątkę dnia, w którym Chrystus, Syn Boży zstąpił z nieba, przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem. To wydarzenie wspominamy w codziennej modlitwie, gdy pozdrawiamy Bożą Matkę słowami Anioła: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna”. Uczmy się od Niej pokory, rozpoznawania woli Bożej, posłuszeństwa i zawierzenia Bogu. Z serca wam błogosławię.
 

vatican.va
radiomaryja.pl
_______________________________________________________
07. kwietnia 2013
 
HOMILIA OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA
Bazylika św. Jana na Lateranie
II Niedziela Wielkiej NocyNiedziela Miłosierdzia Bożego
 
Drodzy Bracia i Siostry!
 
          Z radością sprawuję po raz pierwszy Eucharystię w tej bazylice Laterańskiej, katedrze Biskupa Rzymu. Pozdrawiam was wszystkich z wielką miłością: kardynała-wikariusza, biskupów pomocniczych, prezbiterium diecezjalne, diakonów, zakonnice i zakonników oraz wszystkich wiernych świeckich. Wspólnie podążamy w świetle Zmartwychwstałego Pana.
 
           Obchodzimy dziś II Niedzielę Wielkanocną, nazywaną także „Niedzielą Bożego Miłosierdzia”. Jakże piękna jest ta rzeczywistość wiary dla naszego życia: Boże miłosierdzie! Tak wielka miłość, tak głęboka ​​miłość Boga względem nas, miłość, która nie zawodzi, zawsze chwyta nas za rękę i nas podtrzymuje, podnosi, prowadzi.
 
             W dzisiejszej Ewangelii, Apostoł Tomasz doświadcza właśnie Bożego miłosierdzia, które ma konkretne oblicze, oblicze Jezusa, Jezusa zmartwychwstałego. Tomasz nie ufa temu, co mówią mu inni apostołowie: „Widzieliśmy Pana!”. Nie wystarcza mu obietnica Jezusa, który zapowiedział: trzeciego dnia zmartwychwstanę. Chce widzieć, chce włożyć rękę w znaki gwoździ i w Jego bok. A jaka jest reakcja Jezusa? Cierpliwość: Jezus nie pozostawia upartego Tomasza w jego niewierze. Daje mu tydzień czasu, nie zamyka drzwi, oczekuje. I Tomasz uznaje swoje ubóstwo, małą wiarę. „Pan mój i Bóg mój”: tymi prostymi, lecz pełnymi wiary słowami odpowiada na cierpliwość Jezusa. Daje się objąć Bożym miłosierdziem, widzi je przed sobą, w ranach rąk i stóp, w otwartym boku, i odnajduje zaufanie: jest nowym człowiekiem,  nie jest już niedowiarkiem, lecz wierzącym.
 
             Pamiętamy także Piotra: trzykrotnie zaparł się Jezusa właśnie wtedy, kiedy powinien być jak najbliżej Niego, a kiedy schodzi na dno, napotyka spojrzenie Jezusa, który cierpliwie, bez słowa, mówi mu: „Piotrze, nie lękaj się własnej słabości, zaufaj mi”. A Piotr rozumie, odczuwa spojrzenie miłości Jezusa i płacze. Jak piękne jest to spojrzenie Jezusa – jak czułe! Bracia i siostry, nigdy nie traćmy ufności w cierpliwe miłosierdzie Boga!
 
            Pomyślmy o dwóch uczniach z Emaus: smutne oblicza, puste podążanie, bez nadziei. Ale Jezus ich nie opuszcza: wraz z nimi przemierza drogę, i nie tylko! Cierpliwie wyjaśnia Pisma, które się do Niego odnosiły, i zatrzymuje się, by z nimi dzielić posiłek. To właśnie jest styl Boga: nie jest niecierpliwy, tak jak my, którzy często chcemy wszystkiego i to natychmiast, także w relacjach do osób. Bóg jest wobec nas cierpliwy, bo nas kocha, a kto kocha, ten rozumie, ma nadzieję, obdarza zaufaniem, nie porzuca, nie burzy mostów, umie przebaczać.   Pamiętajmy o tym w naszym chrześcijańskim życiu: Bóg na nas zawsze czeka, także kiedy się oddaliliśmy!  On nigdy nie jest daleko, a jeśli do Niego wrócimy, gotów jest nas przyjąć.
 
             Zawsze wielkie wrażenie wywiera na mnie ponowne odczytanie przypowieści o miłosiernym Ojcu – wywiera na mnie wrażenie, bo zawsze daje mi wielką nadzieję. Pomyślcie o owym młodszym synu, który w domu Ojca był kochany, a jednak chce swojej części dziedzictwa. Odchodzi, wydaje wszystko, upada najniżej, najdalej od Ojca. Kiedy sięgnął dna, odczuł nostalgię za ciepłem ojcowskiego domu i powraca. A Ojciec? Czy zapomniał o synu? Nie, nigdy. Widzi go z daleka, codziennie, w każdej chwili na niego czekał: był zawsze obecny w jego sercu jako syn, pomimo, że go opuścił, nawet jeśli roztrwonił cały majątek, to znaczy swoją wolność. Ojciec cierpliwie i z miłością, z nadzieją i miłosierdziem ani na chwilę nie przestał o nim myśleć i skoro go tylko zobaczył jeszcze daleko, wybiega mu naprzeciw i z czułością go obejmuje, z czułością Boga, bez słowa wyrzutu: powrócił! Bóg zawsze na nas czeka, nie jest znużony. Jezus ukazuje nam ową miłosierną cierpliwość Boga, abyśmy zawsze odnajdywali ufność, nadzieję! Romano Guardini powiedział, że Bóg odpowiada na nasze słabości przez swoją cierpliwość i to jest powodem naszej ufności, naszej nadziei (por.Glabenserkenntnis, Würzburg 1949, s. 28).
 
             Chciałbym podkreślić jeszcze jeden element: cierpliwość Boga musi w nas znaleźć odwagę, by do Niego powrócić, niezależnie od wszelkiego błędu, jakiegokolwiek grzechu, który miałby miejsce w naszym życiu. Jezus zachęca Tomasza, by włożył rękę w Jego rany na rękach i nogach oraz w ranę Jego boku. Także i my możemy wejść w rany Jezusa, rzeczywiście możemy go dotknąć. Dzieje się to za każdym razem, kiedy z wiarą przyjmujemy sakramenty. Święty Bernard w pięknej homilii powiedział: „z ran świętych [Jezusa] mogę «pić miód ze skały i oliwę z twardego kamienia» (por. Pwt 32:13), «kosztować i zobaczyć, jak dobry jest Pan»” (Komentarz do Pieśni nad pieśniami 61, 4). To właśnie w ranach Jezusa jesteśmy bezpieczni, tu ukazuje się ogromna miłość Jego serca. Zrozumiał to Tomasz. Święty Bernard pyta się: na co mogę liczyć? Na moje zasługi? Ale „całą moją zasługą jest  miłosierdzie Pana. Nie zabraknie mi zasług, jak długo wystarczy jego miłosierdzia. A jeśli Pan bogaty jest w miłosierdzie, to i ja nie mniej w zasługi” (tamże, 5). Jest to  ważne: odwaga powierzenia się miłosierdziu Jezusa, zaufanie w Jego cierpliwość, chronienie się zawsze w ranach Jego miłości. Święty Bernard posuwa się do stwierdzenia: „Cóż jednak, jeśli sumienie wyrzucać mi będzie mnóstwo grzechów? «Gdzie wzmógł się grzech, tam obficiej rozlała się łaska» (Rz 5,20)” (tamże). Być może ktoś mógłby pomyśleć: mój grzech jest tak wielki, jestem tak daleko od Boga, jak młodszy syn z przypowieści, moja niewiara jest taka, jak Tomasza. Nie mam odwagi, by wrócić, pomyśleć, że Bóg może mnie przyjąć i że czeka właśnie na mnie. Ale Bóg czeka właśnie na ciebie, żąda od ciebie jedynie odwagi, by do Niego pójść. Jak wiele razy w mojej posłudze duszpasterskiej słyszałem, jak ktoś mówił: „Ojcze, mam wiele grzechów”. Zawsze w takiej sytuacji zachęcałem „Nie bój się, idź do Niego, On na ciebie czeka. On wszystkiego dokona”. Jak wiele wokół nas słyszymy propozycji doczesnych. Pozwólmy jednak porwać się propozycją Boga, która jest pieszczotą miłości. Dla Boga nie jesteśmy liczbami, jesteśmy ważni, jesteśmy wręcz najważniejsi z tego, co ma. Pomimo, że jesteśmy grzesznikami, jesteśmy tym, co leży mu najbardziej na sercu.
 
            Adam po grzechu odczuwał wstyd, czuł się nagim, odczuwał ciężar tego, co uczynił. Mimo to Bóg go nie opuścił: jeśli w tym momencie zaczyna się wygnanie od Boga przez grzech, to jest już obietnica powrotu, możliwość powrotu do Niego. Bóg natychmiast pyta: „Adamie, gdzie jesteś?”, szuka  go. Jezus ogołocił samego siebie dla nas, obciążył się hańbą Adama, nagością jego grzechu, aby zmyć nasz grzech: w Jego ranach zostaliśmy uzdrowieni. Przypomnijcie sobie słowa świętego Pawła: z czego będę się chlubił, jeśli nie z moich słabości, z mojej biedy? Właśnie odczuwając mój grzech, spoglądając na mój grzech mogę zobaczyć i spotkać Boże miłosierdzie, Jego miłość, i pójść do Niego, aby otrzymać przebaczenie.
 
            W moim osobistym życiu widziałem wiele razy miłosierne oblicze Boga, Jego cierpliwość. Widziałem również w wielu ludziach odwagę, by wejść w rany Jezusa, mówiąc Jemu: Panie, oto jestem, przyjmij moje ubóstwo, ukryj w Twoich ranach mój grzech, obmyj go swoją krwią. Zawsze widziałem, że Bóg to uczynił, przyjął, pocieszył, obmył, umiłował.
 
Drodzy Bracia i Siostry,
 
        Dajmy się objąć Bożym miłosierdziem. Zaufajmy Jego cierpliwości, która zawsze daje nam czas. Miejmy odwagę, aby wrócić do Jego domu, by zamieszkać w ranach Jego miłości, dając się Jemu miłować, spotkać Jego miłosierdzie w sakramentach. Poczujemy Jego czułość, odczujemy jego objęcie, a my także będziemy bardziej zdolni do miłosierdzia, cierpliwości, przebaczenia i miłości.

 vatican.va
radiomaryja.pl 
________________________________________________________________________

07. kwietnia 2013

REGINA COELI
Ojciec Święty Franciszek I 
 
Drodzy bracia i siostry! Dzień dobry!

          W tę niedzielę, którą kończymy Oktawę Świąt Wielkanocnych, ponownie wszystkim  składam życzenie świąteczne słowami samego Jezusa zmartwychwstałego: Pokój wam! (J 20,19, 21.26). To nie jest zwykłe pozdrowienie, ani też proste życzenie. To jest dar, więcej, bezcenny dar, jaki Chrystus ofiaruje swoim uczniom po przejściu śmierci i piekieł. Udziela pokoju, jak to obiecał: “Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję” (J 14,27). Pokój ten jest owocem zwycięstwa miłości Boga nad złem, jest owocem przebaczenia. I tak właśnie jest: prawdziwy pokój, ten głęboki, pochodzi z doświadczenia Bożego Miłosierdzia. Dzisiaj jest Niedziela Miłosierdzia Bożego, z woli błogosławionego Jana Pawła II, który zamknął oczy na tym świecie, w przeddzień tego święta.
 
           Ewangelia św. Jana mówi nam, że Jezus ukazał się dwa razy Apostołom zamkniętym w Wieczerniku: pierwszy raz w wieczór Zmartwychwstania, i wtedy nie było z nimi Tomasza, który powiedział, że jeżeli nie zobaczy i nie dotknie, nie uwierzy. Za drugim razem, osiem dni później, Tomasz był tam również. A Jezus zwrócił się właśnie do niego, zaprosił go, aby spojrzał na rany, dotknął ich, a Tomasz wykrzyknął: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28). Jezus powiedział: „Uwierzyłeś, ponieważ ujrzałeś.  Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (w. 29). A kim byli ci, którzy uwierzyli, nie widząc? Inni uczniowie, mężczyźni i kobiety z Jerozolimy, którzy, mimo że nie spotkali zmartwychwstałego Jezusa, uwierzyli na podstawie świadectwa Apostołów i niewiast. To jest słowo bardzo ważne dla wiary, które możemy określić błogosławieństwem wiary. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli: to jest błogosławieństwo wiary! W każdym czasie i w każdym miejscu błogosławionymi są ci, którzy dzięki Słowu Boga, głoszonemu w Kościele i poświadczanemu przez chrześcijan, wierzą, że Jezus Chrystus jest wcieloną miłością Boga, wcielonym Miłosierdziem. To ma znaczenie dla każdego z nas!
 
          Wraz z darem pokoju, Jezus udzielił Apostołom daru Ducha Świętego, aby mogli rozprzestrzeniać w świecie przebaczenie grzechów; przebaczenie, którego jedynie Bóg może udzielić, które kosztowało cenę Krwi Syna Bożego (por. J 20,21-23). Kościół został upoważniony przez zmartwychwstałego Chrystusa, by przekazywać ludziom odpuszczenie grzechów, i w ten sposób sprawiać wzrost Królestwa miłości, rozsiewać pokój w sercach, aby znajdowało potwierdzenie także we wzajemnych relacjach, w społecznościach, w instytucjach. Duch Święty wypędza strach z serc Apostołów i przynagla ich, aby wyszli z Wieczernika, by głosić Ewangelię. Miejmy i my więcej odwagi, aby świadczyć o wierze w Chrystusa Zmartwychwstałego! Nie powinniśmy lękać się być chrześcijanami i żyć jako chrześcijanie! Powinniśmy mieć odwagę pójścia i głoszenia Chrystusa zmartwychwstałego, ponieważ On jest naszym pokojem, On udziela nam pokoju przez swoją miłością, przebaczenie, swoja krew i miłosierdzie.
 
            Drodzy przyjaciele, dziś popołudniu będę sprawować Eucharystię w Bazylice Św. Jana na Lateranie, która jest Katedrą biskupa Rzymu. Prośmy wspólnie Maryję Dziewicę, aby nam pomagała, Biskupowi i Ludowi Bożemu, postępować w wierze i w miłości, zawsze ufni w Boże Miłosierdzie. On zawsze nas oczekuje, zawsze na miłuje; przebaczył nam przez wylanie swojej krwi i przebacza nam za każdym razem, kiedy zbliżamy się do Niego aby prosić Go o przebaczenie. Mamy ufność w Jego miłosierdzie!
 
Po Regina Coeli:
 
        Bardzo serdecznie pozdrawiam pielgrzymów, którzy uczestniczyli we Mszy świętej, której przewodniczył Kardynał Wikariusz Rzymu w kościele Ducha Świętego w Sassia, będącego centrum kultu Bożego Miłosierdzia. Drodzy bracia i siostry, bądźcie posłańcami i świadkami Bożego miłosierdzia.
 
          Cieszę się również, że mogę pozdrowić tak licznych przedstawicieli Ruchów i Stowarzyszeń obecnych na tej naszej modlitwie, zwłaszcza wspólnoty neokatechumenalne z Rzymu, które dzisiaj rozpoczynają szczególną misję na placach Miasta. Zachęcam wszystkich, aby nieśli Dobrą Nowinę, do każdego środowiska, w którym żyjecie “z łagodnością i szacunkiem”(1 P 3,16)!
 
           Pozdrawiam wszystkie dzieci i młodzież obecną tutaj, zwłaszcza studentów kolegium Saint-Jean de Passy z Paryża i uczniów szkoły Giuseppe Mazzini z Marsalii, jak również grupę ministrantów z Taranto. Pozdrawiam Chór z Bazyliki w Collemaggio dell’Aquila i wiernych z Campoverde di Aprilia, z Verolanuova i z Valentano, oraz wspólnotę skautów Białe Chusty.
 
 za: vatican.va
______________________________________________________________

03. kwietnia 2013

ŚRODOWA AUDIENCJA GENERALNA

Drodzy Bracia i Siostry,
 
           Powracamy dzisiaj do katechez w Roku wiary. W Credo powtarzamy to wyrażenie: „Trzeciego dnia zmartwychwstał zgodnie z Pismem”. To właśnie wydarzenie celebrujemy: Zmartwychwstanie Jezusa, centrum chrześcijańskiego orędzia, które rozbrzmiewało od samych początków Kościoła i zostało przekazane, aby dotarło aż do nas. Św. Paweł pisze do chrześcijan w Koryncie: “Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (1 Kor 1, 3 – 5). To krótkie wyznanie wiary ogłasza właśnie Misterium Paschalne przy pomocy pierwszych objawień Zmartwychwstałego Piotrowi i Dwunastu: śmierć i zmartwychwstanie Jezusa są sercem naszej nadziei. Apostoł stwierdza: „Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżna jest wasza wiara i trwacie nadal w waszych grzechach” (w. 17). Niestety, nie brakowało i nie brakuje prób zdyskredytowania lub osłabienia wiary w Zmartwychwstanie Jezusa, wątpliwości pojawiły się również wśród samych wierzących. Stało się tak z różnych powodów: czasem z powodu obojętności, zajęci tysiącami spraw, która są uważane za ważniejsze od wiary, lub z powodu wyłącznie horyzontalnej (doczesnej) wizji życia. Ale to właśnie Zmartwychwstanie otwiera nas na największą nadzieję, ponieważ otwiera nasze życie i życie świata na Bożą przyszłość, na pełnię szczęścia, na pewność, że zło, grzech, śmierć, mogą zostać zwyciężone. Wierzyć w Chrystusa Zmartwychwstałego, w Zmartwychwstanie, oznacza przeżywać codzienne sprawy z większym zaufaniem, stawiać im czoła z odwagą i zaangażowaniem. Zmartwychwstanie Chrystusa jest nasza siłą.
 
            W jaki sposób została nam przekazana prawda wiary o Zmartwychwstaniu Chrystusa? W Nowym Testamencie istnieją dwa rodzaje świadectw: jedne przybierają formę wyznania wiary, czyli krótkich formuł, które wskazują istotę wiary, którą należy przekazać; inne natomiast przybierają formę opowiadania o wydarzeniu Zmartwychwstania i o faktach z nim związanych. Na przykład forma wyznania wiary, którą przed chwilą wysłuchaliśmy, lub ta znajdująca się w Liście do Rzymian, gdzie św. Paweł pisze: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie.” (Rz 10, 9). Istnieją świadectwa, które ukazują jak od pierwszych chwil istnienia Kościoła wiara w prawdę o Tajemnicy Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa jest jasna i silna.
Dzisiaj jednak chciałbym zatrzymać się nad świadectwami w formie opowiadania, jakie spotykamy w Ewangeliach. Przede wszystkim zauważamy, iż pierwszymi świadkami tego wydarzenia były kobiety. O świcie trzeciego dnia od śmierci Jezusa, udają się do grobu, aby zgodnie ze zwyczajem namaścić ciało, i znajdują tam pierwszy znak: „pusty grób” (Mk 16, 1). Następuje później spotkanie z Bożym Posłańcem, który ogłasza: Jezusa z Nazaretu, Ukrzyżowanego, nie ma tutaj, zmartwychwstał (por. w. 5 – 6). Widzicie, kobiety są kierowane miłością, są w stanie przyjąć z wiarą to orędzie i natychmiast przekazują je, nie zatrzymują go dla siebie. Radości z tego, iż wie się, że Jezus jest żywy i że obietnice się spełniły, nadziei, która przepełnia serce, nie można powstrzymać. Powinno tak się dziać również w naszym życiu. Poczujmy radość z bycia chrześcijanami! Nie zatrzymujmy tej radości dla nas samych! Wierzymy w Zmartwychwstałego, który zwyciężył zło i śmierć! Jak to jest możliwe, że nie mamy odwagi „wyjść” i zawsze z głębokim szacunkiem wobec innych, nieść to światło do wszystkich miejsc naszego życia?
 
           Chciałbym podkreślić inny element. W nowo - testamentalnych wyznaniach wiary, gdzie znajdują się teksty pierwszych wspólnot chrześcijańskich, jak by to można rzec „oficjalne” jako świadków Zmartwychwstania wymieniani są jedynie mężczyzn, Apostołów, ale nie są wymieniane objawienia dane kobietom. Stało się tak ponieważ, zgodnie z Prawem Żydowskim kobiety i dzieci nie mogły złożyć wiarygodnego i wiernego zeznania. Tymczasem w Ewangeliach kobiety zajmują pierwszoplanową, fundamentalną rolę. W tym też względzie możemy zrozumieć jeden element na korzyść historyczności Zmartwychwstania: gdyby to był fakt zmyślony nie byłby związany ze świadectwem kobiet.
 
            Ewangeliści w sposób prosty opowiadają o tym co się wydarzyło: kobiety są pierwszymi świadkami.  I to mówi nam, że Bóg nie wybiera według kryteriów ludzkich: pierwszymi świadkami narodzenia Jezusa są pasterze, ludzie prości i pokorni, pierwszymi świadkami Zmartwychwstania są kobiety. U Boga liczy się serce, kiedy jesteśmy otwarci na Niego jesteśmy jak dzieci, które powierzają się rodzicom. Ale to także prowadzi nas do refleksji nad kobietami w Kościele i na drodze wiary, jak miały i mają również dziś szczególną rolę w otwieraniu drzwi Chrystusowi, w podążaniu za Nim, w ukazywaniu Jego Oblicza, ponieważ spojrzenie wiary zawsze potrzebuje prostego i głębokiego spojrzenia miłości. I to właśnie Apostołowie i uczniowie mają więcej trudności by uwierzyć w Zmartwychwstałego: Tomasz swoimi rękoma musi dotknąć ran na ciele Jezusa. Również na naszej drodze wiary ważne jest by doświadczać i odkrywać, że Bóg nas kocha, by w naszym życiu umieć odczytywać znaki Jego miłości i nie lękać się miłować Go: wiarę wyznaje się ustami i sercem, słowami i miłością.
 
           Po objawieniach kobiet, następują te dane Piotrowi, Dwunastu, pięciuset braciom jednocześnie i Jakubowi, aż do tego, które wstrząśnie życiem Pawła na drodze do Damaszku. We wszystkich tych spotkaniach Jezus staje się obecny w sposób nowy: jest Ukrzyżowanym, ale Jego Ciało jest chwalebne, nie wrócił do życia ziemskiego, ale do nowej rzeczywistości. Na początku nikt Go nie rozpoznaj i jedynie dzięki Jego słowom i Jego gestom oczy tych którzy Go spotykają otwierają się. To nie ich wiara buduje Zmartwychwstanie, ale spotkanie ze Zmartwychwstałym daje nową moc dla ich wiary i przyczynia się do budowania niezniszczalnego fundamentu. Również i my mamy znaki w których Zmartwychwstały daje się nam rozpoznać, znaki które umacniają naszą wiarę w Zmartwychwstanie; Pismo Święte: Bóg który do nas mówi i ukazuje nam drogę; Eucharystia: Jezus jest obecny by wprowadzić nas do komunii ze sobą, abyśmy mogli być przemienieni; inne Sakramenty, które nadają rytm naszemu życiu; miłość: gesty miłości, dobroć, miłosierdzie, przebaczenie, które wnoszą na ziemię promyk Zmartwychwstania.
 
          Drodzy przyjaciele, pozwólmy by opromieniło nas Zmartwychwstanie Chrystusa, pozwólmy by Jego moc nas przemieniła, by w świecie, również przez nas znaki śmierci ustąpiły miejsca znakom życia.
 
vatican.va

Przeczytaj o głównych założeniach projektu inicjatywy obywatelskiej „Stop aborcji"

Aktualności

Galeria

Pozostałe

Wielki Tydzień